wtorek, 15 sierpnia 2017

The Faults In Byun Baekhyun [19/55]

Brak komentarzy // Dodaj komentarz (+)
tytuł rozdziału:  Nie obchodzi mnie to |oryginał: I don't care
rating: PG-13
A/N: Wiem, że dziś jest dopiero wtorek, więc w zasadzie rozdział powinien pojawić się jutro, ale postanowiłam, że będę dodawać je 3 razy w tygodniu, bo nie widzę powodu, dla którego miałabym tego nie robić. Nie chcę, żeby to wszystko wlokło się aż do stycznia (XD), bo przecież jeszcze druga część. Mam nadzieję, że Was to ucieszy!
Teraz nawet w nocy Chanyeol nie rozmawiał z Baekhyunem, niższy również nie próbował z nim rozmawiać.
Ostatnio Chanyeol czuł się, jakby czegoś brakowało i coraz częściej czuł się, jakby mógł kogoś uderzyć.
Jedyna rzecz, która poprawiała mu humor, to przebywanie z Kyungsoo, do którego zbliżał się coraz bardziej i bardziej z każdym dniem.
Podczas kółka muzycznego tylko we dwóch razem pracowali, ponieważ Baekhyun był z Krisem i razem się obijali, ale to nie tak, że Kyungsoo miał coś przeciwko.
Podczas kółka kulinarnego pracowali w ciszy, nie odzywając się do siebie ani słowem, co Kyungsoo i Jessica uznali za dziwne.
Na kółko z fizyki Chanyeol w ogóle nie uczęszczał, a Baekhyun nie mógł zrobić nic innego poza ukrywaniem jego nieobecności.
Nie rozmawiali już ze sobą, a jednak Chanyeol był bardziej zdenerwowany niż kiedykolwiek, chociaż powinien być szczęśliwy w związku z tym postępem. Mimo wszystko powinien (tak jakby) nienawidzić Baekhyuna. Chciał oddalić się od Baekhyuna, odkąd stali się współlokatorami. Prawda?
Podczas obiadu Kyungsoo rozmawiał z Chanyeolem, lecz Chanyeol odpowiadał bez przekonania, tak samo jak Joonmyun. Jako że grupa była teraz tak duża, nikt tak właściwie tego nie zauważał.
W czasie każdego posiłku Joonmyun zjadał szybko, a potem sam prędko odchodził, jego twarz zawsze była ściągnięta w grymasie. Chanyeol później szedł za jego przykładem, jego brwi były równie mocno skierowane w dół co jego grymas.
Kris najpierw patrzył ze zmartwieniem na Joomnyuna, dawał sobie spokój, po czym wracał do jedzenia.
A kiedy nikt nie patrzył, Baekhyun robił to samo w stosunku do Chanyeola.




Im bardziej Kyungsoo poznawał Chanyeola, tym bardziej go lubił.
Chanyeol miał nie tylko nieśmiałą, niewinną i niezdarną stronę, bezczelną, żartobliwą stronę, troskliwą stronę, ale również miał swą seksowną stronę (która w większości łączyła się z jego głębokim głosem).
– Hej~ Nosisz zegarek, który ci dałem – zauważył Kyungsoo, przesuwając palcami po nadgarstku Chanyeola. Wyższy uśmiechnął się.
– Tak. Jest świetny, to dlatego. – Chanyeol pozwolił Kyungsoo go dotknąć. – Dziękuję, że dałeś mi prezent urodzinowy. Kiedy ty masz urodziny? – Duże oczy Kyungsoo zamrugały, zbite z tropu przez to pytanie.
– Zwykłe nie obchodzę-
– No dalej~~~~ – prosił Chanyeol, wydymając wargi, o których Kyungsoo zaczynał dużo myśleć. Ostatecznie Kyungsoo westchnął. Naprawdę zaczynał znajdować czuły punkt dla swojej miłostki.
–…Dobrze. Ale nie mów nikomu, jasne? Nienawidzę tłumów. – Widząc entuzjastyczne skinienie głowy Chanyeola, uśmiechnął się lekko. – Dwunastego stycznia.
Chwilę Chanyeolowi zajęło zarejestrowanie tej nowej informacji, jego duże oczy zamrugały głupawo, a potem sapnął z zaskoczenia.
– Zaraz. To za kilka dni!! – zauważył Chanyeol. Niższy uśmiechnął się figlarnie.
– Ty-… Co chcesz? Na urodziny? – Kyungsoo potrząsnął głową.
– Nic. Chanyeol, właśnie dlatego nie chciałem ci mówić. Wiedziałem, że-
– No weeeeeeeeeeeeeeź… – ciągnął Chanyeol, wiedząc, że to zadziała właściwie na obiekt jego westchnień. Kyungsoo znowu westchnął.
–…Dobrze. Ale nie możesz dać mi nic innego. – Chanyeol kolejny raz pokiwał głową z entuzjazmem.
–…Chcę ciebie. – Chanyeol zamrugał, rumieniąc się, ale Kyungsoo nie skończył. –…Chcę, żebyś po prostu był na moich urodzinach. Tak jak ja byłem na twoich.
Chanyeol siedział w miejscu oniemiały. Policzki Kyungsoo zabarwiły się na różowo.
– Ch-Ch-Chodzi o to, że jeśli proszę o zbyt wiele, nie musisz-
– Tylko to? – przerwał mu Chanyeol. – Nic innego? Nie zabrać cię na obiad ani nie odrobić ci pracy domowej, ani-
– Tak. – Kyungsoo spuścił wzrok, czerwieniąc się jeszcze bardziej, ale Chanyeol tego nie zauważył, bo był zbyt zajęty myśleniem o tym, jak spędzić ten dzień. Samemu. Z Kyungsoo. – Spędzenie całego dnia ze mną jest w porządku. Albo przynajmniej wieczoru, skoro obaj mamy tego dnia zajęcia, jestem pewien.
– D-Dobrze – odparł Chanyeol, już planując, jak sprawić, by te urodziny były dla Kyungsoo najlepsze. Nagle poczuł się zdeterminowany, by uczynić te urodziny dla Kyungsoo najlepszymi w życiu.




Może poprosiłem go o zbyt wiele. Pomyślał Kyungsoo rankiem, w dzień swoich urodzin. Chodzi mi o to, że zbliżamy się do siebie i w ogóle, ale to nie znaczy, że mogę tak szybko prosić go o tak wiele…
Trochę rozkojarzony, ale niezwykle podekscytowany Kyungsoo poszedł na zajęcia w dzień swoich urodzin.




Chanyeol był prawie pewien, że wszystko było gotowe.
Wiedział, że trochę dziwne być w garniturze na czyjeś urodziny, więc w zamian wybrał bluzę z kapturem i podarte jeansy.
Chanyeol: Przyjdź do mojego pokoju, kiedy będziesz gotowy.
Przyczyną tego było to, że Baekhyuna nie było, gdyż zajmował się innymi sprawami najprawdopodobniej ze swoim najnowszym, cholernym chłopakiem Krisem. Kilka minut później jego miłostka przysłała odpowiedź.
Kyungsoo: Będę za kilka minut.
Serce Chanyeola biło szybciej, kiedy zapalał świeczki na swoim biurku, które przesunął na środek pokoju. Potem zgasił światło i wyjął tort z pudełka.
Miał nadzieję, że wystarczy wieczoru, by uczynić Kyungsoo szczęśliwym. Nie miał czasu, by przygotować coś więcej dla obiektu swoich westchnień.
Niedługo później ktoś zapukał do drzwi. Z szybko bijącym sercem Chanyeol wstał i pospieszył tam, wziął głęboki oddech, zanim otworzył.
– Dlaczego jest tak ciemno? – To była pierwsza rzecz, jaką powiedział Kyungsoo. Potem, kiedy wszedł, jego oczy rozszerzyły się w zaskoczeniu, gdy przebiegł wzrokiem po świeczkach i torcie.
– Chanyeol… – Ton głosu Kyungsoo był rozdarty między zdradą a zachwytem, kiedy odwrócił się i spojrzał na swojego ostatnio najbliższego przyjaciela.
– Podoba ci się? – Chanyeol uśmiechnął się, prowadząc Kyungsoo za ramię w stronę biurka.
–…Nie – odparł drażniąco Kyungsoo, a potem pozwolił Chanyeolowi dać się usadzić. – Ale Chanyeol… Nie musiałeś-
– Chciałem – uciął Chanyeol, a potem zaczął masować jego ramiona.
– Złamałeś obietnicę.
– Jestem tu, jak obiecałem i nie robię tego wszystkiego dla ciebie. Robię to dla własnej dumy z bycia dobrym przyjacielem – odparował Chanyeol, używając więcej siły, by ugniatać ramiona Kyungsoo, sprawiając, że cicho jęknął.
– Więc, mój drogi Kyungsoo, jak chcesz świętować swoje urodziny?
– Zamierzasz zaśpiewać mi „Sto lat”? – Kyungsoo przekręcił głowę, by spojrzeć na Chanyeola, którego serce zabiło nieco szybciej z powodu tych wielkich oczu.
–…Może innym razem. – Chanyeol zachichotał, gdy jego dłonie opuściły ramiona Kyungsoo i sięgnął po gitarę. – Ale ci to zagram. Co ty na to?
– Czy ktoś tu robi się trochę nieśmiały? – droczył się Kyungsoo. Chanyeol zaśmiał się i chociaż Kyungsoo poprosił go o śpiewanie, nie poddał się i w zamian brzdąkał „Sto lat” na gitarze. Kyungsoo śpiewał, a Chanyeol poruszał ustami do piosenki. Chanyeol nie mógł nic poradzić na to, że podziwiał głos Kyungsoo oraz zrelaksowany, szczęśliwy wyraz na jego twarzy, gdy śpiewał.
Kiedy skończyli, Kyungsoo zdmuchnął świeczkę na torcie. Może siła podmuchu była zbyt duża, bo skończył, gasząc wszystkie inne świeczki oświetlające pokój oprócz jednej.
– Ojojojojoj… – Obaj szybko wstali, gdy w pokoju zapadła ciemność, a potem obaj zamartwiali się o świeczki. Gdy zapalili na nowo pozostałe, uświadomili sobie, jak dziecinni byli, martwiąc się o błahe rzeczy i zaśmiali się pogodnie.
Później Chanyeol powiedział Kyungsoo, by siedział w miejscu, żeby on mógł być gospodarzem wszystkiego podczas tego wieczoru. Pokroił ciasto na małe kawałki, po czym ułożył kilka na talerzu, zanim podał je młodszemu (który teraz w pewien sposób był w tym samym wieku co on).
– I co teraz? – spytał Kyungsoo, nieznacznie drażniąca nuta brzmiała w jego głosie. – Będziesz mnie karmił?
–…A chcesz, żebym to zrobił? – zapytał poważnie Chanyeol, a Kyungsoo zarumienił się, będąc wdzięcznym, że światło świec jest wystarczająco słabe, by ukryć rumieńce na jego twarzy.
– Czemu nie?
Chanyeol nabrał ciasto na łyżkę i podsunął ją do ust Kyungsoo mających kształt serca, które otworzyły się, kiedy Kyungsoo wziął ciasto do swojej buzi.
– Smakuje ci? – zapytał zatroskany Chanyeol i odetchnął z ulgą, gdy Kyungsoo pokiwał z szeroko otwartymi oczami i wydętymi policzkami.
– Jesteś takim dzieckiem. – Chanyeol uśmiechnął się, nabierając kolejną łyżkę i znów przycisnął ją do warg Kyungsoo, obserwując, jak te szeroko otwarte oczy patrzą na niego wyczekująco i niewinnie. Było to w jakiś sposób urocze. Chanyeol zachichotał, zanim użył łyżki, by nacisnąć dolną wargę Kyungsoo. – Powiedz „a”.
Właśnie wtedy drzwi otworzyły się, zaskakując ich. Podnieśli wzrok, zastygając w tej pozycji.
Byun Baekhyun gapił się na scenę przed nim.
Zapadła krótka cisza, a w słabym świetle Chanyeol nie był pewien, co widzi, ale przysięgał, że coś zmieniło się w twarzy Baekhyuna, nim zamknął drzwi i znowu zostawił ich samych.
Nagle humor Chanyeola utonął głęboko w morzu i odłożył talerz oraz łyżkę na bok. Tylko ujrzenie Byun Baekhyuna tak bardzo go wkurzyło!
– W porządku? – zapytał Kyungsoo, a Chanyeol westchnął, zanim uśmiechnął się lekko.
– W porządku. – Nie chciał niszczyć urodzin Kyungsoo swoim kiepskim zachowaniem, dlatego zdecydował się przynajmniej dobrze grać.
– Dalej będziesz mnie karmił-
– Hej, a może dałbym ci teraz prezent urodzinowy? – Wyglądało na to, że to zdekoncentrowało Kyungsoo, który zamrugał zaskoczony.
– Co? Kupiłeś mi też prezent?
– Tak. – Chanyeol podszedł do swojej torby, by coś z niej wyciągnąć. – Zjedz ciasto, a ja tego poszukam.
Kiedy przeszukiwał torbę, znalazł prezent i podał go Kyungsoo.
– To bransoletka – powiedział Kyungsoo, obracając ją i uśmiechnął się. – Jest na niej napisane „powodzenia”!
– Tak… – Chanyeol podrapał się po głowie. – Naprawdę nie wiedziałem, co ci dać, więc po prostu kupiłem to, żeby dopingować cię w nauce i tak dalej. I w śpiewaniu. – Kyungsoo uśmiechnął się.
– Dziękuję. Nie mógłbyś dać mi lepszego prezentu niż ten, który dałeś mi dzisiaj. Bardzo ci dziękuję.
Chanyeol szeroko uśmiechnął się w odpowiedzi.
– Cieszy mnie to.




