sobota, 16 grudnia 2017

The Flaws In Park Chanyeol [5/10]

Brak komentarzy // Dodaj komentarz (+)
tytuł rozdziału: Pięć |oryginał:  Five
Kiedy Chanyeol obudził się następnego ranka, to, co zrobił, naprawdę uderzyło go dziesięć razy mocniej.
Natychmiast pospieszył do pokoju Kyungsoo, zapukał do drzwi. Otworzył jego współlokator.
– Czego chcesz? – zapytał znudzony chłopak.
– Ja… Muszę porozmawiać z Kyungsoo.
– Kyungsoo, hę? – Chłopak spojrzał na niego gniewnie. – Cóż, nie chce cię widzieć. – Mężczyzna zatrzasnął drzwi.
Chanyeol wcisnął dłonie do kieszeni. Poczucie winy rozjaśniało mu umysł i teraz czuł obrzydzenie, myśląc o alkoholu. Nie mógł uwierzyć, że zrobił to Kyungsoo tylko dlatego, że chciał coś udowodnić.
Picie… naprawdę raniło ludzi, którymi się przejmował.
Tym razem zamiast spędzać wolny czas na marnowaniu go gdzieś, Chanyeol szukał swojego przyjaciela, który opiekował się nim bezwarunkowo i bez narzekania. Pytał dookoła, szeroko otwartymi oczami rozglądał się po różnych miejscach, by znaleźć przyjaciela. Czuł ciężar na sercu, ponieważ Kyungsoo dał mu wszystko, był przy nim w najtrudniejszych chwilach, opiekował się nim pomimo tego, jak długo to trwało i jak dużo wysiłku wymagało, i co Chanyeol dał jemu?
Pocałunek. Pocałunek, podczas którego myślał o kimś innym.
Jestem takim dupkiem. Pomyślał Chanyeol. Nigdzie nie mógł znaleźć Kyungsoo. Jedyne miejsce, w którym mógł być to…
Ich stolik w stołówce.
Ale pójście tam oznaczało, że będzie musiał stanąć twarzą w twarz z wszystkimi innymi, z ludźmi, których unikał od tygodni. Czy to było warte ryzyka?
Kyungsoo zaryzykował dla niego wiele. Kyungsoo bardzo mu pomógł. Oczywiście, że to było warte ryzyka.
Poza tym tęsknił za wszystkimi. Szybko zastanowił się, dlaczego nikt się z nim nie kontaktował, ale potem zdał sobie sprawę, że Jongin musiał im powiedzieć, by tego nie robili. W innym razie był pewien, że Kris przyszedłby, waląc do jego drzwi i próbowałby go pocieszyć głupimi żartami oraz zasypałby go kuponami na wszystko.
Kiedy podszedł do stolika na obiad, zastanawiał się, czy wiedzą, co zaszło między nim a Baekhyunem. Zastanawiał się, czy będą go o to pytać. Szczerze mówiąc, nie chciał o tym gadać.
Przyszedł cicho, patrząc, jak wygłupiali się, rozmawiali i śmiali. Tęsknił za tym. Tęsknił za byciem częścią tego. Tęsknił za ich rozmowami, śmiechami, głupkowatymi i słabymi żartami. Co, do cholery, przegapił?
Jongin zauważył go pierwszy, odwrócił swą twarz od śmiejącego się Joonmyuna. Jego oczy rozszerzyły się, a usta otworzyły.
– Hej, Chanyeol – powiedział cicho. Na to wszyscy przestali rozmawiać, odwrócili się, by spojrzeć na Chanyeola. Chanyeol był tak zażenowany, że aż do potem nie uświadomił sobie, że Kyungsoo tam nie było.
– Gdzieś ty był, idioto?! – Kris wstał, chwycił Chanyeola i posadził go, obejmując młodszego ramieniem za szyję i zmierzwił mu włosy. – Wszyscy za tobą tęskniliśmy, ty mały łobuzie!
– Tak! – Dźwięki zgody rozbrzmiały przy stoliku.
– Ty idioto, myślałeś, że nie zauważymy? – krzyknął Lu Han, uśmiechając się.
– Czy to twój sposób na unikanie nas, hę? Czy nie jesteśmy dla ciebie wystarczająco dobrzy? – ciągnął Kris.
– Dobrze, że jesteś z powrotem, dzieciaku – powiedział Minseok. W końcu temat Chanyeol zniknął i wszyscy zatopili się znów w swoich osobistych rozmowach.
– Gdzie jest Kyungsoo? – mruknął Chanyeol, próbując brzmieć zwyczajnie. Jongin wzruszył ramionami.
– Ostatnio nadrabia prace domowe, więc nie mógł zejść – szepnął Jongin. Chanyeol natychmiast poczuł się jeszcze bardziej winny. Kyungsoo musiał spędzić tak dużo czasu, opiekując się nim, że ledwie miał czas, by zjeść. W zamian próbował zmienić temat.
Patrzył, jak Yi Xing i Lu Han zaczynają śpiewać razem po angielsku, bujając się w jedną i w drugą stronę. To, co robili, przykuwało uwagę i był pewien, że jeśli zmieni temat z Kyungsoo, wtedy wszyscy zapomną, co powiedział (a raczej tylko Jongin).
– To ulubiona piosenka Baekhyuna po angielsku. – Wydostało się to tak naturalnie, że przez chwile zapomniał o wszystkim, co się między nimi wydarzyło. Chociaż nie powiedział tego zbyt głośno, wiedział, że wszyscy usłyszeli, ponieważ stolik umilkł po raz kolejny.
Poważna aura ogarnęła wszystkich.
– Naprawdę nie wiem, co tym razem wstąpiło w Baekhyuna – mruknął Joonmyun.
– Z kim on tak w ogóle jest, do diabła?
– Dlaczego ten koleś jest taki, kurwa, ważny? Poczekajcie, aż przyjrzę się bliżej…
– Chodzi o to, że nawet nie można się do nich zbliżyć, bo jakoś znikają, kiedy próbujesz do nich podejść.
– Chcę tylko wiedzieć, jak dobrze się ma, skoro zapomniał o nas wszystkich. Skoro zapomniał o Chanyeolu. – Stolik zamilkł jeszcze raz i wszyscy ostrożnie spojrzeli na Chanyeola. Wiedzą. Prawdopodobnie wiedzą od dłuższego czasu. Chanyeol zaśmiał się, próbując sprawić, by wszystko brzmiało beztrosko, ale z jakiegoś powodu to, że wiedzieli, co się stało, nadal bolało.
– Uch, mam się dobrze, chłopaki – powiedział, patrząc, jak ich zmartwione spojrzenia spadają na niego. – Naprawdę.
– Co się, do cholery, dzieje…
– Zawsze starałem się wspierać go we wszystkim, co robił, ale teraz nie jestem taki pewien.
– Tak, mam tak samo.
– Tak. – Wszyscy znów się do niego odwrócili.
– Nie martw się, Chanyeol, jesteśmy po twojej stronie!
– Tak, przywrócimy Baekhyunowi zdrowy rozsądek siłą, jeśli będzie trzeba!
– Wszyscy wiedzą, że jesteście doskonali. Baekhyun wróci do ciebie prędzej czy później!
– A nawet jeśli tego nie zrobi, nadal tu dla ciebie jesteśmy, prawda?
– To, co robi, jest złe i nie powinien mieć już więcej wymówek!
– Jestem po twojej stronie!
– Posłuchaj SheunMówi. SheunMówi wspiera cię! – Właśnie wtedy Jungsoo dołączył do ich stolika, uśmiechając się od ucha do ucha, nie rozumiał, o czym rozmawiają.
Chanyeol powinien być poruszony. Był, bardziej niż kiedykolwiek, ale mylili się co do Baekhyuna.
– Nie mówcie o nim w ten sposób – szepnął Chanyeol. Ich dopingujące uśmiechy opadły. – Nie rozumiecie, przez co przeszedł. – Nagle ich obecność stała się nie do zniesienia. – Jest szczęśliwy. Po prostu… cieszcie się jego szczęściem. – Po tym Chanyeol opuścił stolik i szybko odszedł. Usłyszał, jak Jongin woła jego imię, ale zignorował to.
Konflikt zagnieżdżał się w każdym zakamarku jego ciała. Ich wsparcie powinno sprawić, że poczułby się pewniejszy, że ma rację, ale z jakiegoś powodu był zły z powodu Baekhyuna, ponieważ ludzie zdawali się zawsze rozumieć go źle. Baekhyun opuścił go, ale co z tego? Baekhyun porzucił go dla szczęścia, więc czy nie była to dobra decyzja?
A Chanyeol mu pozwolił.
Czując się jeszcze bardziej rozgniewanym, niż czuł się od dłuższego czasu, Chanyeol wtargnął do swojego pokoju i otworzył z rozmachem szuflady, wyjmując wszystkie pieprzone puszki, które kupił. To pieprzony błąd. To pieprzona gówniana wymówka, żeby zapomnieć i iść dalej, ponieważ za każdym razem, gdy pił, kończył w dokładnie tej samej sytuacji – przygnębiony, apatyczny i samotny.
Później podniósł wszystkie te pieprzone puszki, które sprawiły, że ranił ludzi, o których się troszczył, wrzucił je do reklamówki, którą wyjął z innej szuflady. Wychodził z tego. Nie chciał już wykorzystywać łatwego sposobu.
Gdy skończył je wyrzucać, spróbował zadzwonić do Kyungsoo, ale nikt nie odebrał. Znów sprawdził w pokoju Kyungsoo, lecz otworzył ten sam chłopak.
– Znowu ty? – Chłopak żuł gumę, przewracając oczami. – Rany, jesteś taki wkurzający-
– KYUNGSOO! – krzyknął Chanyeol, przerywając chłopakowi i nie przejmując się tym ani trochę. – Kyungsoo! Przepraszam za wczoraj, naprawdę! Pozwól mi ze sobą porozmawiać! – Facet przewrócił oczami.
– Nie ma go tu-
– Wiem, że tam jesteś, Kyungsoo! – krzyknął znowu Chanyeol. – Przestałem, jasne! Już tego nie zrobię, obiecuję! Nie zrobię tego już nigdy! – Cisza. Chłopak, który żuł gumę, złośliwie zlustrował go wzrokiem od góry do dołu.
– Skończyłeś? – Chanyeol zamrugał na niego, uświadamiając sobie, że go tam nie ma.
– Och! Uch, tak… Tak, skończyłem… – powiedział Chanyeol. – Uch, przepraszam za najście- – Mężczyzna zatrzasnął drzwi. Wzdychając, Chanyeol odwrócił się i powłóczył nogami gdzieś indziej, nie do końca wiedząc, dokąd idzie. Mimo wszystko nie chciał wracać do swojego pokoju, do miejsca, gdzie wszystkie jego uczucia dawały o sobie znać.
– Chanyeol – powiedział ktoś, łapiąc Chanyeola za rękę. Chanyeol odwrócił się, by napotkać Jongina. – Proszę… proszę, przestań to sobie robić. – Chanyeol stanął do niego przodem z obojętnym wyrazem twarzy.
– Przestałem. Zamierzam przestać pić – rzekł Chanyeol. Co ja sobie, do licha myślałem. – Więc się nie martw. – Jongin zamrugał, jego oczy rozszerzyły się z zaskoczenia. Później zmrużył je.
– Co? Wychodziłeś za naszymi plecami? – mruknął Jongin. Chanyeol zacisnął wargi. Oczywiście Kyungsoo nie powiedział o tym Jonginowi. Westchnął, a Jongin odpuścił. – Chodziło mi o to, żebyś o nim zapomniał.
– Jongin-
– Rozmawialiśmy o tym przy stoliku. Uważamy, że powinieneś o nim zapomnieć – powiedział cicho Jongin. – Widzimy, jakie to dla ciebie ciężkie i nie chcemy, żebyś cierpiał. Po prostu o nim zapomnij, Chanyeol. – Chanyeol patrzył na niego przez chwilę, a potem spuścił wzrok, odszedł, ale Jongin znów złapał go za ramię.
– Mówię to jako najlepszy przyjaciel was obu. Zapomnij o nim, Chanyeol. Nie jest tego wart. – Chanyeol wyrwał rękę, odwracając się, by spojrzeć na Jongina, jego oczy błyszczały gniewem.
– Jest wart wszystkiego! – warknął Chanyeol. Dlaczego? Dlaczego wszyscy tak łatwo odwracali się od Baekhyuna? Czuł się zdradzony z jego powodu i zdrada przywierała do niego, aż nie czuł nic poza złością. – Zapomnę o nim, Jongin, zapomnę o nim, jeśli chcecie, ale, kurwa, nie mów tak. – Jongin wzdrygnął się, dźgnięty przez słowa Chanyeola. Chanyeol wykorzystał szansę, by przepchnąć się obok niego.
– Jasne! Rób, co chcesz! – krzyknął za nim Jongin, gdy odchodził. – Ale jesteś, kurwa, w depresji, Chanyeol! Pozwól ze sobą porozmawiać! Nie ukrywaj tego w sobie!




