wtorek, 31 października 2017

The Faults In Byun Baekhyun [52/55]

2 komentarze // Dodaj komentarz (+)
tytuł rozdziału: Ekipa OT12 |oryginał: OT12 squad
rating: PG-13
Kilka godzin zajęło im dotarcie do domu Jongina. Chanyeol był zaskoczony, że Chen dokładnie wie, gdzie to jest, nawet jeśli znali się przez lata. Chanyeol osobiście nigdy tu nie był, ponieważ nigdy nie miał okazji, by tu przyjechać.
– W porządku, teraz pozwólcie, że oczywiście ja porozmawiam z rodzicami Jongina!
– Dlaczego mamy ci zaufać? – krzyknął Sehun, ale się uśmiechał.
– Dobre pytanie, od idioty – zauważył Chen, również się uśmiechał, wyjmując telefon. Wyglądało to, jakby było opracowane. – Połączę się z wami na Skype przez telefon w kieszonce na mojej piersi, kiedy będę z nimi rozmawiał, żebyście nie czuli się niepewnie, dobra? – Ludzie zaczęli szeptać, na wpół podekscytowani, na wpół podenerwowani.
– Dobrze. Ekipo, jesteście gotowi? – Chen puścił wszystkim oczko, a potem wysiadł z busa. Prawie wszyscy wiwatowali. Chanyeol nie miał pojęcia, co się dzieje, a Baekhyun nadal spał na jego ramieniu.
Wszyscy przenieśli się na jedną stronę busa, przyciskali twarze do okna, patrząc, jak Chen znika w posiadłości.
– Co się dzieje? – Chanyeol zapytał Yi Xinga. Obaj byli po drugiej stronie busa, więc nie mogli niczego zobaczyć. – Tak naprawdę nie próbują go porwać, prawda?
–…Słyszałem, że próbują. – Yi Xing westchnął. – Chen powiedział, że definitywnie nie pozwolą mu jechać.
– Ale to… – Chanyeol urwał, niepewny.
– Tak… – Yi Xing westchnął.
–  W PORZĄDKU, TEREN CZYSTY – oznajmił Kris. Chanyeol teraz zdał sobie sprawę, że wszyscy tłoczyli się z przodu wokół Krisa, prawdopodobnie słuchając Chena na Skype. Wkrótce potem Sehun, Tao i Lu Han byli gotowi do wyjścia. Po drodze Kris złapał Joonmyuna, a Sehun Kyungsoo, który wyglądał na zagubionego.
– Co się dzie- – zaczął, ale nigdy nie miał szansy się odezwać, ponieważ już wyciągnęli go na zewnątrz.
W całym tym zamieszaniu Baekhyun poruszył się na jego ramieniu. Kiedy Chanyeol zerknął w dół, zobaczył, że oczy Baekhyuna się otwierają, zatrzepotał lekko powiekami, zanim podniósł wzrok.
– Co się dzieje? – wymamrotał. Chanyeol wstał, kiedy Baekhyun przecierał oczy.
– Planują porwać Jongina – odparł Chanyeol. Baekhyun usiadł prosto.
– Co, poważnie? – Baekhyun także wstał, wychodząc z ich miejsca i odwrócił się tam, gdzie byli Yi Xing i Minseok.
– Banda dzieciaków – skomentował Minseok, kiedy Baekhyun i Chanyeol dotarli do okien. Chanyeol rozumiał, co mają na myśli, gdy patrzył, jak stawiają drabinę przy oknie. Sehun i Tao kłócili się najwyraźniej o to, kto ma wejść na górę, a kto ma trzymać drabinę w miejscu. W końcu Joonmyun zdecydował się wejść, a Sehun i Tao nie mieli wyboru, jak tylko kłócić się o konsekwencje. Kris krzyczał coś, co zdawało się być „OSTROŻNIE, JOON-MIŁY!”, trzymając drabinę tak desperacko, jakby od tego zależało jego życie. Później ludzie w busie patrzyli, jak odwraca się do Sehuna i Tao z ogniem w oczach, kiedy ich zrugał. Dąsając się i wciąż kłócąc, pomogli mu przytrzymać drabinę. Kyungsoo pomagał nieco niepewnie, Lu Han z entuzjazmem. W końcu Joonmyun zdawał się krzyczeć coś do nich z góry. Wszyscy, którzy mu pomagali, podnieśli wzrok. Joonmyun krzyczał coś do Kyungsoo. Wszyscy odwrócili się do chłopaka o jelenich oczach z zaskoczeniem i zdezorientowaniem na twarzy. Oczy Kyungsoo także były szeroko otwarte, kiedy znów podniósł wzrok. Kiedy Chanyeol spojrzał w górę, zobaczył Jongina zerkającego w dół przez okno, a potem znów znikającego w środku. Twarze wszystkich wyrażały teraz figlarne zrozumienie i zachęcili Kyungsoo, by wszedł na górę. Na wpół zmieszany Kyungsoo zaczął wspinać się pod wpływem naciskających spojrzeń przyjaciół. Joonmyun zdawał się zniknąć w środku. W końcu Kyungsoo był na górze. Zdawało się, że stał tam jakby przez wieki, ale wreszcie zszedł z powrotem na dół, przewieszając sobie torbę przez ramię. Później zszedł na dół także Joonmyun i na końcu Jongin.