Tej nocy Baekhyun nie wrócił do pokoju.




Następnego ranka Chanyeol obudził się, rozmyślając nad tym, co powinien dać Jonginowi na urodziny. Kiedy odwrócił głowę, wszystkie myśli o Jonginie zniknęły i zostały zastąpione przez te o jego współlokatorze, którego nadal nie było.
Gdzie, do cholery, jest ten dzieciak? Pomyślał rozzłoszczony Chanyeol, chwytając swój telefon, gotowy zadzwonić do Baekhyuna.
Potem się powstrzymał.
Dlaczego powinno go obchodzić, gdzie jest Baekhyun? Potrafił sam o siebie zadbać! A jeśli nie, to wszystko, co musiał zrobić, to poszukać Krisa! Baekhyun nie potrzebował jego troski. I tak by jej nie zauważył.
Wciąż będąc złym i sfrustrowanym, Chanyeol zdecydował się go ignorować. I tak go to nie obchodziło.
Nie obchodziło go to.




W wieczór dwudziestych urodzin Kyungsoo leżał w łóżku, jego myśli zajęte były w taki sposób, że nawet chrapanie Chena nie mogło mu przeszkodzić.
Chanyeol zaczynał kopać sobie specjalne miejsce w sercu Kyungsoo.
Jego dobroć, jego zapał, jego wszystko było w stanie w każdy sposób dotknąć Kyungsoo. Wiedział, że w chwili kiedy zaczął bardziej poznawać Chanyeola, im bardziej poznawał Chanyeola, tym bardziej w końcu miał go lubić.
Ale teraz, w wieczór, kiedy obaj świętowali jego urodziny, tylko we dwoje, był to wieczór, który przesądził o jego uczuciach.
Kyungsoo był zakochany.
Był zakochany w głupkowatym, wysokim chłopaku, który może i wyglądał na oziębłego ze swoimi gęstymi brwiami i intensywnym spojrzeniem, ale tak naprawdę był kimś niezdarnym i skrępowanym, a jednocześnie bezczelnym i podstępnym. Był zakochany w chłopaku, który poświęcił wiele czasu, by upewnić się, że Kyungsoo będzie cieszył się ze swoich urodzin, by upewnić się, że Kyungsoo nie spędzi swych urodzin samotnie, znudzony i bez prezentu. Miał bransoletkę, którą dał mu Chanyeol, czuł zimno metalu z napisem „powodzenia!” pod opuszkami palców i zamknął oczy, ponownie przeżywając chwile jego z Chanyeolem podczas całego wieczoru. Robił to w kółko w swojej głowie.
Dopóki nie zasnął z uśmiechem, śniąc o świecie, w którym nie było nic poza nim i Park Chanyeolem.




Kiedy poszedł na śniadanie, Kris siedział tam sam. Ogarnęła go ulga, że Baekhyun już z nim nie siedział, ale gdy zasiadł na swoim zwyczajowym miejscu, zdał sobie sprawę, że to może być gorsza sytuacja.
Jeśli Baekhyuna nie było z Krisem, to z kim był?
– Chanyeol – zawołał Kris, stając nad nim. – Porozmawiaj ze mną.
Niech cię szlag, jakim przyjacielem jesteś? Chanyeol otwarcie go zignorował. Kris westchnął i wrócił na swoje miejsce.
Joonmyun kolejny raz zajął miejsce obok Chanyeola i czasami Chanyeol zastanawiał się, czy Kris lubi Joonmyuna czy Baekhyuna. Było to nieco niepokojące, kiedy myślał, że Kris może dawać sobie spokój z Joonmyunem, a zaczynać z Baekhyunem. Mimo wszystko Kris zawsze miał dziwny gust, a Baekhyun był dość dziwny. Dość cholernie dziwny i dość cholernie irytujący, i dość cholernym wrzodem na tyłku.
Ogarnął go strach, dlatego szturchnął Joonmyuna, który burknął w odpowiedzi, co znaczyło, że jego humor był lepszy niż zazwyczaj, skoro nie zignorował Chanyeola.
– Usiądź obok niego – szepnął Chanyeol.
–…Obok kogo? – Choć Joonmyun zadał to pytanie, obaj wiedzieli o kim mowa.
– No dalej. To twoja szansa. Kto wie, kiedy wróci to piąte koło u wozu? – Trochę wredne było nazywanie Baekhyuna w ten sposób, ale co z tego? Pieprzyć Baekhyuna i pieprzyć jego zdolność do uwodzenia przypadkowych cholernych facetów i kto wie, kogo, do cholery, oszuka następnego?
Joonmyun milczał.
– Baekhyun nie jest piątym kołem u wozu. – Tak, jasne. Obaj wiemy, że ja wiem, że nie zgadzasz się z tym, co powiedziałeś.
– Baekhyun może się pieprzyć, nie obchodzi mnie to. Idź tam, zanim ten idiota znowu go ukradnie.
Joonmyun w końcu wstał i odwrócił się do Chanyeola.
– Zastanawiam się, dlaczego tak troszczysz się o moje życie miłosne – powiedział i uniósł brew. – A może…
– Troszczysz się o swoje własne? – Nie czekając na odpowiedź Chanyeola, Joonmyun wziął swoją tacę i odsunął się, zostawiając oszołomionego młodszego w milczeniu. Był tak oszołomiony, że nie zauważył wyrazu wdzięczności na twarzy Krisa skierowanego w jego stronę, gdy Joonmyun usiadł obok niego i zaczął cicho jeść, nadal ignorując obecność Krisa.
Nie obchodziło go to. Chanyeola to nie obchodziło.