– Może… nadszedł czas, bym ruszył naprzód – powiedział Chanyeol nocnemu powietrzu, kiedy nadszedł czas, by położył się spać. Ale kto dzisiaj śpi? – Trzymałem się niczego przez cały czas, a to tylko mnie rani. – Jungsoo zdał sobie sprawę, że Chanyeol ignorował go za dnia, a potem narzekał w nocy. To był pierwszy raz, kiedy Chanyeol to powiedział. Wspomniał o odpuszczeniu sobie Baekhyuna.
– Chodzi mi o to, że chcę nadal go kochać. Chcę go wciąż chronić. Chcę mieć go na oku. Ale… ale… może to nigdy nie było dla niego właściwe. – Jungsoo dalej milczał, ponieważ nie wiedział, co powiedzieć.
– Może… to nigdy nie było moje zadanie.
Jungsoo myślał o tym. Jak tak łatwo może dać sobie spokój z Baekhyunem? Tak po prostu? Kiedy już miał otworzyć usta, by to powiedzieć, drzwi otworzyły się, a potem zaświeciło się światło.
– W porządku, chłopie, teraz powiedz nam, co się, do cholery, dzieje – powiedział Chen. Chanyeol usiadł, mrugając wielokrotnie, kiedy on i Jongin wyciągnęli go z łóżka i usiedli na nim. Jungsoo zamrugał, zastanawiając się, czy to robią ludzie w wolnym czasie.
– Co? Nic… Nic się nie dzieje. – Chce iść dalej… ale nadal chroni tajemnicy Baekhyuna. Pomyślał Jungsoo. Sam szczerze nie znał szczegółów tajemnic Baekhyuna, lecz wiedział, że Chanyeol wie więcej od niego.
– Nikt nie uważa, że Baekhyun robi dobrze. Nikt – syknął Chen. – Myślimy, że wiesz coś, czego my nie wiemy. Więc nam powiedz.
– O czym ty mówisz? – Chanyeol brzmiał na zirytowanego. – Nie ma nic do powiedzenia.
– Kontaktuje się tylko ze mną? Przestał rozmawiać z pozostałymi? – Chen brzmiał niemal histerycznie. – Spotyka się z jakimś tajemniczym facetem? Co się, kurwa, dzieje? To nie jest, do cholery, normalne zerwanie. Nawet teraz przestał ze mną rozmawiać. – Chanyeol milczał, jego wzrok był intensywny i skupiony na podłodze.
– Nie mam wam nic do powiedzenia – powiedział cicho.
– Chanyeol- – Chen wstał. Chanyeol również wstał i obaj patrzyli na siebie groźnie. Jongin patrzył na nich skonfliktowany. Gapili się na siebie przez długi, długi czas, potem Chen odpuścił, spuszczając głowę. Chanyeol odpuścił zaraz po tym.
– Przepraszam – mruknął Chen. – Ja tylko… Jestem po prostu bardzo przerażony… – Chanyeol zamrugał zaskoczony. Jongin także. Chen nigdy wcześniej tego nie mówił. Zawsze chciał być silny i nieustraszony i zawsze robił to doskonale.
– Boję się, bo… to tak, jakby historia się powtarzała… – Chanyeol czuł, jak strach wpada mu do żołądka. – To przypomina mi o czasie, kiedy Baek zniknął na tydzień.
Cisza. Powietrze nagle zrobiło się zimne.
–…Co? – spytał zdezorientowany Jongin. –…Co się… stało?
– Cholera, Jongdae- – ostrzegł Chanyeol, ale Chen odwrócił się do Jongina z ogniem w oczach.
– W roku, w którym nas zostawiłeś, Baekhyun zaczął się dziwnie zachowywać – wyznał Chen, słowa wypływały z jego ust. Jongin zamrugał głupawo, a Chanyeol był zbyt wolny, by zareagować. – Ignorował mnie i zawsze rozmawiał z kimś na telefonie, ale nigdy nie wiedziałem, kim on, do kurwy, jest.
– Cholera, Chen, kurwa, przestań-
– Myślisz, że nie zasługuje, by to usłyszeć? – krzyknął Chen, odwrócił się, by spojrzeć na Chanyeola. Jego oczy były bardzo żywe, pełne wielu emocji. Chanyeol uświadomił sobie, że po prostu się przejmuje. Chen tak bardzo przejmował się Baekhyunem, więc robił to, wydawał sekret Baekhyuna komuś, komu Baekhyun najmniej chętnie, by go powiedział. – Jak długo żył w niewiedzy?
– O czym wy, chłopaki, mówicie? – szepnął Jongin, jego oczy były szeroko otwarte i przerażone.
– Byun pieprzony Baekhyun… – warknął Chen, odwracając się na powrót do Jongina – wybrał, kurwa, pieprzonego obcego ponad nami. Później, kurwa, zniknął na pierdolony tydzień.
Cisza.
– Później… kiedy policja go znalazła, musiał przez miesiąc przebywać w szpitalu. – Głos Chena przycichł. – Nikt nie wie, co się z nim stało, ponieważ nikomu nie powiedział. – Jongin patrzył teraz w ziemię, wyraz jego twarzy był trudny do rozszyfrowania.
– To dlatego stał się taki, jaki się stał – wyszeptał Chen. – Nigdy nie spał z tak wieloma osobami, by znaleźć prawdziwą miłość. Coś stało mu się tamtego tygodnia, coś, co sprawiło, że taki się stał… Myślę… Chyba mam pomysł, co to było.
– W takim razie co? – zaskomlał Jongin, jego głos drżał. Chanyeol widział przerażenie w jego oczach. Chciał pocieszyć drugiego, lecz nie mógł się poruszyć. Zastygł na swoim miejscu. Chen spojrzał w sufit, a potem w bok. Cisza dusiła ich przez długi, długi czas. Potem, w końcu, Chen otworzył usta.
– Myślę, że on-
– Został zgwałcony – powiedział Chanyeol. Chen przestał mówić, odwrócił się, by gwałtownie na niego spojrzeć. Jongin również to zrobił. Wyglądał, jakby miał się zaraz rozpłakać. – Baekhyun został grupowo zgwałcony.
Jongin otworzył usta, lecz nic się z nich nie wydostało. Chen wyglądał na poważnego, zmartwionego i niezaskoczonego.
– Ja… Wydaje mi się, że to nie było sprawiedliwe, by to przed wami ukrywać – szepnął Chanyeol. – Ale to było coś, co nawiedzało go przez długi czas. Musicie go zrozumieć. – Zamarli na swoich miejscach.
– Uch… Ja chyba po prostu… wyjdę? – Chanyeol odwrócił się i napotkał wzrok Jungsoo. Chen i Jongin zapomnieli, że tam był. Chanyeol pokręcił głową.
– Myślę, że ty też powinieneś wiedzieć… Ja… Nie wiem dlaczego – ciągnął Chanyeol. – Powiem wam, ale… to tajemnica Baekhyuna. Wydaje mi się, że… skoro już nie jest to dla niego ciężarem, to po prostu to powiem.
– Powiedział ci? – szepnął Jongin. – Nie powiedział nikomu, a tobie tak? – Kiedy Chanyeol odwrócił się, żeby spojrzeć na Jongina, Jongin przysięgał, że jego dolna warga drżała.
–…Tak – wychrypiał drugi. Później wziął głęboki oddech. Jakaś jego część miała wrażenie, że zdradza Baekhyuna, mówiąc to, ale tamci dwaj bardzo się nim przejmowali i zasłużyli, by wiedzieć. Chanyeol również czuł, że nadszedł czas, by im powiedzieć, czy Baekhyun jest gotowy czy nie. Przeczucie mówiło mu, by im powiedzieć.
Może jakaś jego część mówiła o przeszłości Baekhyuna głównie dlatego, że chciał, by zrozumieli, dlaczego Baekhyun go nie wybrał.
Opowiedział im. Opowiedział im to, co powiedział mu Baekhyun, od samego początku, od czasu, kiedy jego rodzice się rozwiedli i zamknął się w swojej skorupie. Opowiedział im, jak tajemniczy starszy mężczyzna, który wyglądał dokładnie jak on, podniósł Baekhyuna z jego krwawiących kolan i uratował go przed samym sobą. Powiedział im wszystko, ale wiele razy zatrzymywał się. Zatrzymywał się i czasami wydawało mu się, że nie może mówić dalej, ale zmuszał się. Musieli zrozumieć Baekhyuna. Musieli wiedzieć, dlaczego Baekhyun taki jest. Mówił dalej. Nie sądził, że mówienie o tym będzie takie ciężkie. Przez chwilę w głowie podziwiał siłę Baekhyuna za bycie w stanie opowiedzieć mu to tak szybko bez robienia przerwy na oddech pomiędzy. Czasami jego zdania były tak poszarpane, że nie wydawało mu się, że rozumieją, co mówi, ale i tak słuchali i z jakiegoś powodu Chanyeol był za to wdzięczny.
– I… Joo Sung pojawił się przed nami pewnego dnia – powiedział Chanyeol drżącym głosem. Nie wiedział, że mówienie o tym, jak zerwali, będzie takie trudne. – On… przyszedł i… i Baekhyun zapomniał o mnie. – Chwilę zajęło mu dojście do siebie, jak podczas innych razów i tamci trzej spojrzeli na niego. Powiedział im, jak słuchał ich w nocy, na jak zakochanego wyglądał Baekhyun i jak wydawało się, że uwolnienie go będzie najlepsze. – Ja… Dlatego go nie obwiniam. Przeszedł przez tak wiele, chłopaki… Potrzebuje swojego własnego szczęścia.
– I wybrał, kurwa, ten kawał gówna? – warknął Chen.
– Ty… ty nie rozumiesz – wtrącił szybko Chanyeol. Bronienie ich raniło go, ale to było właściwe. – To była tylko gra, ponieważ… ponieważ musiał chronić Baekhyuna.
– Chronić Baekhyuna? Przed kim? – Chen zaśmiał się. – Może przed sobą?
– On go kocha, Chen.
– Nie obchodzi mnie, czy ten skurwysyn go kocha czy nie! – Chen się trząsł. – Nie obchodzi mnie to! I nie obchodzi mnie, jak bardzo Baekhyun odwzajemnia jego miłość!
– Chen-
– Nie „Chenuj” mnie! – krzyknął Chen. – Dlaczego w ogóle wręczyłeś Baekhyuna temu pojebowi? Skrzywdził Baekhyuna, Chanyeol! Skrzywdził go tak bardzo, że oddawał się każdemu, nieważne, jak bardzo krzywdzili go psychicznie. Oddawał się, Chanyeol, marnował się, a jednak ty go, kurwa, zwróciłeś? Jeśli ten skurwysyn mógł udawać raz, może zrobić to ponownie. – Chanyeol milczał. Dlaczego Chen nie rozumiał? – To ty, kurwa, nie rozumiesz, Park Chanyeol. Nie ufam mu. Wali mnie to, czy kocha Baekhyuna od dnia, w którym się spotkali czy kocha go teraz, ponieważ mu, do cholery, nie ufam. – Chen wstał. – Mam tego kurwa dosyć. Mam dość. Każda osoba dookoła mnie to idiota. Nie mogę w to uwierzyć. – Podszedł do drzwi.
– Czekaj-
– Byun pieprzony Baekhyun jest idiotą. – Chen zatrzasnął za sobą drzwi tak mocno, że ściany zadrżały.
„CISZEJ, MOŻNA?” Zawołał ktoś z innego pokoju. Usłyszeli, jak Chen coś odkrzyknął.
Chanyeol czuł się jeszcze gorzej niż przedtem. Wiedział, że Chen zasługuje, by znać prawdę, ale patrzenia na to, jak zareagował, nie było tą reakcją, jakiej Chanyeol chciał. Chciał, by Chen, kurwa, zrozumiał, do jasnej cholery! Dlaczego, do licha, nie rozumiał?
– Jongin? – zawołał cicho Chanyeol. Jongin milczał niemal przez cały czas. Intensywnie wpatrywał się w przestrzeń, myśląc. Wyciągnął rękę, by dotknąć ramienia przyjaciela, ale Jongin odsunął się, jakby został poparzony.
– Nie dotykaj mnie – mruknął Jongin. Jego głos brzmiał na załamany. Także wstał.
– Jongin-
Jongin nie powiedział nic, ale pospiesznie wyszedł, tym razem nawet nie zdając sobie sprawy, że nie zamknął za sobą drzwi.