– Wow, oni naprawdę to robią – mruknął Yi Xing. Sam Chanyeol był dość zdumiony. Pobiegli w stronę busa. Chanyeol widział, jak oczy Jongina rozszerzyły się z zaskoczenia z powodu busa, widział, jak Sehun i Tao znowu się kłócą o to, który koniec drabiny mają trzymać w drodze powrotnej oraz bardzo męskiego Lu Hana, który polecił im, by po prostu to przeboleli. Kris objął ramieniem uśmiechniętego Joonmyuna, a Kyungsoo był na samym końcu, biegł, by ich dogonić.
– Nasza ekipa z pewnością jest niezwykła – powiedział z podziwem Chanyeol. W końcu dotarli do busa i Kris przycisnął coś kilka razy w telefonie.
– Dzwonię do Chena. To nasz sygnał – powiedział Kris. Czekali kilka długich minut. W tym czasie Jongin wyglądał na trochę niepewnego i skonfliktowanego, był rozdarty między tym, że nie chciał zdradzić swoich rodziców a błyszczeniem z podekscytowania wywołanego buntem. W końcu Chen wyszedł głównym wyjściem z najszerszym uśmiechem na twarzy. Wszyscy w busie zaczęli wiwatować…
Wtedy Baekhyun wysiadł z busa, długimi krokami zmierzając w stronę wejścia. Chen miał zdezorientowaną minę, ale jedynym uspokojeniem Baekhyuna było poklepanie po plecach. Chen obejrzał się do tyłu, ale Baekhyun już znów biegł w stronę wejścia. Bus umilkł, obserwując ze zniecierpliwieniem, jak Chen biegnie z powrotem do busa.
– Co on robi? – spytał Lu Han.
– Nie jestem zbyt pewien, ale-
– Chce powiedzieć im o naszych planach – dokończył Chanyeol. Wszyscy odwrócili się do niego z szeroko otwartymi oczami, zanim zaczęli jęczeć. Bus wybuchnął szeptami.
– Nie…
– Wszystko zniszczy…
– Przynajmniej próbowaliśmy…
– Psuje zabawę…
– Pa, Jongin, miło było cię poznać.
Chanyeol chciał się kłócić, chciał powiedzieć im, że z pewnością każdy, kto ulegnie urokowi Baekhyuna, zostanie przekonany. To zawsze działało. Ale Chen był szybszy.
– Ja mu ufam – powiedział głośno. Bus znowu ucichł, wszyscy odwrócili się do Chena, który stał z wyprostowanymi plecami, wyglądając całkowicie lojalnie. Chanyeol nigdy nie szanował swojego byłego współlokatora bardziej niż w tamtej chwili.
– Ufam Baekhyunowi. Wiem, że będzie w stanie to zrobić – powiedział pewnie Chen. Może to sposób, w jaki wyglądał, jakby chciał uderzyć wszystkich, którzy się nie zgadzali, a może to dlatego, że był przywódcą tej misji, ale wszyscy byli przekonani, ponieważ przestali szeptać.
Długo czekali. Chanyeol nie pamiętał jak długo. Niektórzy z nich przestali mieć wiarę, ale Chanyeol trzymał się mocno i wiedział, że Chen też. Jongin wyglądał na zmartwionego i na koniec pospiesznie wyszedł z busa. Protesty potoczyły się za nim, ale nikt fizycznie za nim nie poszedł. Wszyscy patrzyli z busa, jak Jongin biegnie w stronę wejścia, ale nie dotarł tam, ponieważ ostatecznie wyszły trzy osoby z Baekhyunem na czele. Wszyscy widzieli, jak Jongin pospieszył, by przytulić swoich rodziców. Chanyeol nigdy wcześniej ich nie widział, ale wiedział, że to dlatego, iż tak bardzo się o niego troszczyli, bali się go puścić. Chen także opuścił busa, biegnąc do nich, by przeprosić. Nie wyglądali na zbyt rozgniewanych; w istocie uśmiechali się. Po tym, co wyglądało jak najdłuższe pożegnanie na świecie, rozdzielili się, wszyscy biegli w stronę busa. Kiedy wsiedli, zostali powitani najgłośniejszymi okrzykami, jakie Chanyeol kiedykolwiek słyszał od dziewięciu osób. Baekhyun pochwycił spojrzenie Chanyeola i uśmiechnął się.
Chanyeol odwzajemnił uśmiech.




Jongin był w swoim pokoju, westchnął, dąsając się o to, że WSZYSCY jego przyjaciele spędzą wakacje razem, a on znów będzie sam w swoim domu.
Nie obwiniał swoich rodziców. W końcu za bardzo się o niego troszczyli.