Życie jest do bani. Pomyślał Chanyeol, kładąc się na łóżku po długim dniu zajęć i kółek, na których nie było Baekhyuna. To nie tak, że to miało z nim coś wspólnego. Baekhyun nic dla niego nie znaczył. Wiedział, że Baekhyun był w pokoju, ponieważ mógł poczuć przesadną ilość miodowego szamponu i płynu do mycia ciała, które roznosiły się w powietrzu, kiedy wrócił popołudniu.
Może prysznic podniesie mnie na duchu. Pomyślał.
Zanim w ogóle zdążył wyjść z łóżka, drzwi otworzyły się tak niespodziewanie jak poprzedniego wieczoru.
Baekhyun wszedł do środka, utykając.
– Gdzie ty, do cholery, byłeś? – ryknął Chanyeol, nim zdołał się powstrzymać. Dlaczego, do licha, pokazał swoje zaniepokojenie? Był takim idiotą. Kroki Baekhyuna były niestabilne, kiedy zmierzał w stronę szafy, a potem zaczął szukać ubrań.
– Czemu cię to, do kurwy, obchodzi? – krzyknął Baekhyun, jego głos był zaprawiony nutą zmęczenia. – Idź spotkać się z tą swoją uroczą miłostką!
–…Mówisz, jakby to była moja wina, że nie wróciłeś zeszłej nocy?! Co to za gówniana logi-
– Gówniana logika? – Baekhyun wstał, a Chanyeol mógł dostrzec nieznaczny grymas, kiedy to zrobił. Zaśmiał się chłodno, odwracając się, by spojrzeć na Chanyeola. – Jak było?
– Co? Jak było co?
– Miło się pieprzyło Do Kyungsoo? Było tak jak sobie marzyłeś? – Głos Baekhyuna był przepełniony podenerwowaniem i złością. Chanyeol zrozumiał, o co chodzi i skrzywił się.
– Jesteś cholernie obrzydliwy. – Chanyeol potrząsnął głową, zastanawiając się, skąd, u licha, pochodził ten sprośny pomysł. Ani razu nie przeszło mu to przez myśl! Robić to… z Do Kyungsoo? Baekhyun obrócił się i zaczął zmieniać ubrania, po czym nagle cicho zachichotał.
– Więc taki jestem w twoich oczach? – Chanyeol zamrugał, zdając sobie sprawę, jak Baekhyun odebrał jego słowa. – Właśnie tak. Jestem cholernie brudny, zużyty i wykorzystany ponownie. Ale nie martw się, nigdy nie splamię twojej niewinności. – Po tych słowach ruszył w stronę drzwi.
– Baekhyun, to nie to- – zaczął Chanyeol, ale zanim zdążył dokończyć, drzwi zatrzasnęły się i Baekhyun zniknął.
– Dobra! Idź sobie do Krisa! To nie tak, że cię w ogóle potrzebuję! – krzyknął Chanyeol do drzwi, a potem westchnął, zastanawiając się, dlaczego ostatnio był w takim dołku.
Nie obchodziło go to.




Kiedy uspokoił się, grając na gitarze, poszedł pozbierać rzeczy, których Baekhyun używał i rzucił na podłogę, ale gdy to zrobił, odkrył coś bardzo nie w porządku.
Majtki były poplamione czymś mlecznobiałym.
Chanyeol podsunął je sobie pod nos.
Seks.
Uspokajające wrażenie z wcześniej wcale nie pomogło i mógł poczuć, jak narasta w nim złość niczym kolejka górska, która nigdy nie była tak silna.
Czemu on to znowu robi, do diabła? Może hobby naprawdę nie można powstrzymać.
Ale niech to szlag, bardzo go to wkurzało, kiedy myślał o Baekhyunie w intymnej sytuacji z innymi mężczyznami. Niech to szlag, wkurzało go to tak bardzo-
– Chanyeol? – Rozległ się cichy głos ze strony drzwi i Chanyeol podniósł wzrok. Ale to i tak nie miało sensu, ponieważ wszystko było tak rozmazane, że nie mógł nic zobaczyć.
– Chanyeol! – Głos brzmiał, jakby należał do Kyungsoo, a on poczuł małe dłonie chwytające go za ramiona. – Chanyeol, co się dzieje?
Co masz na myśli, mówiąc, co się dzieje? Nic się nie dzieje poza tym, że jestem tak cholernie zły, że chciałbym zniszczyć wszystko w zasięgu ręki-
– Wszystko w porządku.
Nie jest w porządku, Chanyeol, płaczesz!
– Jest w porządku, Kyungsoo, jest dobrze! – Ale czym było to uczucie, które wciąż przynosiło tak wiele łez do jego oczu i które było tak nieznośne dla jego serca? Czy to część fazy?
– Kyungsoo, zostaw mnie samego… – wymamrotał Chanyeol, czując, jak krople łez spadają na dywan co sekundę.
– Chanyeol-
– Kyungsoo. Proszę. – Chciał zostać sam. W tej chwili nie chciał nikogo widzieć.
Kyungsoo wstał bez słowa i przez mgłę mógł dostrzec, jak jego miłostka cicho wychodzi.
Kiedy drzwi się zamknęły, z wściekłością wytarł oczy, zastanawiając się, dlaczego, do cholery, zaczął płakać.
Słaby. Bardzo słaby. A wszystko przez głupią, pieprzoną fazę.
Ale faza nie powinna być czymś, co rozrywa twoje serce kawałek po kawałku, dzień po dniu. Nie powinna sprawiać, że jesteś tak sfrustrowany, tak przytłoczony i tak bardzo wściekły, że niemal nie możesz nad tym zapanować.
Ale przynajmniej mógł to wypłakać. Przynajmniej mógł wyrazić to przez łzy, a wtedy jego serce czuło się lepiej. Przypomniał sobie, co Chen powiedział o Baekhyunie…


– Trzyma wszystko w sobie – powiedział Chen, wzdychając. – Po tamtym nieszczęsnym tygodniu nie widziałem, aby kiedykolwiek płakał.
– Kiedyś był beksą, wiesz, gdy spotkałem go po raz pierwszy.


Skoro dla Chanyeola było to przytłaczające, to jak musiał czuć się Baekhyun, trzymając w sobie wszystko przez pięć lat?
Jego serce musiało krwawić.
Wzdychając, Chanyeol postanowił być mężczyzną. Pozbierał rzeczy Baekhyuna i włożył je do pralki, chociaż miał ochotę je wszystkie spalić.




Kyungsoo siedział na swoim łóżku z bolącym sercem.
Zastanawiał się, co się stało, że sprawiło, iż Chanyeol tak płakał.
Bolesne było widzieć te piękne, pogodne oczy lśniące od łez i głową ciągle pochyloną. Kyungsoo chciał być tym, który wyleczy Chanyeola, który go pocieszy. Ale zamiast tego był jedynie ciężarem.
To, co bolało go najbardziej, to wtedy, gdy Chanyeol przemówił i brzmiał na bardzo bezsilnego, sfrustrowanego, złego i smutnego – był pełen emocji, których Kyungsoo nie był w stanie powstrzymać.
Nieważne przez kogo i dlaczego płakał, musiało go to coś bardzo obchodzić.
I nawet jeśli była to zła myśl w takiej sytuacji, Kyungsoo miał nadzieję, że pewnego dnia będzie mógł wywołać u Chanyeola tyle emocji.




Baekhyuna nie było na obiedzie.
Joonmyun znowu siedział z Krisem, a Chanyeol czuł zazdrość, patrząc na nich dwóch, nawet jeśli tylko cicho rozmawiali.
Chanyeol siedział sam, nie czuł się głodny i tylko dłubał w swoim jedzeniu, dopóki ktoś obok niego nie usiadł.
– Czujesz się już lepiej? – zapytał Kyungsoo, zajmując miejsce przy Chanyeolu. Starszy burknął w odpowiedzi.
– Jak tylko czujesz się przygnębiony, jeśli potrzebujesz z kimś porozmawiać, jestem tu, jasne?
Chanyeol pokiwał głową, uśmiechając się z wdzięcznością.
Wiedział to. Wiedział, że są ludzie, których obchodzi. Ale w tamtej chwili to, czego potrzebował, to nie ludzka pomoc; potrzebował jedynie… nie wiedział, czego potrzebował.
– Oo, zobaczcie, kto tu jest taki ckliwy… – zauważył głośno Chen, podczas gdy wszyscy odwrócili się do Kyungsoo i Chanyeola, którzy natychmiast odwrócili wzrok, rumieniąc się.
– Hyung, musisz przestać ze swoimi wyobrażeniami – odezwał się Sehun, nonszalancko obierając jabłko ze skórki.
– Tak- – zaczął Tao, ale Sehun mu przerwał.
– Wszyscy wiemy, że to ChanBaek.
Zapadła cisza.
– Chcesz iść na wojnę o pary? – rzucił wyzwanie Chen żartobliwym tonem. Sehun uderzył dłonią w stolik.
– Będę patrzył, jak przegrywasz!!!
– Hej – szepnął Lu Han, szturchając Chanyeola, kiedy Kyungsoo sobie poszedł na swoje zajęcia, a Chanyeol stęknął. – Kogo byś wolał? Kyungsoo czy Baekhyuna?
Chanyeol znowu stęknął w odpowiedzi. Lu Han wydął wargi i powrócił do denerwowania Minseoka.
Szczerze mówiąc, Chanyeol już nic nie wiedział.
Ale to nie tak, że go to obchodziło.




Tej nocy Baekhyun także nie wrócił do ich pokoju.




Nie obchodziło go to.
Wcale go to nie obchodziło.

sobota, 12 sierpnia 2017

The Faults In Byun Baekhyun [18/55]

Brak komentarzy // Dodaj komentarz (+)
tytuł rozdziału: Zazdrość |oryginał: Jealousy
rating: PG-13
– Co? – powtórzył zszokowany Baekhyun po raz trzeci w ciągu dwóch sekund.
– To znaczy, że moi pieprzeni rodzice zostawili mnie w pierdolonym koszu kogoś innego, kiedy miałem cholerne dwa miesiące, ty kutafonie – odpowiedział niecierpliwie Chanyeol. Baekhyun zmieszany siedział w miejscu. Potem przypomniał sobie, co mówił Chanyeolowi przez cały czas, ani razu nie pomyślawszy, co drugi mógł czuć.

– Cały świat jest pełen miłości. W przeciwnym razie, jak byś się urodził?
– Nie każdy dorastał w twoim cudownym świecie, Park Chanyeol. Nie wszystko na tym świecie jest stworzone z miłości. W rzeczywistości, nic nie jest. Miłość jest tylko ułudą.