Nie wiedział, że Baekhyun miał tak okropną przeszłość.
Nie myślał nawet, dlaczego Baekhyun zmienił się w taką osobę, jaką był. Wydawało mu się tylko, że to stało się jego hobby.
Przerażająco było to usłyszeć. Jakże przerażające musiało być doświadczenie tego?
Czuł się smutny z powodu najlepszego przyjaciela, kogoś, kto zawsze wydawał się być silną, niezależną osobą, kogoś, kto uwielbiał troszczyć się o innych. Dostał tak wiele informacji za jednym razem, że nawet nie wiedział, jak teraz zareagować na rzeczywistość.
Ciężar przeszłości Baekhyuna w końcu spadł na jego ramiona, a kiedy powrócił do swojego pokoju i wdrapał się na łóżko, mógł jedynie szlochać w poduszkę, płacząc za najlepszym przyjacielem, że zatracił się tak bardzo, ponieważ tak mocno kochał.




Potem, kiedy przestał płakać, myślał.
Zamknął oczy i myślał.




Chanyeol nie mógł nawet spać po tym, co się stało. Był pewien, że inni też nie mogą.
W zamian myślał o biletach na koncert, które dał Baekhyunowi dwa miesiące temu. Koncert był kilka dni temu, ale był tak pochłonięty Baekhyunem, że całkiem o nim zapomniał. Chociaż EXO było zespołem, który kochał o wiele wcześniej, zanim poznał Baekhyuna, z jakiegoś powodu wszystkie piosenki, które napisali, straciły znaczenie.
Zastanawiał się, czy Baekhyun pamiętał, by iść na koncert. Z gorzkim śmiechem myślał, że Baekhyun naprawdę wcale go nie wybrał, ale najprawdopodobniej definitywnie wybrał Joo Sunga, by z nim pójść.
To dziwne, jak sprawy mogą tak dramatycznie zmienić się w krótkim czasie. Ledwie dwa miesiące temu jego życie wydawało się doskonałe, całe i kompletne, głównie dlatego, że był w nim Baekhyun. Teraz, nie mógł nawet normalnie spać, ponieważ nie był przyzwyczajony do dziwnej ciszy w nocnym powietrzu. Zastanawiał się, czy Joo Sung kocha sposób, w jaki Baekhyun wydaje z siebie psie dźwięki podczas snu, jak on to robił. Zastanawiał się, czy Joo Sung przyciąga Baekhyuna to siebie i tuli mocno, kiedy Baekhyun ma koszmary. Zastanawiał się, czy Joo Sung trzyma Baekhyuna za rękę, zaciąga go w miejsca publiczne i wykrzykuje swą miłość do niego. Zastanawiał się nad wieloma rzeczami z Joo Sungiem i Baekhyunem, wyobrażał sobie ich robiących wszystkie te rzeczy, które on chciał robić z Baekhyunem.
Ponieważ, jak głupio to brzmiało, Chanyeol szczerze myślał o spędzeniu całego życia z Baekhyunem. Wierzył, że skoro Baekhyun znowu zaczął ufać miłości, także dorośnie do tego, by kochać Chanyeola, tak jak Chanyeol miał z Baekhyunem. Wierzył w to tak mocno, że myślał, iż było nieuniknione – że Baekhyun naprawdę się w nim zakocha. Nigdy nie przypuszczał, jak bardzo się mylił.
Tęsknił za Baekhyunem cholernie bardzo. Tęsknił za wkurzającym głosem Baekhyuna, jego prowokującym uśmieszkiem, jego pieprzonej niemożności do kontrolowania pieprzonego oporu, drażniącego sposób, w jaki odsłaniał swoją skórę i nawet o tym, cholera, nie wiedział.
Tęsknił za słodkim śpiewem Baekhyuna, jego uroczym uśmiechem, niezachwianą odwagą i niewinnym sposobem, w który zachował rozum, nawet po tym wszystkim, co się wydarzyło.
Tęsknił za nieśmiałością Baekhyuna przy najgłupszych rzeczach, tęsknił za odwagą z jaką Baekhyun całował go, kiedy miał na to ochotę, tęsknił za tym, jak Baekhyun patrzył na niego z łagodnością, kiedy się ranił, tęsknił za tym, jak Baekhyun grał twardziela, ale w środku był miękki jak wata cukrowa.
Tęsknił za cichym śmiechem Baekhyuna, tęsknił za delikatnymi uśmiechami, tęsknił  za tym, jak Baekhyun dojrzewa i wraca do bycia dawnym, prawdziwym sobą a raczej swoim prawdziwym „ja”, które nigdy nie powinno zniknąć. Tęsknił za uczuciem skóry Baekhyuna przy swojej skórze, jednak niewinnym. Tęsknił za ustami Baekhyuna i nieidealnym sposobem, w jaki pasowały do jego ust. Tęsknił za tym, jak Baekhyun go dotykał, jak Baekhyun siedział na nim okrakiem, jak Baekhyun trzymał go za ręce, kiedy się kochali. I bardzo tęsknił za samym Baekhyunem.
Bolało go serce. Nigdy nie przypuszczał, że coś takiego jest możliwe, dopóki Baekhyun go nie opuścił. Z każdym uderzeniem pojawiał się fakt, że Baekhyun nie należy do niego i że być może już nigdy nie zobaczy Baekhyuna.
Nawet nie myśląc, Chanyeol usiadł i zdjął coś ze swojej szyi. W świetle księżyca srebro jego łańcuszka błyszczało pięknie, łuk klucza wiolinowego przypominał łuk uśmiechu Baekhyuna.
To z powodu Baekhyuna Chanyeol go nosił, jedyną rzecz, którą dali mu prawdziwi rodzice, zanim go porzucili. To z powodu Baekhyuna miał siłę, by go nosić. I teraz nie chciał go już dłużej nosić.
Chanyeol wstał, chcąc wyrzucić łańcuszek do kosza. Nie potrzebował już tego gówna. Tylko przypominał mu o tym, jak ludzie, którzy powinni się o niego najbardziej troszczyć, porzucili go. Jak porzucili go jego prawdziwi rodzice. Jak Baekhyun go porzucił.
– Możesz chcieć to zatrzymać – powiedział cicho Jungsoo. Kiedy Chanyeol się odwrócił, zauważył Jungsoo siedzącego na swoim łóżku. Jego oczy zdawały się migotać. Chanyeol nie chciał go słuchać i nie miał takiego zamiaru.
– Zobaczysz, że zamiast patrzeć na to jak na okropne wspomnienia zmieszane ze sobą, może być czymś, co cię pocieszy. – Chanyeol wstał, był zdezorientowany o czym, do cholery, Jungsoo mówi. – Naprawdę. Będziesz żałował, że go wyrzuciłeś.
Chanyeol zatrzymał się i pomyślał o tym. Mógł. Miał skłonność do żałowania wyrzucenia i niszczenia rzeczy, które miały dla niego duże znaczenie. W końcu ścisnął łańcuszek w pięści i wrócił do łóżka.
– Zaufaj sobie – powiedział cicho Jungsoo. – Zaufaj instynktowi, ponieważ twój instynkt pochodzi z najgłębszego zakamarka twego serca.