Jednak czasami chciał, żeby po prostu wzięli się w garść i pozwolili mu jechać. Miał już dziewiętnaście lat, dlaczego nie mogli zostawić go w spokoju?
Czuł się zgorzkniały, myśląc o tym. Zwłaszcza że Kyungsoo był z nimi… Wszyscy byli w stanie go zobaczyć, a Jongin jako jedyny nie…
Poczuł, jak jego telefon wibruje.
Chen: Jedziemy po ciebie. ;)))))))))
Głupio się w to wpatrywał. Co?
Jongin zaczął z niepokojem krążyć po pokoju, zastanawiając się, co, do cholery, ta wiadomość oznacza. Otworzył drzwi i wyjrzał na dół, po czym znów zaczął krążyć po pokoju. Odpisał, znowu krążył, później znów napisał, znowu krążył i pisał jeszcze częściej.
Po godzinie poddał się, czując ogromną frustrację. Zażartował ze mnie. Wściekły Jongin podskoczył na swoim łóżku i zaczął się szamotać. Zażartował ze mnie!
W środku frustracji Jongin zasnął.
Obudził się przez dziwne stukanie. Mrugając, Jongin podniósł głowę, niemal krzyknął, gdy zobaczył, że Joonmyun zagląda do środka. Z szeroko otwartymi oczami patrzył, jak jego współlokator otwiera okno, spokojny i opanowany.
– Chodźmy – powiedział cicho.
– I-I-I-I-Iść, gdzie? – wyjąkał przerażony Jongin.
– Chen do ciebie nie dzwonił? – Joonmyun westchnął. – Ten idiota.
– Co? Naprawdę przyjechaliście? – Jongin wstał na drżących nogach. Jednak Joonmyun wydawał się być naprawdę niecierpliwy.
– Pospiesz się.
– J-J-Ja… Moi rodzice mi n-n-nie pozwolą. – Jongin bezradnie stał w miejscu.
– Porywamy cię.
– Ale moi… moi rodzice…
Joonmyun zdawał się myśleć, że to nie zadziała, więc znowu wyjrzał na zewnątrz. Jest ich więcej? Zastanawiał się Jongin.
– Kyungsoo! – usłyszał krzyk Joonmyuna. Serce Jongina stanęło mu w gardle. – Kyungsoo, chodź tu!
Kyungsoo? Serce Jongina pędziło. Jakby próbując to sobie udowodnić, podszedł do okna i wyjrzał. Rzeczywiście, urocza twarz Kyungsoo pojawiła się w polu jego widzenia, te duże oczy patrzyły na niego.
On też tu jest, żeby mnie wyciągnąć?
Zażenowany Jongin cofnął się, serce waliło mu w gardle, nie był nawet w pełni świadomy, że Joonmyun z gracją wszedł do środka.
– C-Co ty-
– Biorę twoje rzeczy, oczywiście – odpowiedział spokojnie Joonmyun, odwrócił się, by przeszukać szafę Jongina.
– Zaczekaj! Hyung, nie mogę-
– Jongin? – Anielski głos zabrzmiał cicho ze strony okna. Jego serce znów pędziło, Jongin odwrócił się, by ujrzeć w oknie Kyungsoo patrzącego na niego niewinnie.
– K-Kyungsoo – przywitał się Jongin. Po swoim wyznaniu nie rozmawiali dobrze przez długi czas, ale przez ostatnie tygodnie znów zaczęli się dogadywać. Nadal jednak było niezręcznie. Jednakże Jongin poczuł wielką ulgę, widząc go.
– Idziesz? – spytał Kyungsoo, uśmiechając się lekko. – Wszyscy czekamy.
– Och… – Jongin rozejrzał się. Nie wiedział, co go ogarnęło. – Uch, tak, zaraz tam będę…
– Gotowe – powiedział prosto Joonmyun, wręczając Kyungsoo torbę. – Chodźmy na dół.
Kyungsoo kolejny raz uśmiechnął się do niego zachęcająco, a potem zniknął na drabinie. Jongin patrzył, jak Joonmyun za nim podąża i w końcu on także niepewnie zszedł na dół.
Dotknął ziemi, słysząc powitania od wszystkich przyjaciół, których bał się, że nie będzie słyszał przez dwa miesiące.
Kiedy podniósł wzrok, prawie rozdziawił usta z zaskoczenia. Stał przed nimi bus i wyglądało na to, że wszyscy jego przyjaciele przybyli, by go zabrać. Wszyscy byli tu dla niego.
Jongin był bardzo poruszony.




Przyjechali do letniej willi Minseoka wieczorem. Wszyscy rozmawiali i grali ze sobą w gry przez całą drogę, więc nikt nie był naprawdę zmęczony.
– Minseokkie powiedział, że zatrudnia kucharzy i panie od sprzątania, żeby pomagali nam przez wakacje – krzyknął Chen swoim silnym głosem, żeby dotarło do wszystkich.
– Hej, dlaczego sam nie może nam o tym powiedzieć? – zapytał zaciekawiony Chanyeol.