– Skąd miałbyś wiedzieć o mojej sytuacji? Nie każdy miał idealną rodzinę jak ty. Tylko dlatego, że twoi rodzice „z miłością” się o ciebie troszczyli, hołubili ci i dlatego, że urodziłeś się z „miłości”, nie znaczy, że wszyscy-

Baekhyun natychmiast poczuł się winny.
– Przepraszam – wymamrotał cicho, ale szczerze, patrząc na Chanyeola, który wstał i wsunął ręce w kieszenie. – N-Nie wiedziałem…
– Uch, w porządku… – odpowiedział prędko Chanyeol, nagle się zarumienił, bo nie spodziewał się od Baekhyuna przeprosin, a teraz kiedy to zrobił, Chanyeol nie wiedział, jak zareagować. – Wydaje mi się, że lepiej, że ich nie pamiętam. – Zapadła niezręczna cisza.
– A zatem… co się stało? – spytał Baekhyun z wahaniem, niemal nieśmiało. Chanyeol prawie się uśmiechnął (ale powstrzymał się) – ta strona Baekhyuna również była urocza.
– Czemu cię to obchodzi? Nie powinieneś zajmować się swoimi własnymi sprawami? – droczył się Chanyeol, prawie się uśmiechając, kiedy obserwował, jak Baekhyun czerwienieje z zażenowania.
– Cóż… – zaczął tak czy inaczej Chanyeol, był to znak, że chce się podzielić korzeniami swojej przeszłości ze swoim współlokatorem. – Wszystko co wiem, to to, że kiedy miałem dwa miesiące, porzucili mnie w jakimś śmietniku, bym umarł, byłem nagi poza łańcuszkiem i niewielkim listem związanym dookoła mojej szyi z moim imieniem i nazwiskiem, datą urodzenia i krótką wiadomością. Nadchodziła zima, a ja byłem nagi. Prawie jakby zostawiali szczegóły na mój nagrobek. – Te słowa w jakiś sposób wywołały ciarki na kręgosłupie Baekhyuna.
– Potem moi opiekunowie wyrzucali coś i mnie znaleźli, byłem siny i prawie zamarzłem na śmierć. – Zapadła krótka, poważna cisza.
– Nie zrozum mnie źle – dodał szybko Chanyeol. – Moi opiekunowie są świetni, traktują mnie tak, jak traktują swoją własną córkę. Jestem wielkim szczęściarzem. Czuję się jak normalny chłopak w normalnej rodzinie… Tylko czasami nie mogę nic poradzić na to, że myślę sobie… – Chanyeol zaśmiał się, przerywając swoją osobistą historię. Baekhyun wyczuł w tym rozgoryczenie… – Dlaczego w ogóle się urodziłem? Jeśli mnie nie chcieli, to znaczy, że nie byłem wystarczająco ważny, a gdybym umarł, nikt by się tym nie przejął.
Cóż, ten koleś musi być pieprzonym idiotą, skoro nadal wierzy w takie gówna po tym, co przeszedł. Pomyślał Baekhyun, pomimo że czuł pewnego rodzaju współczucie do swego współlokatora.
– Ale potem uświadomiłem sobie, że moi opiekunowie się przejmowali i moja siostra (która jest córką moich opiekunów) też, a to wszystko, co się liczyło. Byłem bardzo głupi, myśląc, że byłem nieważny, tak samolubny, że rozważałem śmierć, kiedy wtargnąłem w życie tych, którzy nie dali mi nic poza wszystkim, co mieli. Teraz dziwnie o tym myśleć: Tak naprawdę wiele razy rozważałem śmierć. – Chanyeol znowu się zaśmiał, przypominając sobie, jakim idiotą był. Nie zamieniłby nic na obecne życie z ludźmi, którzy go kochali, nawet z biologicznymi rodzicami, którzy go porzucili.
– Moi rodzice mnie nie chcieli, nie kochali mnie, ale rodzina, która mnie przyjęła, tak. Nawet jeśli znaleźli mnie w śmietniku, nigdy nie traktowali mnie, jakbym był ciężarem – Raczej traktowali mnie jak błogosławieństwo. Wydaje mi się, że można nazwać mnie szczęściarzem. Kochają mnie, dbają o mnie i właśnie dlatego myślę, że miłość jest najważniejsza – dokończył Chanyeol, uśmiechając się pogodnie, a jakaś część Baekhyuna zazdrościła mu, zazdrościła temu niewinnemu Chanyeolowi o czystym sercu, chociaż posmakował prawdziwego, mrocznego świata, ten okropny świat niemal go zniszczył, lecz on wciąż nie dał się temu zbić z tropu.
– Chociaż moja sytuacja nie jest tak zła jak twoja, chcę, żebyś wiedział… – Chanyeol urwał, a Baekhyun w jakiś sposób uznał te czerwieniące się z zażenowania uszy za urocze. – Że… ludzie się tobą przejmują, choć nie zdajesz sobie z tego sprawy.
– Co próbujesz powiedzieć? – droczył się Baekhyun, po części dlatego, że chciał bardziej zawstydzić Chanyeola, a po części dlatego, że chciał użyć zażenowania Chanyeola, by zmienić temat. A po części dlatego… że był naprawdę ciekawy.
– Ja… uch… próbuję… uch… powiedzieć, że jeśli to sprawi, że poczujesz się lepiej, powinieneś z kimś porozmawiać o swoich problemach. Wiesz… bo jest więcej ludzi, którzy się przejmują, niż ci się wydaje.
– Co, masz na myśli, że ty się przejmujesz? – Baekhyun już nie wiedział, co usiłował udowodnić.
– Chodzi mi o to, żebyś przestał dusić w sobie to gówno! To nie jest dobre dla twojego serca! – wypalił Chanyeol z zaróżowioną twarzą.
Na te delikatną bezceremonialność Chanyeola Baekhyun również się zarumienił. Nie wiedział, z jakiego powodu. Czy to znaczy, że Chanyeol się przejmował? Ktoś taki jak on się przejmował? Gówno prawda, powiedział sobie Baekhyun. To bzdury. Park Chanyeol plecie głupoty. Park Chanyeol plecie głupoty.
Ale skoro to robił, to dlaczego jego słowa wywołały ciepło w dole pleców Baekhyuna, trafiając prosto do środka?




Zaraz po tym Baekhyun zniknął. Najprawdopodobniej szuka ludzi, z którymi będzie mógł się przespać. Pomyślał dość urażony Chanyeol.
Więc teraz, nie mając nic do roboty, Chanyeol zdecydował się poszukać swojego idiotycznego najlepszego przyjaciela, który tak długo go ignorował. Kiedy zapukał do drzwi, zawołał także jego imię, frustracja i niepokój mieszały się ze sobą.
Kiedy już miał odejść, kolejny raz się poddając, przewidując, że jego przyjaciel dalej będzie go ignorował i leżał w swojej muszli depresji, drzwi się otworzyły.
– Kris, ty pieprzony idioto! – krzyknął Chanyeol, wchodząc do pokoju. Kiedy odwrócił się, by spojrzeć na swojego przyjaciela, natknął się na maseczkę, więc nie mógł stwierdzić, jaką minę miał Kris. – Dlaczego nie odbierałeś moich telefonów? Gdzie byłeś przez cały ten cholerny czas? Zamartwiałem się na śmierć, ty głupi pojebie! – Kris nic nie powiedział, tylko wpatrywał się w niego smutno przez tę cholerną maseczkę.
– Powiedz coś! – Nadal nic. Chanyeol przysięgał, że było o krok od wybuchnięcia, ale zanim zdążył to zrobić, Kris westchnął i zdjął maseczkę.
– Jak mam mówić z maseczką na twarzy? – Kiedy to usłyszał, gniew Chanyeol zniknął, został zastąpiony przez ogromną ulgę.
– Gościu! Robisz to cały czas! – Chanyeol gapił się na przyjaciela, próbując dowiedzieć się, co czuje jego przyjaciel. – Więc… Jak się masz? – zapytał ostrożnie.
Zapadła krótka cisza i Chanyeol nagle wystraszył się, że zadał złe pytanie.
–…Nie pozwolę wieściom dać się doprowadzić do upadku – odpowiedział pewnie Kris, a Chanyeol przysięgał, że zobaczył zdeterminowany ogień rozpalający się w oczach przyjaciela. Co, do chole- – Relacja między mną a Joonmyunem jest nie do pokonania!
– Masz na myśli… twoją jednostronną miłość-
– Widzisz? Oto przykład głazu, który próbuje się wepchnąć między nas, ale my nie powinniśmy dać się temu zbić z tropu. Nieważne, co zrobisz lub powiesz, Park Chanyeol, nie możesz powstrzymać moich uczuć do tego mężczyzny! – Chanyeol zamrugał. Niech to szlag, ten koleś ma wielką obsesję… na punkcie takiego nieczułego dupka…
Ma przerąbane…
Ale nawet kiedy tak myślał, Chanyeol poczuł, jakby zdjęto z jego ramion ciężkie brzemię. Z podekscytowanego błysku w oczach Krisa oraz pewności siebie w jego uśmiechu Chanyeol wiedział, że jego najlepszy przyjaciel wrócił do swego dawnego „ja” i znów będzie otwarcie flirtował z Joonmyunem, jeśli będzie miał taki zamiar. Ale z drugiej strony. Chanyeol nigdy nie widział, żeby Kris miał taką obsesję na punkcie kogokolwiek wcześniej.
Gdy Kris się uspokoił, usiadł i westchnął lekko.
– Ta… moja faza sprawia, że zaczynam myśleć… – zaczął, a Chanyeol powrócił myślami do swojej fazy dorosłości, przez którą przechodził, całkowicie rozumiejąc uczucia przyjaciela –…o mnie, Joonmyunie i o moich uczuciach do niego.
Cisza… dopóki Chanyeol nie uświadomił sobie, że Kris czeka na jego odpowiedź.
–…Więc? Co odkryłeś?
Zapadła kolejna cisza. Chanyeol robił się niecierpliwy.
Jednak kiedy już miał wybuchnąć, Kris podniósł na niego wzrok, wyrażający pewnego rodzaju ból, ale i przerażenie pomieszane z silną determinacją. Chanyeolowi nie wydawało się, że kiedykolwiek wcześniej widział kogoś tak ożywionego.
– Wydaje mi się, że jestem w nim zakochany. – Chanyeol wstał, niemal przewracając się na biurko.
– CO?! – wykrzyknął.
– Przez ten czas z pomocą dobrego przyjaciela uświadomiłem sobie, że ten ból, ta niejasność i ten ogromny ból serca wywołany przez słuchanie, że Myeon jest Księżycowym Aniołem, to wszystko było z miłości. To było dla mnie dziwne, bo nigdy wcześniej się tak nie czułem i nigdy nie było to tak silne. Dla mnie, jeśli Joonmyun jest szczęśliwy, będąc Księżycowym Aniołem, będę z radością kochał go właśnie takiego, chociaż boli mnie, kiedy widzę go z innymi ludźmi.
Ten koleś ma przerąbane.
Cholernie przerąbane.
– Na początku chciałem się poddać, spędzić resztę życia niepotrzebnie szlochając, rozdarty między chęcią zabicia siebie albo chęcią zabicia Joonmyuna (oczywiście hipotetycznie), ale w końcu, kiedy z czyjąś pomocą zdałem sobie sprawę ze swoich uczuć, zdecydowałem się być mężczyzną i skraść serce Joonmyuna.
Kim jest ten „przyjaciel”, o którym on ciągle mówi-
– Gdyby nie on, nadal byłbym w dołku, obwiniając się i będąc żałosnym człowiekiem. Tym razem użyję całej swojej mocy w zdobywaniu serca Joonmyuna, ale tak naprawdę to wszystko dzięki-
– Kim, do cholery, jest ten „przyjaciel”, o którym cały czas mówisz? – przerwał mu Chanyeol, był urażony, że to „ten przyjaciel” pomógł jego przyjacielowi, a nie on sam. – Dlaczego nie rozmawiałeś o tym ze mną, ale za swoim „przyjacielem”?
– Chanyeol… jakbyś nie wiedział, nie jesteś zbyt dobry w doradzaniu ani w podnoszeniu na duchu… zwłaszcza  w tych sprawach.
– Ale jestem twoim najlepszym przyjacielem! Powinieneś przynajmniej… powiedzieć mi… o tym… – Chanyeol urwał, zdając sobie sprawę, że to, co powiedział Kris, to prawda. Cholera, on naprawdę nie znał się na rzeczy! – C-Cóż, założę się, że ten twój przyjaciel też się na tym nie zna!
–…Tak właściwie to prawda… jak tak teraz o tym myślę… – przyznał Kris, co uraziło Chanyeola jeszcze bardziej.
Co-
– Ale zna Joonmyuna bardziej niż ty. I powiedział mi wiele rzeczy o Myeonniem. – Wydawało mi się, że nikt nie zna Joonmyuna lepiej od ciebie.
Chanyeol westchnął, był zły na Krisa, ponieważ ten nie zwierzył mu się w czasie swoich ciężkich przeżyć i bardziej zły na siebie, ponieważ nie był wystarczająco dobry, by być wspierającym krzesłem dla Krisa, kiedy tego potrzebował.
– Która godzina? – zapytał Kris nagle i w roztargnieniu, a Chanyeol zerknął na zegarek.
– Uch… 15:20. – Wyższy wstał. – Zaraz, dokąd idziesz?
– Spotkać się z przyjacielem o 16. Muszę już iść.
– Gościu, nadal masz czterdzieści minut!
– Lepiej, żeby na mnie nie czekał. Koniec końców jestem jego dłużnikiem.
Po tych słowach wyszedł. Chanyeol został tam, wpatrując się za swoim przyjacielem i zastanawiając się, co zrobił źle, że tak nagle poczuł się od niego tak daleki.