– Kyungsoo, proszę, porozmawiaj ze mną – krzyknął Chanyeol, walając w drzwi przyjaciela. Żaden odpowiedzi. – Kyungsoo, wiem, że tam jesteś. – Nadal brak reakcji.
– Przepraszam, Soo. – Chanyeol przestał, ponieważ ludzie zaczynali się na niego gapić. Przełknął ślinę, jego twarz powoli robiła się czerwona, a uszy fioletowe. Przynajmniej teraz miał świadomość poczucia wstydu. Może zaczynał odzyskiwać zdrowy rozsądek. – Nie zmuszę cię do rozmowy ze mną, ale naprawdę, naprawdę przepraszam za to, co się stało. – Nic. – Poczekam, aż ze mną pogadasz. Kiedy będziesz gotowy, odszukaj mnie i porozmawiamy. – Chanyeol bawił się palcami, czekając, aż drzwi się otworzą. Westchnął.
– Ja… Dziękuję za wszystko, co dla mnie zrobiłeś, Soo – wyszeptał Chanyeol. – Nie będę cię już więcej martwił. Teraz mam się dobrze, naprawdę. Jesteś jednym z najlepszych przyjaciół, jakich mam… Nie chcę tego zniszczyć…
– Uch… Muszę już iść. Spróbuj żyć. – Zachichotał. – Do widzenia. – Potem odszedł.
Odpuścił, ponieważ wiedział, że Kyungsoo jest uparty. Odpuścił, ponieważ w końcu zaczął mieć motywację, by znów żyć jak należy, a to niosło ze sobą cenę – odrobienie całej pracy domowej, którą opuścił. Odpuścił, ponieważ wiedział, że nawet jeśli Kyungsoo jest na niego zły, Kyungsoo chciałby, by odrobił lekcje i stał się lepszą wersją siebie.
Wziął głęboki oddech.
Kiedy szedł do swojego pokoju zdeterminowany, by zacząć od nowa, obiecał sobie i obiecał ludziom, którzy się nim przejmują, że już nigdy nie pozwoli, by coś ściągnęło go na dno.




Kyungsoo, proszę, porozmawiaj ze mną.” Kyungsoo odrabiał lekcje, kiedy ktoś nagle zaczął walić do drzwi. To go śmiertelnie przestraszyło! Poprzedniej nocy oglądał horror i nadal miał ciarki, kiedy o nim myślał. „Kyungsoo, wiem, że tam jesteś.” Tak po prostu strach go opuścił, został zastąpiony przez łagodność i złość.
Naprawdę chciał, żeby Chanyeol po prostu spieprzał. Jeszcze nie był gotowy, żeby z nim porozmawiać. W końcu pukanie ustało. „Przepraszam, Soo.” Prosiła miłość jego życia. „Nie zmuszę cię, żebyś ze mną porozmawiał, ale naprawdę, naprawdę przepraszam za to, co się stało.”
Rozumiem. Pomyślał poirytowany Kyungsoo. Rozumiem, więc przestań mnie wkurzać. Przestań przychodzić.
Jak do tej pory Chanyeol przychodził każdego dnia i robił to, wkurwiał go. Szczerze, mógł nigdy nie wybaczyć tego, co zrobił Chanyeol.  Mógł zapomnieć, że to się kiedykolwiek wydarzyło, ale nie był gotowy, by zrobić to teraz.
Poczekam, aż ze mną pogadasz. Kiedy będziesz gotowy, odszukaj mnie i porozmawiamy.” Kiedy Chanyeol to powiedział, Kyungsoo wiedział, że to zrobi. Wiedział, że odnajdzie Chanyeola, ponieważ zawsze to robił. Zawsze to on szukał Chanyeola. Akceptował fakt, że Chanyeol nigdy nie spojrzy na niego w taki sposób i wiedział o tym bardziej niż o czymkolwiek, i właśnie dlatego czasami zastanawiał się, dlaczego nadal, do cholery, czeka?
„Ja… Dziękuję za wszystko, co dla mnie zrobiłeś, Soo. Nie będę cię już więcej martwił. Teraz mam się dobrze, naprawdę. Jesteś jednym z najlepszych przyjaciół, jakich mam… Nie chcę tego zniszczyć…” Każde słowo rozbrzmiało w powietrzu, Kyungsoo wstał i podszedł do drzwi, gotów je otworzyć, gotów wpuścić Chanyeola i przepraszać jak szaleniec, gotów wziąć to, co Chanyeol miał, a potem dać mu to, czego chciał. Ponieważ Kyungsoo zawsze taki był. Zawsze był kimś, kto lubił widzieć szczęśliwy uśmiech na twarzy Chanyeola. Jego dłoń uniosła się nad klamką.
Pozwolił jej opaść na bok.
Kyungsoo płakał, kiedy Chanyeol go pocałował. Płakał sobie do snu i przyznawał się do tego jak mężczyzna, którym jest. Ale nigdy nie da Chanyeolowi już żadnej szansy. Już nigdy nie pozwoli, by Chanyeol bawił się jego sercem, celowo czy nie.
Nigdy nie będzie znów płakał przed Chanyeolem. Już nigdy nie będzie płakał z powodu Chanyeola.
„Uch… Muszę już iść. Spróbuj żyć.” Kyungsoo przestał, mrugając z zaskoczenia. Czy właśnie to usłyszał? Tę… dziwną motywację w głosie Chanyeola, który brzmiał bardzo jak Chanyeol, w którym się zakochał?
„Do widzenia.”
Dopiero dziesięć minut po tym, jak to słowo zostało wypowiedziane, Kyungsoo nagrodził się odetchnięciem ulgi.
I małym uśmiechem, gdyż wiedział, że Chanyeol wkrótce wróci do bycia sobą.


Wreszcie Kyungsoo był gotowy i nie zawiódł w pokazaniu tego Chanyeolowi. W chwili, gdy był gotów, wtargnął do pokoju, znajdując Chanyeola uczącego się po raz pierwszy od miesięcy.
– Chanyeol – powiedział głosem pewnym i silnym. Chanyeol podskoczył na miejscu, odwrócił się z szeroko otwartymi oczami, by ujrzeć stojącego tam Kyungsoo.
–…Kyungsoo! – Chanyeol wstał gwałtownie, prawie się przewrócił. Kyungsoo widział, że Chanyeol już ma się lepiej, kolory wróciły na jego twarzy, oczy miał szeroko otwarte i niewinne, ale skupione. Jakby wiedział, że miał cel na tym świecie. Kyungsoo wewnętrznie był szczęśliwy i uradowany.
– Stój, gdzie jesteś – powiedział Kyungsoo, jego stopy były gotowe się cofnąć, gdyby Chanyeol nie posłuchał albo nie zrozumiał. – To nie zajmie długo. – Wyglądając na zranionego, Chanyeol z powrotem opadł na krzesło.
– Ja… Naprawdę przepraszam, Soo – mruknął Chanyeol, wyglądał na przygnębionego i winnego, ale w o wiele bardziej swobodny sposób. – To wszystko moja wina i nie będę szukał wymówek.
– Zamierzam udawać, że to się nigdy nie wydarzyło – rzucił Kyungsoo. – I ty też tak zrobisz. I powiesz Jungsoo, żeby udawać, że to nie miało miejsca. – Chanyeol pokiwał głową jak kopnięty szczeniak.
– Mam cię dość, Park Chanyeol. – Kyungsoo kipiał ze złości. – Nigdy nie przestanę cię lubić, ale mam cię cholernie dość. – Nawet w takiej chwili Chanyeol miał skłonność do rumienienia się. Zamrugał tak niewinnie i zmrużył lekko oczy, a Kyungsoo to uwielbiał – uwielbiał, że Chanyeol wyglądał znów na aktywnego i podenerwowanego. Coraz bardziej jak dawny on.
– Nigdy nie przestanę cię lubić, więc-
– A ja nigdy nie przestanę lubić jego – wtrącił Chanyeol, jego głos był zaledwie szeptem. Kyungsoo przestał mówić i odpuścił, czekał, aż Chanyeol wyjaśni. To już nie bolało, ponieważ przywykł do tego. – To… To dlatego cię pocałowałem, Kyungsoo. Chciałem, żeby Baekhyun na mnie spojrzał. Chciałem, żeby na mnie spojrzał i mnie zobaczył, ale nigdy nie był w stanie tego zrobić. – Kyungsoo milczał. – A… ja myślałem, jakby to było, gdyby odwrócił się i spojrzał na mnie. Nawet gdyby to był tylko rzut oka. – Kyungsoo cofnął się z walącym sercem. Wiedział, co nadchodzi i nie chciał tego chcieć.
– Czy ty… kiedykolwiek dasz Jonginowi szansę? – w zamian zapytał cicho Chanyeol. Kyungsoo zamarł, oszołomiony i zaskoczony. Wziął głęboki oddech, a kiedy się uspokoił, pokręcił głową.
– Nie sądzę, bym kiedykolwiek polubił go w taki sposób – powiedział Kyungsoo. – Jest dla mnie jak młodszy brat.
– Och. – Chanyeol wyglądał, jakby miał powiedzieć coś jeszcze, a Kyungsoo czekał, by go uciszyć, ale ostatecznie Chanyeol powstrzymał się i zamknął usta, jakby wiedział, że Kyungsoo zruga go za dalsze mówienie. Jego duże oczy były jasne, kiedy patrzył na Kyungsoo właściwie po raz pierwszy, a serce Kyungsoo zaznało spokoju, gdy wiedział, że mężczyzna, w którym się zakochał, powrócił. – Myślisz, że teraz jesteśmy przyjaciółmi? – zapytał z nadzieją. Potem wysilił się na lekki uśmiech. Niższy przewrócił oczami.
– O czym ty, do cholery, mówisz? – rzucił Kyungsoo, a potem się odwrócił. Wewnętrznie się uśmiechał. – Zawsze byliśmy przyjaciółmi.