– Tak! – dodał Kris. – On tu jest hyungiem.
– Minseokkie nie lubi dużo gadać przed takimi idiotami jak wy! – ryknął Chen. Kris wstał, gotów zaatakować. Chanyeol westchnął, zastanawiając się, dlaczego, do cholery, w ogóle to zaczął.
– Dobra, dobra, dobra… – Minseok pociągnął Chena za ramię, uśmiechając się lekko. Wcale nie wyglądał na podenerwowanego! – Wszyscy, wysiadajmy. Jestem pewien, że już przygotowali dla nas obiad.
Po tym wszyscy wybuchli wiwatami, wstając i biorąc swoje torby. Chanyeol uśmiechnął się, przyciskając swój nos do nosa Baekhyuna z uczuciem, zanim odchylił się do tyłu. – Jesteśmy.
– Jesteś taki dziecinny – mruknął Baekhyun, ale uśmiechał się.
– Czy to nie to we mnie lubisz? – Chanyeol uśmiechnął się szeroko, kiedy obaj czekali, aż wszyscy wysiądą, a potem podążyli za nimi jako ostatni.
– Śnij dalej – odparował Baekhyun, marszcząc brwi.
Weszli do willi, napotykając piękne marmurowe podłogi i wysokie, wysokie sufity. To przypominało Chanyeolowi o domu Baekhyuna. Wszyscy zgromadzili się w wielkim przedpokoju, który był tak duży jak stołówka, tyle że pusty.
– Dobra! – ryknął Chen. Wszyscy przestali podziwiać sufit, podłogę oraz wazy w rogu i odwrócili się do niego. Minseok stał obok, a wszystkie ich torby leżały na środku. – Najpierw musimy ustalić, które pokoje bierzemy.
– Więc Minseok tutaj mówi, że jest tylko osiem pokoi. Wiecie, co to oznacza? NIEKTÓRZY Z NAS BĘDĄ MUSIELI SIĘ DZIELIĆ! – powiedział Chen. Baekhyun przewrócił oczami – jego najlepszy przyjaciel był takim idiotą.
– JA SIĘ NIE DZIELĘ! – powiedział głośno Sehun. Grupa znów wybuchła szeptami i pomrukami. Chanyeol naprawdę nie miał nic przeciwko.
– Ja, oczywiście, będę się dzielił z Minseokiem~ – oświadczył Chen, obejmując Minseoka ramieniem. Chanyeolowi nie umknęło, że Lu Han się zaśmiał.
– Przepraszam, Jongdae-yah, biorę swój własny pokój – mruknął Minseok. Wszyscy się zaśmiali, Lu Han najgłośniej, a Chen zaczął narzekać.
– Próbowałem tego wcześniej, przykro mi! – zawołał Lu Han, a potem śmiał się razem z Yi Xingiem. Chen posłał im obu groźne spojrzenie.
Chociaż doszedł do siebie, jakaś jego część nadal brzmiała nieco zgorzkniale, kiedy pytał reszty grupy, czego chcą. Wszyscy dalej się sprzeczali, głównie chcąc pokoju dla siebie, inni szukali partnera na wypadek, gdyby nie dostali oddzielnego pokoju, później zaczęli kłócić się o partnerów. W końcu Minseok podjął decyzję.
– Dobra, po prostu wyjmę imiona z czapki, ludziska – krzyknął Minseok. – Nie ma kłócenia się – dodał później. Z jakiegoś powodu miało to magiczny efekt i ostatecznie wszyscy się uciszyli.
Dosłownie wyjął czapkę (z torby Sehuna) i napisał imiona na podartych skrawkach papieru, zanim włożył je do środka.
– Soliści~ – zawołał, stając prosto i wyciągając przed siebie czapkę. Oczy wszystkich rozszerzyły się w zniecierpliwieniu. – Ja oczywiście jestem wyjątkiem – dodał. Chen wyglądał kwaśno.
– Dobrze, więc… – Minseok wyjął pierwsze imię. – Chen.
– TAK! Frajerzy! – Chen chwycił swoją torbę, wyglądając teraz o wiele bardziej radośnie. W końcu Chen był typem samotnego wilka poza czasem, kiedy chodziło o Minseoka. Żartobliwie pokazał język. – Każdy pokój ma królewskie łoże, tak w ogóle, więc wszyscy możecie dzielić łóżka razem. Jestem pewien, że wam to odpowiada? – Urocze oczy Minseoka przeskanowały pokój, czekając na reakcję. Wszyscy burknęli.
– Zaraz, zanim powiecie jeszcze coś – zawołał Tao. Sehun wyglądał obok niego na bardzo zdeterminowanego. – Jaka jest dzisiejsza data?
–…Piętnasty sierpnia… – odrzekł Minseok, przekrzywiając głowę w zdezorientowaniu.
– Jaka? – zapytał Tao, przyciskając dłoń do ucha, choć Chanyeol był na tysiąc procent pewien, że dokładnie usłyszał, co powiedział Minseok.