W porze lunchu samotnie zszedł na stołówkę.
Kiedy tam dotarł, zobaczył przy swoim stoliku więcej osób niż zazwyczaj. Jongin i puste miejsce, Chen i Yi Xing z pustym miejscem, Sehun i Tao, potem Minseok i Lu Han i wreszcie Kris z pustym miejscem obok siebie.
Nawet Kyungsoo tam był, ale Chanyeol z przybitym, wewnętrznym westchnięciem uświadomił sobie, że nie ma wolnego miejsca obok obiektu jego westchnień.
– Czemu wszyscy są tu zebrani? – zapytał zaciekawiony, a Chen wzruszył ramionami.
– Po prostu pomyśleliśmy, że skoro wszyscy i tak się do siebie zbliżają, równie dobrze możemy siedzieć razem.
– Innymi słowy – dodał Jongin – większość z nas zna się już dosyć dobrze, jedyną barierą między większą liczbą interakcji między nami byliście ty i Baekhyun. – Aluzja była oczywista.
– Cóż, nie wiem, o czym mówisz. My nadal się niena-
– Tak, tak, zaprzeczaj dalej. – Jongin, Chen, Sehun, a nawet Tao lekceważąco machnęli rękami, jakby wiedzieli, co ma zamiar powiedzieć. – Gdzie już to słyszeliśmy… – Zażenowany Chanyeol zarumienił się, a zaraz potem spojrzał na puste wolne miejsce obok Krisa. To jakby upiec dwie pieczenie na jednym ogniu, jako że chciał uciec od zawstydzenia i jednocześnie tak jakby pogodzić się ze swoim najlepszym przyjacielem.
Ale właśnie wtedy obok niego pojawił się Byun Baekhyun.
– Latami cię szukałem! – zawołał, przenosząc wzrok od Tao do Chena. – Co wy tu robicie?
Jednakże właśnie wtedy odezwał się Kyungsoo.
– Chanyeol-ah, co chciałeś przez to powiedzieć? – Stolik zanurzył się w ciszy, kiedy wszyscy zwrócili się do Chanyeola z zaciekawionymi spojrzeniami.
Przez co? Pomyślał Chanyeol, zanim przypomniał sobie, co powiedział.
„Cóż, nie wiem, o czym mówisz. My nadal się niena-”
O, Boże.
– Co? Nie wiedziałeś? – Chen zamrugał na Kyungsoo zaskoczony. Nie, Chen, proszę, Boże, nie… Kyungsoo potrząsnął głową zdezorientowany i nieco podejrzliwy. – Między nimi panuje taka miłosno-nienawistna relacja. Przez większość czasu wydają się wobec siebie dość wredni, ale tak naprawdę najbardziej się rozumieją – wyjaśnił Chen, uśmiechając się szeroko. Sehun pokazał zachęcające kciuki w górę, a Jongin bardzo starał się nie śmiać.
– Co… – Baekhyun zmrużył oczy, ale Chanyeol mógł jedynie odetchnąć z ulgą, że Chen jest takim żartownisiem.
– Nic – odpowiedział ukradkiem, chichocząc razem z Jonginem. Teraz, kiedy rozrywka się skończyła, Chanyeol zaczął kierować się w stronę swojego wysokiego przyjaciela, z którym nie rozmawiał przez kilka tygodni, ale zanim w ogóle zdążył się poruszyć, cichy Kris się odezwał.
– Baekhyun-ah – zawołał, a Chanyeol, stojąc w miejscu, oniemiał, obserwując, jak Kris pokazuje jego współlokatorowi, by przyszedł i usiadł obok niego. Baekhyun milcząco i posłusznie poszedł za tym przykładem, siadając po cichu obok Krisa i posyłając mu lekki uśmiech, pozostawiając Chanyeola sterczącego w miejscu jak idiota.
– Siadaj! – Jongin zaoferował Chanyeolowi puste miejsce obok siebie, jego głos był przytłumiony dlatego, że miał pełne usta i brzmiał, jakby się topił. Chanyeol nadal stał w miejscu, obserwując, jak Kris pochyla się i szepcze bardzo blisko ucha Baekhyuna.
– Nie chcesz koło mnie siedzieć? – zapytał Jongin, uroczo wydymając dolną wargę. Dlaczego mam nagłe przeczucie, że nauczył się tego od Chena? Pomyślał Chanyeol, a potem rozkojarzony usiadł obok młodszego. Ale kiedy tam siedział, na miejscu obok Jongina, oznaczało to, że siedzi dokładnie naprzeciwko Baekhyuna i Krisa. Nadal szeptali, a ich bliskość była taka, jakby byli kochankami czy coś. Wysłało to dreszcz negatywnych emocji (ponieważ Chanyeol wciąż nie wiedział, czym jest to uczucie – to uczucie, które ostatnio stało się znajomą stroną w nastroju Chanyeola, kiedy przebywał z Baekhyunem – albo innymi słowy kiedy patrzył na Baekhyuna z innymi ludźmi) wzdłuż jego kręgosłupa.
Od kiedy stali się sobie tacy bliscy?
Nie zdał sobie sprawy, że powiedział to na głos, dopóki Chen mu nie odpowiedział.
– Och, nie wiedziałeś? – również mówił z pełnymi ustami, jakby obaj z Jonginem uważali za niegrzeczne, by czekał na ich odpowiedź czy coś. – Jeśli mam rację, byli ze sobą blisko jakoś od zeszłego roku. – Szturchnął Jongina, który pochylił się, by włoży do ust kolejną łyżkę jedzenia. – Mam rację? Mam rację? – Jongin pokiwał poważnie głową na zgodę.
– Co… – Chanyeolowi zabrakło słów. Co, do cholery, Baekhyun robił z Krisem przez cały ten czas? Jak to się stało, że nie wiedział i co najważniejsze, dlaczego Kris zrobił to za jego plecami, wiedząc, jak bardzo Chanyeol go nienawidzi?
Szczerze mówiąc, było to nieco frustrujące.
– Mają także taki sam drugi kierunek – dodał Jongin, gdy skończył jeść. – W ten sposób się poznali i do siebie zbliżyli.
– Tak, tak – ciągnął Chen, podczas gdy Chanyeol obserwował, jak Baekhyun śmieje się z czegoś, co powiedział Kris. Tak, śmiał się. To pozostawiło go z niewygodnym i niemal nieznośnym uczuciem wzbierającym w jego brzuchu. To go po prostu cholernie wkurzało.
– No i wydaje mi się, że są teraz tak blisko, ponieważ od ponad roku pracują nad bieżącym projektem z drugiego kierunku. – Co??? I nikt mi o tym nie powiedział???
– Nikt ci o tym nie powiedział – mówił dalej cierpliwie Chen, jakby wyjaśniając dziecku – ponieważ wiedzieliśmy, że się wściekniesz. W zasadzie jestem zaskoczony, że Kris tak otwarcie pokazał ci ich relację!
Chanyeol milczał.
Przyznał – chociaż on nigdy nie przyznaje – ale tym razem przyznał, że nie nienawidził Baekhyuna tak mocno jak kiedyś.
Ale skoro to była prawda, to jakim cudem czuł się taki niespokojny?