środa, 13 grudnia 2017

The Flaws In Park Chanyeol [4/10]

Brak komentarzy // Dodaj komentarz (+)
tytuł rozdziału: Cztery |oryginał: Four
rating: PG-13
Przyznawał to.
Wystraszył się, kiedy Joo-hyung wyskoczył znikąd i nagle pojawił się w jego życiu, w życiu, które uważał, za kompletne.
Joo-hyung… mężczyzna, którego wydawało mu się, że nienawidzi. Joo-hyung… mężczyzna, którego kochał całym sercem. Joo-hyung… był tutaj, tuż przed nim.
I wrócił dla niego.
– Baekkie. – Sposób, w jaki wołał jego imię, był bardzo delikatny, ostrożny, jakby nigdy nie chciał skrzywdzić Baekhyuna. Ale czy ten mężczyzna nie zranił go tak bardzo, że myślał, że już nigdy nie zasłuży na szczęście? Czy ten mężczyzna nie zniszczył jego nadziei i marzeń?
Ale to był także mężczyzna, który dał mu nadzieję, dał mu szczęście – dał mu miłość. To był mężczyzna, który powstrzymał go przed samookaleczaniem się, towarzyszył mu zawsze, kiedy był samotny i sprawił, że uwierzył w wieczność.
Baekhyun obserwował go, obserwował bez krztyny nieśmiałości, ponieważ miał to już za sobą. Patrzył, jak Joo Sung odwraca się i spogląda na Chanyeola.
– On jest twoim chłopakiem? – zapytał cicho Joo-hyung. – Chanyeol, prawda?
– Tak – odpowiedział Baekhyun, chcąc sprawdzić reakcję Joo-hyunga. Czy był zazdrosny? Joo-hyung marszczył brwi i wyglądało na to, że był.
– Posłuchaj, Baekkie… Przyszedłem, żeby przeprosić – szepnął Joo-hyung. – Przyszedłem, żeby powiedzieć przepraszam za wszystko, co zrobiłem.
– Skrzywdziłeś mnie, Joo-hyung – powiedział cicho Baekhyun drżącym głosem. Jak ten mężczyzna mógł wciąż wyglądać tak przystojnie, tak doskonale po tym wszystkim, co się wydarzyło? – Bardzo mnie skrzywdziłeś. – Oczy Joo-hyunga wyglądały na smutne, kiedy zrobił krok do przodu. Przestraszony Baekhyun cofnął się.
Bał się, ponieważ jeszcze nie ufał Joo-hyungowi.
Bał się, ponieważ nie chciał wiedzieć, jak jego serce może zareagować.
Bał się, ponieważ powinien być, kurwa, zajęty, a myślał jedynie o mężczyźnie przed nim.
– Wiem – szepnął Joo-hyung. – To wszystko było po to, by cię chronić. – Serce Baekhyuna zatrzepotało.
– Co? – Jego głos był cichy i pełen nadziei. – Co… Co to znaczy?
– To znaczy… – Twarz Joo-hyunga była miła. – To znaczy, że musiałem udawać. To wszystko moja wina, Baekkie, ale musiałem grać… Musiałem cię chronić. – Baekhyun milczał, oddech utknął mu w gardle.
– Wierzysz mi, Baekkie? – Joo-hyung brzmiał bardzo smutno. – Tak długo czekałem. Szukałem cię wszędzie, lecz nie mogłem znaleźć. – Czy odważy się uwierzyć Joo-hyungowi? Czy zdoła zaryzykować ponownie swoim sercem?
– Tak – wyszeptał Baekhyun, próbując nie myśleć o zdradzaniu Chanyeola. – Tak, wierzę ci.
– Bardzo urosłeś. – Głos Joo-hyunga był miękki, jego oczy zachwycały się twarzą Baekhyuna. Później pochylił się. Baekhyun nie mógł oddychać. Był tam drogi zapach wody kolońskiej, ten sam co zawsze.
– Twój chłopak wydaje się być zazdrosny. – Joo-hyung zachichotał. – Jeśli chcesz, spotkaj się tu ze mną o północy. – Po tym posłał Baekhyunowi ostatni uśmiech, a potem odszedł.




Oczywiście, że Baekhyun musiał się z nim spotkać.
Czekali tak długo i w końcu mogli się zobaczyć.
Właśnie w ten sposób wszystkie jego traumy z przeszłości zdawały się zostać zapomniane, kiedy pozwolił Joo-hyungowi trzymać się za rękę.
Zapomniane i odstawione na bok, dokładnie tak, jak zrobił to z Park Chanyeolem.