– Piętnasty sierpnia.
– CO?!!!!
–…Jesteś idiotą, Tao-
– Właśnie! Właśnie tak, Sehun, miałem rację co do daty! – krzyknął Tao w stronę Sehuna, który wyglądał na bardzo poirytowanego. – Piętnasty sierpnia! Piętnasty sierpnia! Nie dziesiąty sierpnia, ponieważ to pamiętny dzień, kiedy moja pupilka Candy znalazła miejsce w moim sercu!
– Dzieci… – Minseok westchnął, kiedy tamci dwaj zaczęli się sprzeczać. – Jakby nie robili tego wystarczająco często.
– Chłopaki, przestańcie! – krzyknął Joonmyun, odrywając ich dwóch od siebie. Skrzyżowali ramiona, posyłając sobie groźne spojrzenia. Minseok znowu westchnął, wyjmując karteczkę z czapki.
– Następny… Kyungsoo! – Wszystkie oczy zwróciły się na Kyungsoo, którego oczy były jeszcze większe. Nie odezwał się, tylko z szeroko otwartymi oczami podszedł po swoją torbę i wziął ją. – W porządku, Soo. Zaczekaj tu, twoja sypialnia będzie zaraz obok następnego solisty, którego wywołam. – Kyungsoo stał obok Minseoka, skanując wzrokiem wszystkich. Chen już zniknął, by zwiedzać.
– Następny… Baekhyun. – Baekhyun wstał, kiedy Chanyeol szepnął za nim „Szczęściarz!”. Uśmiechnął się i wziął swoją torbę, przesunął się, by stanąć obok Kyungsoo. Minseok pokazał jednemu z ochroniarzy, by wskazał im drogę. Wszyscy teraz jęczeli, zdając sobie sprawę, że to oni będą musieli dzielić się pokojami. Mówiąc szczerze, Chanyeol tak naprawdę nie miał nic przeciwko temu, że będzie z kimś dzielił pokój, bo był pewien, że z każdym będzie mu wygodnie. Kris uczepił się Joonmyuna, jakby od tego zależało jego życie, a Joonmyun westchnął.
– Dobrze, teraz pary! – powiedział Minseok z entuzjazmem, tym razem wyjmując dwa imiona. – Uch… Kris i Yi Xing!
Chanyeol niemal zaśmiał się na głos, kiedy Joonmyun odwrócił się, by spojrzeć na Krisa, który zastygł w miejscu. Był zawiedziony, że nie dostał pokoju z Joonmyunem. Przypomniał sobie, że Yi Xing był jednym z jego wielu miłostek i był pewien, że Joonmyun też to zrobił.
– Pewnie! – odpowiedział radośnie Yi Xing, chwytając swoją torbę i czekał na Krisa. Kris od razu wstał, nie był świadomy śmiertelnego spojrzenia Joonmyuna, kiedy patrzył na wszystkich innych. – LEPIEJ NIE DOTYKAJCIE MOJEGO JOONMYUNA! – Potem wziął swoją torbę i odszedł z Yi Xingiem, śmiał się i uśmiechał do młodszego.
Chanyeolowi było przykro z powodu Joonmyuna, który wydawał się dość straszny, gdy był zazdrosny. W końcu razem niemal całkowicie przeszli przez zazdrość. Czując ból Joonmyuna, Chanyeol przesunął się, aż siedział obok przyjaciela.
– Wszystko w porządku, ten idiota jest tak lojalny, jak to tylko możliwe. – Chanyeol uśmiechnął się. Joonmyun zarumienił się z zażenowania.
– K-Kto powiedział, że czuję się niepewnie? – mruknął, bawiąc się swoimi palcami. Chanyeol przysięgał, że to pierwszy raz, kiedy rozmawiał z łatwo-denerwującym-się Joonmyunem – w czasie innych razów zawsze rozmawiał z Seksownym Joonmyunem. Po tym uśmiechnął się, wiedząc, że przynajmniej ktoś taki jak Joonmyun ma stronę, która jest czytelna dla wszystkich innych.
– Następnie… Lu Han i Sehun! – krzyknął Minseok. Lu Han wyciągnął rękę do Sehuna, który natychmiast porzucił myśli o spaniu samotnie, przybijając piątkę ze zwycięskim uśmieszkiem. Wstali, by wziąć swoje torby, teraz Lu Han całą swoją uwagą obdarzał maknae, lekko się z nim drocząc, co robił zawsze, kiedy Sehun był w pobliżu – to nawyk.
– Następni… Jongin i Tao! – Jongin posłał uśmiech Tao, który odpowiedział mu tym samym, kiedy pomagali sobie wstać z podłogi i pospieszyli, by wziąć swoje torby, a potem odeszli, rozmawiając.
Joonmyun i Chanyeol spojrzeli na siebie. Tylko oni zostali.
– Cóż, wasz pokój jest na samym końcu, na samej górze. – Minseok wzruszył ramionami, biorąc swoją torbę. – Jestem pewien, że to dobry wybór. Kris prawdopodobnie zabiłby każdego innego, kto dzieliłby pokój z Joonmyunem.