Chanyeol zaczął ignorować Baekhyuna i nawet nie wiedział dlaczego. Dlaczego był wobec tego taki zgorzkniały? Dlaczego był tak cholernie zły, kiedy widział Krisa z Baekhyunem?
A oni spotykali się coraz częściej, może Chanyeol zaczął ignorować również Krisa. A może oni zawsze chcieli ze sobą rozmawiać, ale dlatego, że bali się patrzenia na reakcję Chanyeola, nie byli w stanie tego zrobić. To coś jak zakazana miłość i ta myśl sprawiła, że Chanyeolowi zrobiło się niedobrze.
Ale teraz mogli spotykać się, kiedy chcieli, bo Chanyeol zareagował w sposób, którego i tak oczekiwali, więc mogli iść do diabła, nie zależało mu.
Winę za bycie wściekłym zwalał na zdradę Krisa oraz bycie zazdrosnym o Baekhyuna i zaborczym wobec swojego najlepszego przyjaciela.
Ale kiedy jest się o kogoś zazdrosnym, czy nie powinieneś mieć ochotę uderzyć go i odepchnąć, zamiast chęci odciągnięcia tej drugiej osoby i zbliżenia się?
Ponieważ tak się czuł wobec Krisa. Szczerze, czasami prawie nie do wytrzymania, chciał złapać swojego najlepszego przyjaciela i wepchnąć go do śmietnika.
A może kiedy jest się zazdrosnym, czuje się właśnie tak, ponieważ ktoś porzucił cię dla kogoś innego. Chanyeol nie miał pojęcia, bo zwykle się tak nie czuł.
A ostatnio bardzo często się tak czuł. Bardzo.
Chanyeol nie wiedział, co to jest. Zdecydował, że to nie zazdrość. Tak, prawdopodobnie nie.
Ale cokolwiek to było, Chanyeol wiedział, że w najbliższym czasie nie będzie się odzywał do Krisa.




Kris był dozgonnie wdzięczy Baekhyunowi.
Chociaż byli partnerami przy projekcie z drugiego kierunku, nie byli ze sobą tak blisko, by rozmawiać o uczuciach, a jednak kiedy Kris zetknął się z ogromnym emocjonalnym ciężarem, Baekhyun był wobec niego cierpliwy i racjonalny. Nawet jeśli był marudny i niedojrzały w pewnych sprawach do tego stopnia, że nawet sam był tym zmęczony, Baekhyun wysłuchał każdego, każdego słowa jego gadaniny, a potem udzielił mu najlepszej rady, jakiej mógł.
Dlaczego Kris poszedł do Baekhyuna, a nie do Chanyeola? Szczerze nie wiedział, nawet teraz.
Po tym zbliżyli się do siebie bardziej niż wcześniej i Kris czuł się, jakby byli dawno zagubionymi braćmi czy coś.
Wiedział, że to niesprawiedliwe wobec Chanyeola, z którym był blisko o wiele dłużej. Wiedział, że Chanyeol się przejmuje, wiedział, że bardziej niż on sam wiedział, jak bardzo był zakochany w Joonmyunie, ale problem polegał na tym, że nieważne jak bardzo Chanyeol chciał mu pomóc albo go pocieszyć, nie miał do tego talentu. Więc Kris pomyślał, że ignorowanie najlepszego przyjaciela będzie najlepszym wyborem. Chanyeol, myślał, prawdopodobnie w końcu o nim zapomni. Ale tego nie zrobił i pamiętał, żeby napisać do niego przynajmniej raz dziennie. Przynosiło mu to pewną ulgę, ale nadal nie było w stanie całkowicie uwolnić go od smutku, złości i zakłopotania.
Zobaczenie Baekhyuna ponownie po tym, jak zniknął z życia wszystkich innych podczas wakacji, przyniosło mu ogromną falę ulgi.
Również wdzięczność, którą żywił do niższego, była tak wielka, że wydawało mu się, iż jest nieskończona. W końcu to dzięki niemu Kris uświadomił sobie, że nie powinien się poddawać i w zamian powinien zaakceptować to, kim Joonmyun jest oraz jego hobby, i upewnić się, że jeśli nie pochwala tych hobby, powinien być tym, który spróbuje zmienić te złe nawyki w te, które kocha. Ponieważ właśnie to robi się dla ludzi, których się kocha – pomagasz im zmieniać się na lepsze osoby i pomagasz im żyć lepszym życiem.
A przynajmniej tak sobie mówił, wiedząc, że lubienie seksu niekoniecznie jest złą rzeczą (mimo wszystko ludzie mają swoje własne hobby), ale chciał przekonać siebie, że robi coś dobrego dla wszystkich.
Przy obiedzie, kiedy szeptał Baekhyunowi o czymś głupim, co przytrafiło mu się w Święta, cień padł na ich osoby. Widział to kątem oka, ponieważ był zbyt zajęty rozmową z Baekhyunem i unikaniem pewnego wściekłego spojrzenia Park Chanyeola, nie mógł spojrzeć w pełni. Ale nie musiał, bo Kim Joonmyuna rozpoznałby wszędzie przez jakąkolwiek część jego ciała (okej, może przez te widoczne). Jego serce niemal się zatrzymało.
Może siedział, gapiąc się w pustą przestrzeń przez Bóg wie ile, ponieważ Baekhyun szturchnął go i wysyczał:
– Weź się w garść! Nie waż się stchórzyć! – szepnął Baekhyun. Kris potrząsnął głową.
– J-J-Ja nie wiem…
– No dalej! Co robiłeś przez ostatnie tygodnie? Jesteś mężczyzną? – Kris nie powiedział nic, a Baekhyun się poddał.
– Więc, Joonmyun-hyung, co zajęło ci tak długo? – zapytał Chen i, och, Kris zatęsknił za ponownym słuchaniem jego głosu…
– Dlaczego się przenieśliście? – odparował Joonmyun cicho.
– Cóż, teraz kiedy poznaliśmy się bliżej, pomyślałem, że to mądry pomysł, by siedzieć razem jako duża grupa – wyjaśnił Chen. – Poza tym trzy osoby mogą się trochę nudzić… W końcu ktoś zawsze coś robi…
– Niegrzeczny, niegrzeczny~~ – dodał Jongin, chichocząc z Chenem. Kris otwarcie nie zareagował, choć poczuł ukłucie bólu i zazdrości w sercu. Przysięgał, że dostrzegł, jak Joonymun sztywnieje (może była to tylko jego wyobraźnia), ale dlatego, że był bardzo skupiony na uspokojeniu się, nie zauważył, że Chanyeol szturchnął Jongina, żeby przypomnieć mu, że Kris tu jest. Patrząc nadal na tego, który skradł mu serce, Kris mógł powiedzieć, że nie był zwykłym sobą (ale z drugiej strony jaki był zwykły on?).
– Joonmyun-hyung~~~ Joonmyun-hyung~ – zawołał Chen, jakby próbując wynagrodzić to, co powiedział wcześniej. Joonmyun otwarcie go zignorował.
– Wydaje mi się, że jest dzisiaj trochę humorzasty… – szepnął Jongin.
– Ba! W przeciwnym wypadku dlaczego by nas ignorował? – odszepnął Chen.
Kris miał nadzieję, że cokolwiek niszczyło nastrój Joonmyuna, poczuje się lepiej w miarę upływu dnia. Ponieważ Kris zdawał sobie sprawę, że dla niego nic nie jest ważniejsze od szczęścia Joonymuna.




Ponieważ Joonmyun przybył ostatni, kiedy wszyscy kończyli swoje posiłki, on był w połowie. Baekhyun i Kris celowo jedli powoli, żeby mieć wymówkę, by zostać z Joonmyunem, ale w chwili gdy Joonmyun jadł swój ostatni kęs, Baekhyun wepchnął resztę swojego posiłku w usta, wziął swoją tacę i uciekł, zostawiając Krisa, by sam stawił czoło światu.
Niech to szlag.
Widział, że Joonmyun wstaje, bierze swoją tacę i zaczyna kierować się do wyjścia. Jego serce biło tak szybko, że ledwie zauważał, co się dzieje, ponieważ, o Boże, miał stanąć twarzą w twarz z Kim Joonmyunem i, o Boże, z Kim Joonmyunem miał porozmawiać.
Kim Joonmyun.
Chciał wstać i być męskim mężczyzną, którym obiecywał sobie być. Chciał być odważny, nie tylko dla Joonmyuna, ale bardziej dla siebie, żeby mógł udowodnić sobie, że jego uczucia do Joonmyuna nie są bezcelowe.
Ale kiedy obserwował, jak postać Joonmyuna znika, uświadomił sobie jedno: Nie może.
Nie mógł tego zrobić.
Jego kończyny tkwiły w miejscu, jego serce pędziło niczym w maratonie, którego nigdy prawdopodobnie by nie przebiegł. I, niech to szlag, trząsł się.
Kim Joonmyun był dla niego zbyt jasny.
Ale inna jego część szeptała: Jaki był więc cel w użalaniu się nad sobą przez ostatnie tygodnie? Jaki jest sens twoich uczuć, skoro nie zamierzasz tego zrobić? Jaki jest sens?
Skończysz, żałując tego, czego nie zrobiłeś.
 Będzie coraz bardziej wymykał się z twojego uścisku.
Kris nigdy w swoim życiu nie był bardziej przerażony, ale tym razem zdecydował się powstrzymać wszystkie negatywne myśli w głowie i wstał na drżących nogach. Świat dookoła niego był rozmazany, nawet jego nogi były niestabilne, ale zmusił się do ruchu, zmusił swoje dłonie do chwycenia tacy, włożenia jej do dużego pojemnika z brudnymi naczyniami i zmusił swoje wysokie ciało do biegu, biegu, biegu.
Musiał to zrobić.
Nie, chciał  to zrobić.
Kiedy opuścił stołówkę, desperacko rozejrzał się dookoła, jego serce krzyczało i groziło wypadnięciem z piersi i, kurwa, nigdy wcześniej nie czuł czegoś takiego wobec kogokolwiek. Jeśli tego nie zrobi, jego cholerne serce będzie go beształo do końca życia.
Widział, jak Joonmyun skręca za rogiem, kierując się w stronę akademika.
Pobiegł tam, jakby od tego zależało jego życie, ponieważ, cholera, właśnie tak było. Bardzo zależało.
– Joonmyun! – krzyknął. – Joonmyun!
Widział, że niska postać się odwraca, a jego serce wypełniło się silnym uczuciem, którego nie odczuwał nigdy wcześniej, widząc dokładnie twarz Joonmyuna, tym razem nie musiał ukradkiem na niego zerkać. Zatrzymał się przed obiektem swoich westchnień, dysząc i próbując zmusić swoje serce, by nie biło tak szybko.
– Joonmyun… – zawołał Kris i, o Boże, jak przyjemnie było mieć możliwość poczucia imienia Joonmyuna na swoich wargach. Cieszył się, że Joonmyun poświęcał czas, by go wysłuchać.
–…Kocham cię, Joonmyun. – Oczy niższego rozszerzyły się w zaskoczeniu, pierwszy znak, że jego niewyrażająca emocji maska zaczynała pękać. Kris uświadomił sobie, że nie oddycha poprawnie. Dostrzegł rozchylone małe usta Joonmyuna, gotowe by coś powiedzieć, ale nie, jeszcze nie teraz. Jeszcze nie mógł usłyszeć odrzucenia.
– Wysłuchaj mnie – wypalił, nie będąc gotowym na nic, ale zdecydowanie nie na odrzucenie, którego nadejścia był bardziej świadomy niż rozmiaru swoich dłoni. Odetchnął z ulgą, gdy Joonmyun ponownie zamknął usta.
– Sporo czasu zajęło mi uświadomienie sobie, że moje uczucia do ciebie nie są tylko szczeniacką miłością – po tym, co się stało, jak odkryłem, że jesteś Księżycowym Aniołem, zdałem sobie sprawę, że gdybym żywił do ciebie tylko czcze uczucia, zmniejszyłyby się one i w końcu zniknęły. Wiedza, że jesteś Księżycowym Aniołem, prawie nic by dla mnie nie znaczyła, dla kogoś, kto żywił do ciebie tylko nieznaczne uczucia. Ale tak nie było. Było zupełnie inaczej.
– Czułem ból, tak dużo bólu, że nigdy nie wierzyłem, iż mogę tyle poczuć. To było niemal nie do zniesienia, Joonmyun. Myślenie o zobaczeniu cię z kimś innym, błaha myśl o pomyśleniu o tobie z kimś innym. Nie mogłem tego znieść. Najbardziej jednak nie mogłem znieść faktu, że miałeś drugą stronę, której nigdy nie znałem, część siebie, którą pokazywałeś innym mężczyznom, ale nie mnie. To bolało jak sto noży wbitych w brzuch i nie mogłem oddychać.
– Nie wiedziałem, co robić. Chciałem z ciebie zrezygnować, Joonmyun. Tak cholernie ciężko próbowałem, ale to nie zadziałało. Jedynie widziałem w głowie twoją twarz. Wtedy zdałem sobie sprawę: Jestem zakochany. Tak cholernie bardzo zakochany w tobie, że zatracałem siebie. Traciłem kontrolę.
– I chcę, żebyś wiedział, że nie obchodzi mnie, co robisz, ile swoich oblicz masz, ale dalej będę cię kochał i nadal będę się za tobą uganiał. Chcę zdobyć nie tylko twoje serce, ale całego ciebie. Nigdy wcześniej nie czułem czegoś takiego do nikogo. Za każdym razem zakochuję się w dziwnych ludziach (oczywiście nie mówię, że ty jesteś dziwny… ha, ha, ha, ha), wiem, że to dlatego, iż mają swoją atrakcyjną stronę, potrafię to dostrzec, ale nigdy nie przypuszczałem, że ty…
– Tak czy inaczej, jak mówiłem, moje serce ciągle odrzucało innych mężczyzn, którymi kiedykolwiek byłem zainteresowany, zawsze, zawsze po kilku dniach traciłem zainteresowanie. Ale ty… ty byłeś inny. Wydaje mi się, że wcześniej nie zdawałem sobie z tego sprawy, ale myślę, że to zawsze było moje przeznaczenie, nawet jeśli nie jest twoim. Nawet jeśli nie jesteś mną zainteresowany i możesz nigdy nie być.
– Odrzucaj mnie w kółko i w kółko, jeżeli chcesz, ale to mnie nie powstrzyma. Będę czekał, aż ty też mnie pokochasz i dam z siebie wszystko, by sprawić, że mnie pokochasz. Myeonnie, tylko patrz, zdobędę twoje serce!!!!! – Po tych słowach, nawet nie czekając na odpowiedź czy reakcję Joonmyuna, Kris odwrócił się i zaczął się oddalać sztywnym krokiem. Joonmyun patrzył, jak skręca za rogiem i nie pominął sposobu, w jaki Kris puścił się biegiem, gdy myślał, że obiekt jego westchnień nie patrzy.
Szkoda.
Gdyby Kris poczekał trochę dłużej, zobaczyłby pierwsze oznaki uśmiechu rozciągającego się na drobnej twarzy Joonmyuna.