Baekhyun spędzał każdą noc z Joo-hyungiem i unikał Park Chanyeola każdego dnia.
Nie wiedział, jak stawić Chanyeolowi czoła. Nie wiedział, jak to powiedzieć. Nie kocham cię. Nie chcę cię.
Nigdy nie patrzyłem na ciebie.
– Nienawidzisz mnie? – zapytał Joo-hyung pewnej nocy, kiedy Baekhyun przestał trzymać jego dłoń, ponieważ twarz Chanyeola pojawiła się w jego myślach i sprawiła, że poczuł się winny. Jak miał wyjaśnić, że nigdy nie postrzegał Chanyeola w ten sposób? Nawet jeśli, Park Chanyeol zniknął z jego myśli, kiedy Baekhyun pomyślał o pytaniu Joo-hyunga. Nie… Nie nienawidził Joo-hyunga. Nieważne, co się stało i po tych wszystkich latach, nie mógł go nienawidzić.
W końcu Joo-hyung był jego pierwszą miłością. Próbował nienawidzić Joo-hyunga, musiał przyznać. Chciał go nienawidzić, chciał czuć nienawiść, a nie smutną miłość, ale ostatecznie nie mógł.
– Nie… sądzę, bym kiedykolwiek mógł cię znienawidzić… – wyszeptał.
– Wybaczysz mi, Baekkie? – Joo-hyung podszedł bliżej, a Baekhyun znowu nie mógł oddychać. Ten mężczyzna tak łatwo mógł sprawić, że się rumienił, że odbierało mu oddech, że czuł, jakby znów był zakochany. Baekhyun nie poruszył się, ponieważ jakaś jego część myślała o Chanyeolu, a druga jego część chciała zapomnieć o nim i myśleć jedynie o nich. Joo-hyung trzymał go za rękę, a Baekhyun zastygł, przez chwilę chciał poddać się temu ciepłu, ale w końcu się odsunął. Nie chciał ranić Chanyeola.
– Możesz mnie nienawidzić, Baekkie. Możesz się mnie bać, ale chcę tylko, żebyś wiedział, że… że… – Głos Joo-hyunga załamał się. – To wszystko to była tylko gra. Powiedzieli mi, że muszę cię skrzywdzić, że w ten sposób cię nie zabiją… – Joo-hyung brzmiał bardzo żałośnie, smutno.
– Ja… Nie mogłem im pozwolić, by cię dopadli. P-Powiedzieli mi, że zabiją cię na moich oczach, jeśli nie zrobię tego, co wtedy zrobiłem. Przepraszam, że cię skrzywdziłem, Baekkie, ale musiałem cię chronić. Musiałem grać tak przekonująco, żebyś mógł zostawić tchórza, jakim byłem. Musiałem cię uratować. – Baekhyun drżał. Joo-hyung wyglądał na zbolałego, cierpiącego. Dlaczego? Dlaczego na tym świecie istnieją tak okrutni ludzie?
– Rozumiem, Baekkie… Teraz rozumiem, że jest w twoim życiu ktoś inny, ale proszę, wiedz tylko, że robiłem to, by cię chronić. Nie zasługuję na ciebie i wiem, że to, co zrobiłem, bardzo cię skrzywdziło, ale to dlatego, że cię kocham. Zrobiłbym dla ciebie wszystko – powiedział smutno Joo-hyung i puścił dłoń Baekhyuna, odwrócił się, by odejść. Baekhyun znowu się wahała, ale tym razem, nie myśląc, wyciągnął dłoń i zatrzymał Joo-hyunga, chwytając jego nadgarstek. Sapnął cicho, kiedy Joo-hyung odwrócił się i mocno go przytulił. Uścisk był bardzo ciepły, pełen miłości.
– Ty idioto… – Głos Baekhyuna był złamany. – Ty… Powinieneś był mi powiedzieć. P-Powinieneś… powinieneś był pozwolić im mnie zabić… – Zabicie go byłoby prostsze niż pozwolenie mu żyć przez te wszystkie lata samemu, bez Joo-hyunga. Pozwolono mu wierzyć, że Joo-hyung nigdy go nie kochał i obchodziły go tylko pieniądze.
– Nie! – Joo-hyung puścił go i złapał za ramiona, pochylił się, by spojrzeć mu w oczy. – Nigdy bym tego nie zrobił. Wolałbym sam umrzeć niż pozwolić im cię tknąć. – Naprawdę? Serce Baekhyuna uniosło się do góry.
– Nie mogłem bez ciebie żyć. – Z jakiegoś powodu wszystkie myśli z tych wszystkich lat wypłynęły na powierzchnię i wypowiadał je, nie mogąc się pohamować. – Umarłbym dla ciebie, Joo-hyung, ponieważ tak bardzo cię kochałem. – To była prawda. Kochał Joo-hyunga tak bardzo, że wolałby umrzeć niż żyć bez niego.
– Czy ty… nadal mnie kochasz? Baekkie? – Joo-hyung wyciągnął rękę, żeby pogłaskać go po policzku. To było bardzo delikatne. Dłoń Baekhyuna złapała za przedramię Joo-hyunga, spojrzał na niego z oczami pełnymi łez. Myślał o tym. Zamknął oczy i myślał o tym, pozwalając, by strumyki łez spłynęły po jego policzkach.
Z drugiej strony nigdy nie musiał o tym myśleć.
Przez cały czas kochał Joo-hyunga. Kochał go tak bardzo, że myślał jedynie o Joo-hyungu, żyjąc przez kolejne siedem lat. Kochał go tak bardzo, że… choć umawiał się z Park Chanyeolem, wszystkim, co widział, kiedy patrzył w oczy Chanyeola, był Joo-hyung.
To zawsze był Joo-hyung. To nie mógł być nikt inny.
– Tak – wyszeptał Baekhyun. – Tak, zawsze tak było. Czy to głupie, że nadal bardzo cię kocham po tym, co się stało? – Nadal czuł gorycz. Wciąż czuł smutek i mały sznurek zdrady wiążący jego serce.
– Baekkie… – Głos Joo-hyung drżał, kiedy wyciągnął ręce i kolejny raz przytulił Baekhyuna. Niższy ukrył swą twarz w piersi Joo Sunga. – Baekkie… Kocham cię…
Baekhyun płakał, ale się śmiał. W końcu znał prawdę. W końcu mógł odpocząć, wiedząc, że Joo-hyung cały czas go kochał i zrobił to wszystko, by go chronić. Znowu się zaśmiał, posłał uśmiech Joo-hyungowi, który wyglądał na równie szczęśliwego. Nigdy nie czuł się szczęśliwszy.
– Wreszcie wróciłeś… – szepnął Baekhyun. – Myślałem, że czekałem na próżno, ale… – Zaśmiał się i pochylił znowu w stronę Joo-hyunga, który przytulił go opiekuńczo. Joo-hyung objął jego policzek, pochylając się, by go pocałować i Baekhyun pozwoliłby mu. Baekhyun był bardzo blisko, by mu pozwolić.
Ale jego wartość była bliższa jego sercu. Odwrócił się, jego serce opadło, kiedy o kimś sobie przypomniał.
– Chanyeol – mruknął cicho. – Nie mogę… Nie mogę go zdradzić. – Czuł się winny. W końcu wydawało się, jakby Chanyeol naprawdę się nim przejmował, lecz on troszczył się tylko o Joo-hyunga. Kochał jedynie Joo-hyunga.
– Och… – Joo-hyung odsunął się, rozumiejąc. – Czy ty…? – Czy zerwiesz z nim?
– Nie wiem. – Baekhyun czuł się skonfliktowany. – Nie wiem, jak to powiedzieć… – Ostatnia rzecz, której chciał, to skrzywdzenia Chanyeola. Nie mógł mu powiedzieć, że widział kogoś innego przez cały czas, kiedy na niego patrzył, życząc sobie, by był to ktoś inny, tęskniąc za kimś innym.
– To na razie bądźmy przyjaciółmi. – Joo-hyung uśmiechnął się, wyciągnął rękę i złapał dłoń Baekhyuna. Baekhyun prawie się uśmiechnął – Joo-hyung zawsze był wyrozumiały. Właśnie dlatego go kochał. – Przyjaciele trzymają się za ręce, prawda? – Jednak Chanyeol był dla niego owym ciężarem, więc mógł pokiwać jedynie bez entuzjazmu.
– Wszystko, co się liczy, to to, że jesteś przy moim boku – ciągnął Joo-hyung, pochylił się i ucałował Baekhyuna w czoło. Baekhyun czuł mrowienie w żołądku. Baekhyun czuł, jak pędzi jego serce. – Nie liczy się to, czy spotykasz się z kimś innym. Jestem szczęśliwy tak długo, jak mogę być przy tobie.
– Nie – powiedział cicho Baekhyun. – Chcę być z tobą. – Joo-hyung uśmiechnął się łagodnie.
– W takim razie mogę poczekać dłużej. – Joo-hyung uniósł dłoń, by położyć ją na policzku Baekhyuna, głaskał go czule. Baekhyun zamknął oczy i wtulił się. – Na ciebie będę czekał wiecznie.
– Uporam się z tym – szepnął Baekhyun. – A potem będę twój. – Będę twój na zawsze.
Wtedy nikt nie będzie mógł nas rozdzielić.




Baekhyun nie chciał stawać twarzą w twarz z Chanyeolem.
W tym wypadku nie chciał stawać twarzą w twarz z nimi, ponieważ oni nie rozumieli.
Nigdy nie zrozumieją.
Wiedział, że Chen jest nadopiekuńczy, więc zdecydował się rozmawiać ze wszystkimi poprzez Chena, pozwalając mu udostępniać innym nowe informacje. Kiedy Joo-hyung poprosił go o wprowadzenie się do niego, Baekhyun był tak rozradowany i podekscytowany, że od razu się zgodził, nie myśląc nawet o konsekwencjach. Teraz mieszkał czterdzieści pięć minut od szkoły. Joo-hyung często go tam podwoził i często zostawał dla niego i z jakiegoś powodu to sprawiało, że wszystko było o wiele lepsze.
Tym razem Joo-hyung się nie bał. Baekhyun powiedział mu, żeby nosił czapkę, żeby wszyscy myśleli, że jest Chanyeolem. Joo-hyung często go odwiedzał, zabierał go do miejsc niedaleko szkoły, więc mogli rozmawiać, trzymać się za ręce i nadrabiać czas, kiedy byli rozdzieleni. Joo-hyung zdawał się kochać tę szkołę, zawsze zgłaszał się na ochotnika, by podwozić go tam i spędzał tam z nim czas, jakby szkoła była najbardziej romantycznym miejscem. Baekhyun nie miał nic przeciwko, ponieważ to było dla niego wygodniejsze. Nawet gdy Baekhyun chciał wyjść gdzieś indziej na lunch, Joo-hyung nalegał, by zostać, mówił mu, że nie może opuszczać szkoły tylko dlatego, że byłoby mniej wygodne dla młodszego. Baekhyun uśmiechał się na to, jak rozsądny Joo-hyung był.
Został z Joo-hyungiem, bo chciał spędzić więcej czasu ze swym… swym chłopakiem. Chciał wiedzieć, jak Joo-hyung żyje i chciał być dużą częścią jego życia.
Joo-hyung powiedział, że zarobił dużo pieniędzy, odkąd spłacił długi (jeszcze raz przeprosił za użycie pieniędzy Baekhyuna) i że użył reszty pieniędzy, by wybudować małą posiadłość (w której teraz Baekhyun mieszkał i którą kochał), mając nadzieję, że pewnego dnia odnajdzie Baekhyuna, żeby mogli mieszkać razem w tej posiadłości. Z jakiegoś powodu każde kolejne marzenie spełniało się jedno po drugim, a Baekhyun po prostu nie mógł uwierzyć w jego szczęście.
Poza nadrabianiem czasu i zbliżaniem się do siebie Joo-hyung często pytał o Chanyeola.
– Jak tam Chanyeol? – próbował swobodnie zapytać Joo-hyung, ale Baekhyun się zaśmiał.
– Przestaliśmy się kontaktować. – Baekhyun uśmiechnął się. – Bo wiem, że możesz stać się zazdrosny. – Drocząc się, uszczypnął Joo-hyunga w nos. Joo-hyung zmarszczył brwi.
– Dlaczego to zrobiłeś? – spytał obojętnie.
– Dlaczego w ogóle o niego pytasz? – Baekhyun uśmiechnął się, usiłując ukryć fakt, że Chanyeol nadal wywoływał w nim poczucie winy. – Zniknął. Nie ma go już w naszych życiach.
– Bo… się o niego martwię – mruknął Joo-hyung. – Czuję, że… gdyby moja miłość została porwana, też czułbym się źle. – Uśmiech Baekhyuna zniknął. To dlatego, że Joo-hyung dotarł do tego, co sprawiało, że czuł się bardziej winny.
– Dojdzie do siebie – wymamrotał Baekhyun. – Proszę… nie rozmawiajmy już o nim.
– Ale Baekkie-
– Proszę. Nie jest tego wart. Nie chcę już o nim rozmawiać. Udawajmy, że nie istnieje. – Baekhyun spojrzał na niego. – Poza tym jeśli jesteś zazdrosny, spotykałem się z nim tylko z twojego powodu. Bo wyglądał jak ty. – Joo-hyung patrzył na niego. – Czy tego nie zauważyłeś?