– D-Dlaczego po prostu nie możesz umieścić ich razem? – wyjąkał Chanyeol. – To znaczy, czy nie byłoby łatwiej-
– Ponieważ wszyscy ciągle narzekają. – Minseok złapał się za głowę. – Przyprawiacie mnie o ból głowy. – Potem odszedł, samotna sylwetka zniknęła w cieniu.
– Bardziej martwię się o Krisa – wymamrotał Joonmyun. Może Chanyeol nie potrafił zrozumieć, ponieważ Baekhyun miał swój własny spokój, ale był pewien, że czułby się tak samo, gdyby był na miejscu Joonmyuna. W końcu wyruszyli, by znaleźć swój pokój.




– Myeonnie! – biadolił Kris, wpadając do pokoju. Chanyeol siedział na łóżku, grając na telefonie, a Joonmyun upewnił się, że jego część łóżka była schludna i wygodna.
– Kris? – Joonmyun nawet nie miał czasu, by zapytać, co jego chłopak, do cholery, tu robi, ponieważ Kris przygarnął go do niedźwiedziego uścisku. Chanyeol wzdrygnął się, czując wielkie osamotnienie i pominięcie.
– Proszę, Kris, znajdź sobie inne miejsce, by marudzić i narzekać – powiedział poważnie Chanyeol. Kris odwrócił się i posłał Chanyeolowi groźne spojrzenie, a potem kopnął w niego kapciem.
– Jakim przyjacielem jesteś? – Kris wydął wargi. – Nie waż się-
– Dotykać Joonmyuna, tak, tak. – Chanyeol przewrócił oczami. – Jakbym w ogóle chciał.
– Co?! – Kris odstawił Joonmyuna na ziemię i odwrócił się twarzą do najlepszego przyjaciela. – Co to miało znaczyć?! Że Joonmyun nie jest atrakcyjny? Że Joonmyun nie jest pociągający-
– Jestem pewien, że po prostu chciał powiedzieć, że jest w związku. – Joonmyun westchnął, ale jego policzki były zarumienione, był zadowolony, że Kris go bronił.
–…Och. – Kris zmarszczył brwi zmieszany. – Cóż! Muszę ci powiedzieć, że Joonmyun jest najbardziej atrakcyjną, najbardziej pociągającą osobą na całym świecie!
Chanyeol zmarszczył brwi, chcąc się spoliczkować. Dlaczego zawsze musiał znajdować się w centrum miłosnych spraw Krisa i Joonmyuna?
– Prawda, Myeonnie? – Z całą uwagą znów na Joonmyunie Kris zaczął obsypywać go uczuciami, lecz Joonmyun był zbyt nieśmiały, by je zaakceptować.
– Wyjdź, Kris! – pisnął, popychając Krisa w stronę drzwi. – Przeszkadzasz nam.
– Mój pokój jest na końcu korytarza, Myeonnie! – krzyknął Kris, będąc popychanym w kierunku drzwi. – Czy to nie przeznaczenie? Jesteśmy na tym samym piętrze!
– Odwiedzę cię, obiecuję! – powiedział łagodnie Joonmyun, wykonując ostatnie mocne pchnięcie, zanim zamknął za nim drzwi, dysząc.
– Rany, ale z nim roboty – skomentował Chanyeol. – Czułem się zmęczony, tylko na niego patrząc.
– Jest tego wart – powiedział Joonmyun, mały, nieśmiały uśmiech pojawił się na jego ustach. Chanyeol pożałował, że teraz o tym wspomniał. Uroczo, lecz zawstydzająco było ich oglądać.
– Więc… ty i Baekhyun, co? – zapytał cicho Joonmyun, siadając obok Chanyeola. – Nie spodziewałem się, że tak szybko się zgodzi.
–…Mówiąc szczerze, ja też nie – przyznał Chanyeol. – Tak naprawdę ciągle chciałem się z nim umówić, ale odrzucał mnie od początku. I nagle… jednego dnia, zupełnie znikąd, to on to powiedział.
– Chyba w końcu zrozumiał, hę… – Joonmyun zachichotał. – Wystarczająco długo mu to zajęło.
– Masz na myśli, że mnie zajęło wystarczająco długo. – Chanyeol zaśmiał się.
– Nie… on był wolniejszy – powiedział cicho Joonmyun.
– Hę? Co to znaczy? – Chanyeol odwrócił się, by spojrzeć na swojego spostrzegawczego przyjaciela.
– To znaczy to, co powiedziałem. – Joonmyun uśmiechnął się.
– Nie- ale- Chodzi mi o to, że… lubiłem go przez wieki, więc mnie zajęło dłużej… Nie wiem, kiedy on zaczął mnie lubić, ale wiem, że kiedy to odkryłem, to już było obustronne i-
– To od początku było obustronne – dumał Joonmyun. – W innym razie nie chciałby odwzajemnić twojego pocałunku, prawda?