– Hej, hej, hej… – szepnął Chen w pokoju Jongina i Joonmyuna, szturchając Joonmyuna za ramię. Jongin usiadł po drugiej stronie Joonmyuna z szeroko otwartymi oczami.
– Słyszałem, że Kris-hyung wyznał ci swoje uczucia! – szepnął Jongin. – Kris-hyung naprawdę wyznał ci uczucia! – Joonmyun nie powiedział nic, tylko dalej czytał książkę.
– Więc, hyung, co byś mu odpowiedział? – szepnął Chen. – Wiesz, jeśli dałby ci szansę powiedzenia czegoś. – Na początku Joonmyun nie powiedział nic.
– Zaakceptowałbyś jego miłość, prawda? – zapiszczał Jongin. Chen klepnął go, przypominając, że zachowuje się zbyt dziewczęco. Jongin się przyłapał i przestał. Joonmyun z początku zachowywał się, jakby nie istnieli, ale kiedy przewrócił oczami, Jongin i Chen zesztywnieli, czekając na więcej reakcji z jego strony.
 – Nie – odpowiedział łagodnie Joonmyun, zamykając książkę. – Ma szczęście, że nie dał mi szansy do mówienia. Odrzuciłbym go. – Potem wstał, ten ruch sprawił, że ręce Jongina i Chena opadły z jego ramion.
– Ooooooooooooooooch, ty zimny książę! – powiedzieli głośno Jongin i Chen, a potem zaczęli chichotać.
– Ty zimny, zimny książę!
– Gościu, zakochał się w niewłaściwym facecie!




Teraz kiedy Kris i Baekhyun wyglądali na sklejonych klejem, Chanyeol musiał znaleźć kogoś innego, żeby się z nim spotykać, kiedy miał czas wolny. Nie Sehun, bo obecnie przybliżał się do Tao i Jongina, a poza tym był trochę gówniany (chociaż był naprawdę wszystkim, co Chanyeola miał); nie Jongin z tego samego powodu; nie Chen, bo ciągle wychodził z Minseokiem na kawowe randki, dyskutując o „chemii”, z której „najwyraźniej” mieli duży projekt do zrobienia, żeby zdać z głównego kierunku; nie Lu Han, bo nagle był najlepszym przyjacielem Yi Xinga i chodzili sobie dookoła, znajdując dobre żarty, którymi się ze sobą dzielili. Nie było nikogo, z kim Chanyeol mógłby się spotkać, ponieważ wszyscy jego przyjaciele byli zajęci…
Poza Kyungsoo.
Może to coś jakby błogosławieństwo, utknięcie z Kyungsoo, który miał innych przyjaciół, ale wyglądało na to, że zaczął woleć zadawać się z ich grupą. W przeszłości może czułby entuzjazm ze znalezienia się w tej sytuacji, ale teraz, chociaż nadal był podekscytowany, tkwiło w nim uczucie złości, które nie chciało odejść, zwłaszcza kiedy widział Baekhyuna i Krisa albo słyszał o tej dwójce.
Chanyeol westchnął. Dlaczego o tym myślał, kiedy zdarzyło mu się być ze swoim ponad dwuletnim obiektem westchnień. Decydując się uciec od tych myśli, Chanyeol zaczął dźgać swoją miłostkę w ramię.
– Co. – Zabrzmiała odpowiedź, wyglądała na zimną, jednak Chanyeol znał jego usposobienie. Obiekt jego westchnień odrabiał lekcje.
– Kyungsoo-yah, nudzę się – odpowiedział, zrzędzenie kryło się w jego głosie.
– To idź się sam zabaw – zaproponował bez wyrazu Kyungsoo, w jego głosie nie było ani cienia współczucia.
– Kyungsoo-yah~~~ – teraz głos Chanyeola był naprawdę marudny. Z początku wydawało się, że Kyungsoo ciągle będzie go ignorował, ale w końcu westchnął i odwrócił się.
– Dobrze – powiedział, jego wzrok wwiercał się w Chanyeola w taki sposób, że wyższy niemal żałował, że mu przeszkodził. – Co chcesz robić?
– Um… – Chanyeol nigdy nie oczekiwał, że dojdzie do tego punktu, więc teraz nie miał pojęcia, co robić. – Uch…
– Chodźmy na spacer – zasugerował Kyungsoo, a potem wstał, poklepując jeansy na swoich udach. Podekscytowany i chcący pozbyć się negatywnych myśli o cholernym Krisie i Baekhyunie, Chanyeol złapał Kyungsoo za rękę i wyciągnął go z pokoju.
Gdy byli na zewnątrz, wtedy Chanyeol uświadomił sobie, że trzyma Kyungsoo za rękę. Puścił go, będąc bardziej oszołomionym niż zazwyczaj, ale nie tak bardzo, jak tego oczekiwał, trzymając rękę Kyungsoo.
– Wow, chłodne powietrze jest przyjemne, czyż nie? I wszędzie jest śnieg! To tak jakbyśmy byli w chmurach! – skomentował, biorąc głęboki oddech, uśmiechając się szeroko, odwrócił się do Kyungsoo, którego drobna postać drżała, a jego policzki były różowe.
– Dlaczego masz różowe policzki? – zapytał Chanyeol, przybliżając się i przykucnął trochę, żeby mieć wzrok na tym samym poziomie co jego miłostka. – Jeśli ci zimno, możemy wrócić.
W tamtej chwili nie mógł nic poradzić na to, że uznał Kyungsoo za uroczego z jego zarumienionymi policzkami i czerwonymi wargami. Niższy chuchnął i się odwrócił.
– Chodźmy dalej.




Kyungsoo nie wiedział, że zaczyna bardzo lubić Chanyeola od tamtej imprezy urodzinowej.
Nawet jeśli nienawidził alkoholu do szpiku kości, jakoś myśl, że to impreza Chanyeola i nikt inny nie zmusił jego ciała do pójścia na to przyjęcie, nawet jeśli już spędził z nim środę, by mu to wynagrodzić.
Nie tylko to, ale też to wyzwanie…
To było tylko wyzwanie, wiedział o tym wcześniej, wiedział o tym teraz, a jednak kiedy zobaczył, że Park Chanyeol całuje jego byłego współlokatora i szkolną dziwkę (kogoś, kto całował się z Bóg wie jak wieloma osobami), wpadł w furię.
Taką furię, że nie wiedział, iż wyszedł, dopóki nie poczuł zimnego powietrza na policzkach, nie wiedział, że był tak wściekły, iż bardzo szorstko ocenił swojego dobrego przyjaciela Baekhyuna.
„Co oznacza, Kyungsoo-ah, że on nigdy nie polubi najlepszej dziwki w szkole, której usta były plamione przez spermę niezliczonych fiutów, a jej tyłek był wykorzystywany przez mężczyzn, których nawet nie pamięta.”
Nie wiedział, że bardzo lubi Chanyeola, dopóki nie uświadomił sobie, że umniejszył Baekhyuna w myślach do kogoś, kto powinien żyć na śmietnisku, dopóki Baekhyun nie opisał mu siebie dokładnie tak, jak go sobie wyobraził.
Miłość to przerażająca sprawa.