– Nie przeszkadzajcie mi – szepnął Chanyeol do Jongina i Kyungsoo. – Mam się dobrze. Muszę tylko nadrobić pracę domową.
– Ale… czy nie możemy zostać z tobą, kiedy odrabiasz prace domowe? – Jongin był zdezorientowany. Kyungsoo chętnie pokiwał głową na znak zgody. Chanyeol zaśmiał się – Jongin i Kyungsoo byli tacy niewinni.
– Nie, ponieważ definitywnie będziecie mi przeszkadzać – powiedział cicho Chanyeol, uśmiechając się do nich. – Będzie dobrze. Ostatnio miałem się dobrze, prawda? – Kyungsoo i Jongin spojrzeli na siebie, a potem niepewnie wycofali.
– Cóż, zadzwoń do nas, jak będziesz potrzebował, dobrze? – zawołał Jongin. – Jesteśmy tu dla ciebie, gościu.
– Tak – powiedział Kyungsoo. – Jesteśmy tu.
– Dobra, dobra. – Chanyeol skinął na nich, po czym otworzył je i zamknął za nimi. Znów zobaczył tam Jungsoo, ale Chanyeol wrócił do ignorowania go głównie dlatego, że Jungsoo bardzo przypominał mu o Baekhyunie. O tych prostych czasach, kiedy był tak niewinnie zazdrosny o chłopaka. O tych czasami, kiedy wszystko było łatwiejsze, a życie nie było tak trudne.
– Wychodzę – powiedział Jungsoo. Chanyeol znowu go zignorował. Nienawidził tego pokoju, ale to było jedyne miejsce, w którym miał trochę prywatności. Unikał swojego pokoju każdego dnia, ale ukrywał się w nim w nocy. Jungsoo i tak prawie tu nie bywał, więc mógł mieć swoją prywatność. – Mam pracę. Wrócę jutro rano?
Kiedy Jungsoo zniknął, Chanyeol szybko zamknął za nim drzwi na klucz, opadając na podłogę. To nałóg i nie mógł nic na to poradzić. Wyjął telefon i znowu oglądał to samo nagranie, z Baekhyunem karmiącym go pieczonym ziemniakiem w swoje urodziny.
Nie wiedział, jak mógł oglądać to samo w kółko, nie mając tego dość. A raczej nie umiał przestać tego oglądać.
Kolejny raz poczuł ból, ponieważ chłopak na wideo nigdy nie odwzajemni jego miłości i nie wiedział, jak sobie z tym poradzić inaczej niż pozwolić się temu na chwilę zmniejszyć. Stając na niepewnych nogach, zatoczył się i wysunął szufladę, gdzie trzymał wszystkie puszki piwa, które kupił kilka dni temu.
Zawodził wszystkich. Okłamywał najbliższych przyjaciół i dusił wszystko w sobie, trzymając wszystkie emocje zamknięte w swoim sercu. Wykorzystywał wszystkie pieniądze, które dała mu rodzina, które powinien wydać na przydatne rzeczy i które obiecał sobie nigdy nie używać, dopóki nie będzie to konieczne, na alkohol. Wszystko z powodu chłopaka, który nie mógł odwzajemnić jego miłości.
Pił. Ciągle pił. Śmiał się, kiedy zdał sobie sprawę, że jest coraz lepiej i nie mdleje już tak bardzo, ale z drugiej strony zmarszczył brwi, gdy uświadomił sobie, że to znaczy, że musi więcej pić, by więcej zapomnieć.
– Jesteś… takim idioootą – wymamrotał Chanyeol do chłopaka na nagraniu. – Ty idioooto. Czy nie widzisz, że jessem lepszy? Hm? – Chanyeol postukał paznokciem w twarz chłopaka. – Jestem… seksowny… Jessem przystojny… – Chanyeol urwał, uniósł wzrok, by spojrzeć na stos książek na swoim biurku. Miał bardzo dużo pracy domowej, ale nie robił nic. A dlaczego? Chanyeol był bardzo poirytowany. Czuł się bardzo wkurzony. Czuł się taki… taki…
Taki smutny.
Żartowanie i ruganie Baekhyuna na filmie nie było już nawet zabawne. Chanyeol zmarszczył brwi, patrząc, jak nieskazitelny mógł być drugi mężczyzna, nawet się nie starając. Nienawidził tego. Nienawidził, jak wiele Baekhyun dla niego robił i jak mało on mógł zrobić dla Baekhyuna.
Nienawidził tego, ponieważ Baekhyun był szczęśliwy z kimś innym, a on mógł tylko siedzieć i niszczyć siebie. Czy to nie było jego najgłębsze życzenie? By Baekhyun był szczęśliwy?
To dlaczego, w rezultacie, on był tak bardzo nieszczęśliwy?
Przejdzie mi. Powtarzał sobie cicho, wstając, wyrzucił puszki do kosza i otworzył okno. Bolała go głowa, dudniła boleśnie. Odpuszczę go sobie… ale nie teraz.
Kiedyś chciał chronić Baekhyuna. Kiedyś przyrzekł kochać Baekhyuna przez całe życie.
Ale teraz zrozumiał, że nie jest tym, czego Baekhyun potrzebuje. Raczej zdawał się być ciężarem.
Chciał odpuścić sobie Baekhyuna, nie dlatego, że to bolało mniej, nie dlatego, że nie miał szans, ale dlatego, że zawsze był jedynie ciężarem.
Ale dawanie sobie spokoju z nim było bardzo trudne. Cholernie trudne.
Próba wydostania się z tej dziury była ciężka. Cholernie ciężka.
Miał przyjaciół przy boku, przyjaciół, którzy chcieli mu pomóc, którzy zrobiliby wszystko, by upewnić się, że znowu jest szczęśliwy. Ale oni nie wystarczali i nienawidził tego.
Ten, kogo najbardziej potrzebował, nie był tu z nim. To żałosne, jak łatwo Chanyeol zbudował swoje życie dookoła Baekhyuna.
Czkając, Chanyeol zatoczył się w stronę łóżka i upadł na nie. Byun Hyun był teraz wciśnięty pod łóżko, zapomniany, ponieważ za bardzo go przypominał.
Ten pokój za bardzo o nim przypominał.
Ale to wszystko, co miał. Zamykając oczy, Chanyeol zasnął, było to jedyne ukojenie, jakie miał.




– Wrócić do domu? – Jungsoo zmarszczył brwi. – Dobra, dobra. Już jestem. Ty też odpocznij, dobrze? – Jungsoo nacisnął słuchawkę w uchu, a potem przekręcił klamkę.
Zamknięte.
Marszcząc brwi jeszcze bardziej, Jungsoo wyjął klucz i otworzył drzwi, a potem wszedł do środka.
Odór alkoholu wypełniał powietrze, a kiedy się odwrócił, zobaczył, jak Chanyeol pociąga kolejny łyk z puszki, którą miał w dłoni. Puszki walały się po całej podłodze, w drugiej dłoni chłopak trzymał telefon.
– Hyung? – Jungsoo zatoczył się w stronę okien i otworzył je, wypuszczając smród. – Co ty wyprawiasz? – Chanyeol zignorował go.
– Czyż nie… Czyż nie obiecałeś swoim przyjaciołom, że więcej tego nie zrobisz? – Jungsoo zamknął drzwi i spróbował podnieść Chanyeola, ale wyższy go odepchnął. Zaskoczony tym, jak wiele siły miał pijany, Jungsoo zatoczył się do tyłu, mrugając.
– Tęsknię za nim… – wyszeptał miękko Chanyeol, jego policzki były zarumienione, a oczy smutne. Kiedyś Jungsoo uważał Chanyeola za przystojnego, kiedy po raz pierwszy go zobaczył. Wydawał się pewny siebie do takiego stopnia, że mogło to być przytłaczające i zawsze miał uśmiech, który zdawał się onieśmielać każdego, kto go zobaczył.
Teraz… jego uśmiech zniknął, a on siedział przygarbiony i skulił się. Wszystko z powodu jednego mężczyzny.
– No chodź, umyjemy cię – powiedział łagodnie Jungsoo, kolejny raz podnosząc Chanyeola. Lata treningu nigdy go nie zawodziły i nie zawiodły i teraz, kiedy złapał wyższego za ramię i podniósł go. Chanyeol burknął. Jungsoo westchnął. Rozumiał, dlaczego Chanyeol przez to przechodził – w końcu sam kiedyś był zauroczony Baekhyunem.
– Spójrz na siebie, marnujesz się – mruknął Jungsoo. Czy Baekhyun tego chce? Chciał powiedzieć, ale wiedział, że Chanyeol tego nie przyjmie. Może Chanyeol usłyszał niewypowiedziane zdanie z jego warg, ponieważ zaczął się szamotać.
Dobrze, więc Jungsoo trenował i mógł nieść Chanyeola na rękach, jeśli chciał, ale teraz Chanyeol wymykał się spod kontroli, a Jungsoo nie wiedział, jak nad nim zapanować. Rzucał się i wykorzystywał swój wzrost na korzyść, kopał dookoła, a Jungsoo nie chciał, by ten idiota kopnął go w krocze-
Puścił. Chanyeol upadł na podłogę, nadal się rzucając. Zanosił się płaczem jak dziecko, jego usta pękły i krwawiły, gdyż zbyt szeroko je otwierał. Jungsoo westchnął. Dlaczego w ogóle dzielił pokój z tą osobą?
Och, tak. Ponieważ Baekhyun dał mu ten pieprzony pokój. Ponieważ Baekhyun myślał, że wygodniej będzie szkole użyć tego pokoju niż szukać nowego. Ponieważ…
Jego myśli zniknęły, kiedy Chanyeol odwrócił się i podpełznął, wziął nową puszkę piwa i wlał ją sobie do gardła. Jungsoo nie chciał się przejmować. Chciał odejść i udawać, że nic się nie stało.
Ale nie mógł.
W końcu Jungsoo przykucnął, próbując wyrwać mu puszkę. Chanyeol odsunął się, kopiąc gwałtownie nogami, żeby Jungsoo nie mógł się do niego zbliżyć.
– Jesteś taki dziecinny! – krzyknął poirytowany Jungsoo. – Rany, nie dziwię się, że nikt nie mówi do ciebie hyung.
– Nie jestem dziecinny! – odkrzyknął Chanyeol, jego twarz robiła się coraz bardziej czerwona. – Jestem… starszy od ciebie!
Jungsoo westchnął. Dlaczego w ogóle próbował kłócić się z tą osobą?
Wreszcie kiedy zdał sobie sprawę, że nie może zrobić nic więcej, zdecydował się zadzwonić do Kyungsoo. Mimo wszystko Kyungsoo był jego najlepszym przyjacielem, prawda?
Halo?
– Chanyeol znowu zachowuje się jak idiota. – Jungsoo westchnął. – Myślałeś, że naprawdę cię posłucha?
Co to znaczy?
– Jest, cholera, pijany na pieprzonej podłodze, wykopuje sobie pierdolony mózg, bo próbuję powstrzymać go przed piciem. – Jungsoo znowu westchnął. Po drugiej stronie zapadła cisza.
Co z idiota – wydyszał Kyungsoo. – Zaraz tam będę. – Potem się rozłączył.
Jungsoo chciałby mieć takiego najlepszego przyjaciela jak Kyungsoo. Z jakiegoś powodu Kyungsoo miał zdecydowane rozwiązanie, by powstrzymać Chanyeola przed krzywdzeniem samego siebie. Tak jak tamtego dnia, kiedy przeszukał całą ich okolicę w Seulu tylko z powodu Chanyeola. Wreszcie Kyungsoo otworzył drzwi, nie miał nawet czasu podziękować Jungsoo, zanim przykucnął przed Chanyeolem, który uspokoił się i przestał się szamotać.
Patrzył, jak Kyungsoo pochyla się i łagodnie z nim rozmawia z największą cierpliwością, ale niesamowitą surowością. Obserwował otwarte oczy Chanyeola, gdy ten słuchał uważnie i zastanawiał się, jak Kyungsoo to robi.