– S-S-Skąd o tym wiesz? – Chanyeol zarumienił się z zażenowania.
– Musicie zachowywać większą prywatność. – Joonmyun uśmiechnął się. Chanyeol poczuł, że jego uszy się czerwienią. Właśnie wtedy drzwi otworzyły się.
– Hej – zawołał Joonmyun. Chanyeol był zbyt zażenowany, by patrzeć na kogokolwiek, ale i tak odwrócił głowę i zobaczył stojącego tam Baekhyuna. Przypominając sobie, co Joonmyun powiedział tuż przed tym, jak Baekhyun otworzył drzwi, zawstydzony Chanyeol szybko się odwrócił.
– Lepiej nie rób z Joonmyunem nic podejrzanego – powiedział Baekhyun, podchodząc do nich.
– Co? Jak mogłeś- Ja… – Urażony Chanyeol sapnął. – J-Jak mógłbym…
– Jest na to zbyt niewinny, prawda? – Joonmyun zaśmiał się. – Nie przeleciał cię, prawda?
– Nie. – Baekhyun też się zaśmiał, jakby to był temat do śmiania się, a nie coś, co wparowało Chanyeola w zażenowanie. Chanyeol poczuł, że jeszcze bardziej się czerwieni.
– To nie jest śmieszne! – wrzasnął. – Jeśli tak bardzo podoba ci się myślenie, że jestem zwierzęciem, to w zamian pozwól mi spać ze sobą!
– Tylko żartujemy, Yeol – powiedział łagodnie Baekhyun. – Ufam ci, Yeol.
Chanyeol spuścił wzrok, więc Baekhyun nie mógł zobaczyć jego uśmiechu.
– Dzieciak wpada we wściekłość~ – Joonmyun zachichotał, potem Chanyeol poczuł, że łóżko się porusza. – Zostawię to tobie. – Kroki zniknęły za drzwiami, a te zamknęły się cicho.
Zapadła cisza. Chanyeol chciał, żeby Baekhyun przeprosił, w pełni wiedząc, że zachowuje się dziecinnie i w pełni wiedząc, że Baekhyun wie, że zachowuje się dziecinnie.
Obaj byli uparci.
–…Dobra, przepraszam, Chanyeol – zagruchał miękki, kojący głos Baekhyuna. Chanyeol poczuł, jak dłonie delikatnie łapią go za ramiona, odrywając je od jego piersi. Chanyeol nadal nie patrzył na Baekhyuna, chcąc go przywabić.
– Ufam ci we wszystkim, Yeol – wydyszał Baekhyun, teraz blisko jego ucha. Chanyeol poczuł miód i truskawki i nie mógł dłużej pozostawać wściekły. Z prędkością błyskawicy Chanyeol wyciągnął ręce i złapał Baekhyuna w talii, przyciągając go do siebie. Siła sprawiła, że się przewrócił, a Baekhyun znalazł się na nim. Uśmiechnął się głupawo, czując na sobie ciężar Baekhyuna.
– Mam cię! – Zaśmiał się. Baekhyun zmarszczył brwi. Chanyeol zauważył, że całe jego ciało zesztywniało.
– Dziecinne – mruknął. Chanyeol nie przejmował się, oplatając ramieniem ciało Baekhyuna, trzymał go blisko. Baekhyun oparł głowę na jego piersi, nie próbując się odsunąć.
– Ale poważnie. Dlaczego nie możesz dzielić pokoju ze mną? – zapytał Chanyeol, wydymając wargi. – Niech Joonmyun ma ten pokój sam.
–…Nie – odrzekł w końcu Baekhyun. – Chcę wiedzieć, jak to jest mieć pokój samemu.
– Nie, żebyś nie miał całego pokoju dla siebie! – Chanyeol usiadł, nadal mając Baekhyuna w ramionach. – Masz największą sypialnię w swoim domu, na litość boską!
– To się nie liczy. – Teraz Baekhyun się odsunął, schodząc z jego kolan. – Mam dosyć twojej obecności, Chanyeol.
–…Ostro. – Chanyeol westchnął. – I pomyśleć, że kochankowie powinni być nierozłączni w takim czasie.
– Chcę tylko, żebyś miał swoją przestrzeń osobistą, wiesz? – ciągnął Baekhyun.
– Ale kiedy dzielę pokój z chłopakiem kogoś innego, nie mam przestrzeni osobistej, Baek! – wykrzyczał Chanyeol. – Co jeśli coś się stanie-
– Ale nie stanie – odpowiedział spokojnie Baekhyun. – Tak naprawdę czuję ulgę, że Joonmyun jest w pokoju z tobą. On nie jest singlem, ty nie jesteś singlem, więc obaj jesteście z kimś związani i niczego nie zrobicie.
– Nie, ale-
– Ufam ci, Yeol. Nadal tak jest – wciął się Baekhyun. – Tylko po prostu… naprawdę nie ufam nikomu innemu.
– Co to znaczy? – Chanyeol, zdumiony, otworzył szeroko oczy.