Kyungsoo nie miał odpowiednich butów na śnieg i szczerze czasami nienawidził śniegu.
Może spacer był złym pomysłem.
Nie rozmawiali za wiele, bardziej tylko cieszyli się wzajemną obecnością. Chanyeol czasami rzucał komentarze, tak właściwie to często, a potem milknął, ale zamiast uznać go za irytującego (jak robił to z większością gadatliwych ludzi), uznawał to za pokrzepiające. Może to właśnie takie uczucie być z kimś, komu jest się prawdopodobnie przeznaczonym.
Kyungsoo połowę czasu spędził na utrzymywaniu równowagi zamiast na słuchaniu. Ale bardzo się starał robić oba. Może nie był typem do wykonywania kilku rzeczy jednocześnie, gdyż tuż po tym, jak załapał, o czym Chanyeol mówi, poślizgnął się.
Zanim jego twarz zdążyła zderzyć się z podłożem i nim zdążył ośmieszyć się przed obiektem swoich uczuć, złapała go silna ręka.
– Ostrożnie. – Głęboki, chrapliwy głos rozbrzmiał tuż nad jego uchem, mocny uścisk uważnie pociągnął go w górę, podczas gdy Chanyeol patrzył na niego z wyrazem twarzy rozdartym między zmartwieniem a rozbawieniem. Rumieniąc się, Kyungsoo nieprzytomnie złapał dłoń Chanyeola, by sobie pomóc, a kiedy stał stabilnie, puścił go.
– Dzięki – wymamrotał, drżąc, gdy przypomniał sobie, jak blisko jest Chanyeol i jak głęboko brzmiał jego głos.
Bardzo starał się być ostrożnym. Naprawdę. Ale, niech to szlag, jego buty nadal nie chciały słuchać życzeń jego serca i ślizgał się co każde dziesięć lub dwadzieścia kroków. Jednak za każdym razem kiedy się poślizgnął, Chanyeol był obok, by go złapać. Odtąd był cierpliwy, jego dłonie były łagodne, usta wydymały się w zmartwieniu, a oczy były pełne rozbawienia (nie zdawał sobie sprawy z zarumienionych policzków przy każdej interakcji). Dopóki Chanyeol i Kyungsoo nie uświadomili sobie, że ślizganie się Kyungsoo jest nieuniknione, Chanyeol zdecydował się trzymać Kyungsoo za ramię, poruszając się odrobinę za nim, aż jego wolna ręka uniosła się nad drugim ramieniem Kyungsoo na wypadek, gdyby się przewrócił, żeby łatwiej byłoby mu znowu wstać. Przez cały czas serce Kyungsoo nie przestawało pędzić. Chanyeol był tak blisko, że mógł poczuć jego ciepło, tak blisko, że mógł poczuć zapach jego dezodorantu – jabłko i wanilia, prawda? To było takie bardzo podobne do Chanyeola, żeby wybierać płyn do mycia ciała i dezodorant, które nie były pociągające.
Na początku trochę niezręcznie było przedzierać się w ten sposób przez śnieg i Kyungsoo miał ochotę powiedzieć Chanyeolowi, żeby wracać, ponieważ prawdopodobnie było to niewygodne dla kogoś takiego jak Chanyeol trzymać osobę, którą nie jest zainteresowany, ale po całej chwili wahania czuli się razem coraz bardziej komfortowo, aż się śmiali, zamiast być cicho.
Właśnie dlatego tak bardzo lubił Chanyeola – jego cierpliwość, jego niewinność, dobroć jego serca.
I Kyungsoo pomyślał, że może spacer po śniegu wcale nie był taki zły.




Kiedy wrócił do swojego pokoju, bojąc się, że dostanie odmrożenia, zobaczył w nim coś gorszego.
Baekhyuna i Krisa.
Zapadła cisza, tak bardzo niezręczna, że Chanyeol nie wiedział, co zrobić.
Potem Baekhyun odwrócił się do Krisa i zaczął z nim po cichu rozmawiać, jakby Chanyeol nie istniał.
Całkowicie wściekły Chanyeol zatrzasnął za sobą drzwi i wyszedł na korytarz.
Kris zazwyczaj nie przychodził do jego pokoju, dopóki nie było to konieczne.
Byun Baekhyun nie mógł go tak po prostu ignorować.
Co, do cholery?!
Siedzieli na podłodze bardzo blisko siebie, intymnie i w ogóle. Cóż, jeśli właśnie to zamierzali robić, powinni sobie, kurwa, znaleźć do tego bardziej prywatne miejsce!!!
Cholerne życie. Niech je szlag.




– Myślisz, że będzie z nim dobrze? – spytał nieco zaniepokojony Kris, wyciągając szyję, by rozejrzeć się za przyjacielem na wypadek, gdyby wrócił. Baekhyun wzruszył ramionami.
– Ten idiota jest po prostu zazdrosny.
– Zazdrosny? O co?
– Czy ty też jesteś idiotą? – Baekhyun westchnął. – Jest zazdrosny o to, że jesteśmy razem. Jesteś jego najlepszym przyjacielem, a ja jego wrogiem. Kto nie czułby się zazdrosny i zdradzony?
 – Wydawało mi się, że już mu przeszło, bo wy wyglądacie na dość bliskich sobie-
– Co? Co to było? – przerwał głośno Baekhyun, a Kris przypomniał sobie, że on też zaprzeczał temu faktowi.
– Nic…
– Masz rację. Lepiej, że nic nie słyszałem. – Kris przewrócił oczami.
Ale jestem pewien, że Chanyeol tak łatwo nie staje się zazdrosny… Pomyślał Kris. On nie jest taki zaborczy… prawda?




Tego wieczoru przy kolacji Chanyeol nadal kipiał ze złości. Zdecydował się usiąść jak najdalej od Krisa i Baekhyuna, co oznaczało, że skończył, siedząc obok Joonmyuna.
Nie rozmawiali, prawie jakby wyczuwali swoje nastroje.
Chen, ta gaduła, nie przestawał drażnić ludzi jakimiś bzdurami, które nie były śmieszne. Co było jeszcze gorsze, wszyscy myśleli, że były!
– Po sposobie, jakim podążają Kris i Baekhyun, powiedziałbym, że będą pierwszą parą w naszej grupie! – oznajmił Chen i niemal wszyscy się zaśmiali, wyrażając zgodę. Chanyeol trząsł się ze złości, a kątem oka widział, jak kłykcie Joonmyuna bieleją, gdyż za mocno ścisnął swoją łyżkę.
– Nie! Nie zgadzam się! – wtrącił Sehun. – Baek-hyung i Chanyeol na zawsze!
– Ja tak samo! – zgodził się Tao.
Co?
Ale z jakiegoś powodu to sprawiło, że sprawy były bardziej znośne, słysząc coś takiego od Sehuna i Tao.
– Nie – sprzeczał się Chen wyraźnie drażniącym tonem. – To Baekhyun i Kris oraz Chanyeol i Kyungsoo.
Coooooooo?
A to dobre…
– Niech cię szlag, Chen-hyung! – wrzasnął Sehun. – Najwyraźniej nie znasz się na swataniu!
Chanyeol częściowo się zgadzał, w części z Baekhyunem i Krisem.
– Och, zamknij się, Sehun, ja przynajmniej nie widzę cię jako pary z Lu-hyungiem jak wszyscy inni!
–…Ale ja NAPRAWDĘ paruję cię z Tao – Sehun jęknął, a Tao się zgodził i obaj zaczęli dalej kłócić się o piękno par.
– Pieprzeni frajerzy – mruknął w końcu do siebie Chanyeol, był poirytowany, kiedy uświadomił sobie, że parowanie Baekhyuna i Krisa wygrywa.
– Wiem – zgodził się cichy głos obok niego. Chanyeol zamrugał zaskoczony, widząc, jak Joonmyun wściekle wbija widelec w jedzenie. Czy to możliwe…? Joonmyun… również był tym dotknięty?
– Hyung – zawołał Chen. – Joonmyun-hyung.
Joonmyun nie odpowiedział. Chen w końcu ucichł.
Jakby tego było mało w środku kolacji Chanyeol, do cholery, widział, jak Kris daje trochę swojego mięsa Baekhyunowi, mówiąc mu, że musi urosnąć wyższy. Obserwował, jak niższy uśmiecha się i kpiąco dźga go czystą stroną swoich pałeczek, potem przyjął mięso i zjadł je posłusznie. Czym, do KURWY, była ta scena?! To tak jakby byli nowożeńcami czy coś. Wstrętne. Znajdźcie sobie pieprzony pokój. Pierdolcie się. Nie każdy chce oglądać waszą obrzydliwą miłosną scenkę.
Chanyeol dalej rzucał na nich nienawistne komentarze w myślach, chociaż zachowywali się jedynie jak dbający o siebie przyjaciele.
Joonmyun wyraźnie się zgadzał, gdyż wcisnął w usta całe swoje jedzenie, aż jego policzki się wybrzuszyły, wziął swoją tacę, jakby żywił niechęć, a potem odszedł ze złością (a nadal jakoś elegancko), jak gdyby został wielce urażony.
Zapadła krótka cisza, kiedy Kris tęskno za nim patrzył, zapominając na moment o Baekhyunie. I Chanyeol pomyślał: tak, właśnie tak powinno być.
Ale potem Byun pieprzony Baekhyun musiał chwycić Krisa z ramię i zdobyć jego uwagę, szepcząc mu coś z wyrazem twarzy zbliżonym do gniewu, jego brwi wygięły się w dół w wyrazie zazdrości. Czy Baekhyun… lubi Krisa? Mając tę nagłą myśl w głowie, Chanyeol wybuchnął.
Robiąc to samo co Joonmyun, Chanyeol pospiesznie wyszedł, czując pogarszające się w nim silne uczucie.
Psiakrew!