– Chanyeol, spójrz na siebie – szepnął Kyungsoo, pochylając się bardzo blisko niego. – Czy taki chcesz być do końca życia? – Skołowany Chanyeol zamrugał na niego.
– Czy tego chcą twoi rodzice? – Chanyeol powoli pokręcił głową.
– To czego oni chcą? – zapytał miękko Kyungsoo. Nie dotykał niczego. Nie groził, jakby chciał jedynie porozmawiać. Nie kradł mu piwa. Nie kradł telefonu. Nie zmuszał go do wzięcia prysznica.
– Oni… – Chanyeol wytężył umysł. – Oni… chcą, bym był szczęśliwy.
– Czy teraz jesteś szczęśliwy? – spytał niższy. Jego oczy są wielkie. Pomyślał Chanyeol, patrząc z zachwytem. Jak mogą być takie duże? – Hm? Powiesz mi?
–…Nie – odpowiedział Chanyeol, zatopił się w przygnębieniu, gdy niższy przywrócił go do rzeczywistości. – Jestem nieszczęśliwy. – Mars Kyungsoo pogłębił się, jego brwi zmarszczyły, a Chanyeol zastanawiał się dlaczego.
– Czy chcesz tak się czuć do końca życia? – zapytał Kyungsoo. Chanyeol nie odpowiedział – jego mózg był za bardzo zlasowany. W zamian podniósł znowu wzrok, tym razem zatrzymując go na wargach Kyungsoo. Miały kształt serca. Nagle przypomniał sobie, że usta Kyungsoo mają kształt serca. Kiedy Kyungsoo ścisnął jego rękę, Chanyeol poczuł się zobowiązany, by odpowiedzieć na jego pytanie, więc potrząsnął głową jak kopnięty szczeniak.
– Kiedy to robisz, czy nas to nie rani? – szepnął Kyungsoo. Chanyeol dumał przez chwilę, czując się winnym. – Czy to nie rani twoich rodziców? Czy to nie rani twoich przyjaciół? Czy to nie rani Jongina? Czy to nie rani mnie? – Chanyeol milczał.
– Chcesz nas skrzywdzić? – Potrząśnięcie głową. – To przestaniesz to robić? Dla nas? – Chanyeol przez moment nic nie powiedział.
– Ale… Ja nie chcę krzywdzić… – mruknął Chanyeol. – Nie chcę krzywdzić…
– Wiem. – Kyungsoo westchnął, przesuwając się i usiadł przed Chanyeolem. – Wiem, więc pozwolisz sobie pomóc? Hm? – Chanyeol wpatrywał się w niego, patrzył, jak poruszają się te usta w kształcie serca. Kiedyś lubił Kyungsoo. Kiedyś myślał o tym, jakby to było, gdyby przycisnął swoje wargi do warg Kyungsoo.
Usta Baekhyuna wywoływały w nim iskry.
Zastanawiał się, czy usta Kyungsoo też.
Nawet nie myśląc, Chanyeol złapał Kyungsoo i złączył ich wargi ze sobą. Nie wiedział, co sprawiło, że to zrobił, ale to zrobił i pocałował Kyungsoo mocno. Całował go długo, ponieważ chciał potwierdzić. Chciał wiedzieć.
BAM!
Jego mózg zbyt późno zarejestrował oślepiający ból, który nagle uderzył w jego policzek. Zatoczył się, kurczowo łapiąc za twarz, zamrugał zdezorientowany. Właśnie wtedy zdał sobie sprawę, że Kyungsoo go uderzył.
Wtedy też uświadomił sobie, że pocałował Kyungsoo.
W oczach Kyungsoo było tak wiele emocji, tak dużo dla prostego umysłu pijanego Chanyeola, który ledwie mógł rozszyfrować jedną z nich – złość. Stali tak przez długi czas, byli oddaleni od siebie o kilka metrów, lecz stali twarzą w twarz, patrzyli sobie w oczy. Kyungsoo dyszał, a Chanyeol starał się nie jęczeć z bólu. Chwilę zajęło pełne zrozumienie sytuacji.
– Weź się w garść – syknął Kyungsoo. Teraz Chanyeol rozumiał. Zrobił krok naprzód, ale Kyungsoo cofnął się jak poparzony. – Weź się, kurwa, w garść, Park Chanyeol. – Później popędził w stronę drzwi i zatrzasnął je za sobą.
Chanyeol stał w miejscu jak szmaciana lalka. Nawet kiedy Jungsoo, o obecności którego całkiem zapomniał, opamiętał się, by porozmawiać z Chanyeolem, wyższy go zignorował.
Chanyeol zamknął oczy, odtwarzając ponownie moment, w którym ich usta do siebie pasowały. To było doskonałe, jakby byli dla siebie stworzeni.
Ale to nie było dobre. To było złe.
Było złe, ponieważ Chanyeol nic nie czuł.
Może perfekcja powinna być zła.




Kyungsoo uciekł.
Powinien być zły. Powinien być wściekły.
I był.
Ale jego serce także trzepotało, jego policzki czerwieniały, a on drżał.
Był zły, wściekły, zdradzony, ale czuł się również beztroski i szczęśliwy.
Wiedział, że każdy czyn, który wykonał Chanyeol, w myślach robił go z Baekhyunem. Kyungsoo nie był kimś, do kogo Chanyeol by wrócił, a fakt, że Chanyeol wykorzystał go, sprawiła, że czuł się skrzywdzony, zdradzony i cholernie niedoceniony, ale także nie mógł nic poradzić na to, że czuł, jak adrenalina pędzi przez jego żyły z powodu tego pocałunku.
To było doskonałe. To było właściwe.
Wywoływało w nim iskry.
I nienawidził tego. Nienawidził tego, jak dobre to było, wiedząc, że Chanyeol prawdopodobnie nie czuł tego samego.
Właśnie dlatego uciekł. Bał się tych uczuć, bał się, co by zrobił.
Ponieważ był tak cholernie blisko, by się poddać. Był tak kurewsko blisko, by pozwolić Chanyeolowi przespać się ze sobą. A to nie było sprawiedliwe wobec nikogo. Nie wobec niego, nie wobec Chanyeola ani nawet nie wobec Baekhyuna, gdziekolwiek on był.
Kyungsoo mógł jedynie uciec jak tchórz, którym był. Ale to wszystko, co mógł zrobić.




– Wiesz, jak się ma? – zapytał Chanyeol, nagle otrzeźwiał po tym, co się stało, wpatrywał się w sufit, leżąc na łóżku na plecach.
– Prawdopodobnie cię teraz nienawidzi, bo go wykorzystałeś – odpowiedział Jungsoo. Chanyeol milczał.
– Nie mówię o Kyungsoo – powiedział cicho. Już dopadło go poczucie winy. Wiedział, że uderzy go ono dziesięć razy mocniej, kiedy jutro się obudzi, ale chciał uspokoić swoją duszę. – Mówię o nim.
–…Hyung, zapomnij o nim – powiedział Jungsoo. – Po prostu… zapomnij o nim.
– Nie potrafię – szepnął Chanyeol. – Powiedz mi, jak się ma. Jest szczęśliwy?
– Poważnie, zadajesz takie pytanie? – Chanyeol zamknął usta. Jungsoo miał rację.
– Kontaktuje się z tobą, prawda?
–…Tak.
– Czy możesz… gdyby kiedykolwiek o mnie zapytał… – wymamrotał Chanyeol. – Gdyby… gdyby kiedykolwiek… wiesz, tylko na wszelki wypadek, przejmował się… Czy możesz mu powiedzieć, że też jestem szczęśliwy? – Jungsoo nie odpowiedział.
– Oczywiście, że się przejmuje – powiedział cicho Jungsoo. – Powinien się przejmować… Byliście współlokatorami przez ponad rok, musi się przejmować. Jeśli nie jesteście już kochankami, powinniście przynajmniej być przyjaciółmi.
– Ale przestał ze mną rozmawiać – biadolił Chanyeol. – To tak jak… chciałby mnie zapomnieć.
– Hyung-
– Nie obwiniam go – ciągnął wyższy cichym głosem. – Naprawdę. Kiedy kochasz tak mocno, trudno jest się wydostać. Kiedy kochasz, jesteś odważny, ponieważ dajesz swoje serce komuś innemu. On… on się krzywdził, ale nadal jest odważny, bo chce wybaczyć i zapomnieć wszystko, co mu się przydarzyło. I ja… ja to rozumiem. – Gdyby kiedykolwiek miał do mnie wrócić i zmieniłby zdanie, wybaczyłbym mu w mgnieniu oka.
– Rozumiem to, więc nie chcę, by czuł się winny – wyszeptał Chanyeol. – Ja tylko… chcę, żeby był szczęśliwy… – Potem przestał mówić, jego głos zmienił się w szept, a potem nicość.
– To bardzo kłopotliwe – mruknął Jungsoo, gdy usłyszał, jak ciche chrapanie Chanyeola wypełniło powietrze. – To bardzo skomplikowane i wszystkich rani.
Jungsoo był pewien, że jeśli kiedyś nadejdzie dzień, kiedy nie będzie chciał kochać, stanie się to właśnie z tego powodu.
Miłość sprawia, że ludzie robią szalone rzeczy. Miłość… nie jest tego warta.