– Kyungsoo – powiedział cicho Baekhyun. – Znając go, on prawdopodobnie nic by ci nie zrobił.
– Tak, więc dlaczego-
– Ale miłość popycha ludzi do robienia szalonych rzeczy – mówił dalej Baekhyun. – I miłość zmienia ludzi w inne osoby. Nie wiesz, co mogłoby się stać.
Chanyeol siedział w miejscu oniemiały.
Po raz pierwszy od dnia, kiedy Baekhyun powiedział mu wszystko, Chanyeol zobaczył okruch niepewności Baekhyuna. Chociaż Chanyeol nie wiedział, dlaczego, do cholery, Kyungsoo miałby zrobić coś z nim, wiedząc, że jest w związku z kimś innym, powtarzał sobie, że w sytuacji Baekhyuna wyglądało to inaczej i że nigdy nie zrozumie, przez co Baekhyun przeszedł.
Miłość była dla Baekhyuna potworna, ale teraz dawał jej kolejną szansę. Chanyeol nie chciał dawać Baekhyunowi krztyny niepewności.
– Poza tym chcę zobaczyć, jak dzielisz pokój z innymi osobami – powiedział Baekhyun dość wesoło. Chanyeol westchnął, wyciągając rękę, by złapać dłoń Baekhyuna – tylko po to, aby Baekhyun lekko się wzdrygnął.
– Baek, coś jest nie tak?
–…Nic. – Baekhyun wstał. Chanyeol przysięgał, że jego nogi lekko drżały. –…Nie musisz się martwić, Yeol. Zobaczymy się na dole. – Potem zamknął za sobą drzwi, zostawiając Chanyeola bardzo zdezorientowanego.




Nie zajęło Chanyeolowi długo, by to pojąć.
Wyjął telefon, chociaż już wiedział. Data mówiła: Piętnasty sierpnia.
Zbliżał się okropny tydzień Baekhyuna. Prawdopodobnie przypomniał sobie o tym, kiedy Tao i Sehun wcześniej głupio się kłócili, zaakcentowano to, kiedy powtarzali datę. A on to czuł, chociaż wyraźnie doszedł do siebie po swoich traumach z przeszłości.
Właśnie dlatego był tak odległy i powściągliwy. Bał się fizycznego kontaktu.
Chanyeol wzmocnił uścisk na telefonie, był zdeterminowany, by dobrze zająć się Baekhyunem, ale nie robić czegoś, co przekroczyłoby granicę.
Wtedy wszedł Joonmyun, był zaskoczony, widząc Chanyeola samego.
– Czy możesz mi… pomóc, proszę? – spytał Chanyeol. Oczy niższego rozszerzyły się w zszokowaniu. – Zająć się Baekiem w tym tygodniu… proszę, pomóż mi się nim zaopiekować.
Joonmyun nie powiedział nic, ale skinął głową, rozumiejąc powagę sytuacji bez pytania.
– Będzie przechodził ciężki okres, a ja… jestem takim idiotą. – Chanyeol ukrył twarz w swoich dłoniach. – Zapomniałem.
– W porządku – szepnął Joonmyun. – Podczas szczęśliwych momentów ludzie mają tendencję do zapominania o najważniejszych sprawach.




Następnego ranka niemal zapomniał o wszystkich zmartwieniach z poprzedniego wieczoru. Czując się radośnie, wyszedł z pokoju i szedł wzdłuż korytarza w stronę schodów.
Po drodze zobaczył kucającego na środku Sehuna, Lu Han był obok, obejmując go, pytał niezręcznie, co jest nie tak. Chanyeol także się pochylił. Sehun wyglądał, jakby nie spał całą nos.
– To było okropne… – Sehun jęknął, trzymając rękę we włosach. Lu Han wyglądał, jakby czuł niezwykłe poczucie winy.
– Co się stało? – zapytał Chanyeol, pomagając Lu Hanowi zaprowadzić Sehuna do ich pokoju.
– Nie wiem… Byłem w pokoju Yi Xinga i Krisa, graliśmy w karty do trzeciej zeszłej nocy i zostawiłem Sehuna samego w pokoju… Myślałem, że wszystko będzie w porządku, ponieważ powiedział, że chciał cały pokój dla siebie.
– To było takie straszne… – zaszlochał Sehun.
– Potem wróciłem, żeby się położyć, ale zdałem sobie sprawę, że go nie ma. – Lu Han wyglądał na zmęczonego. – Pomyślałem, że zrobił prawdopodobnie to samo co ja, poszukał kogoś, żeby sobie pograć… I wtem dziś rano usłyszałem kogoś drapiącego w drzwi i… on tam był, przestraszony do granic możliwości.
– To było okropne… – jęknął Sehun.
– Ten idiota tylko się popisuje! – Chanyeol przewrócił oczami. – Nie może spać sam, jeśli to ostatnia rzecz, jaką miałby zrobić! – Lekko wyjął dłonie Sehuna z jego włosów. Choć Sehun zawsze jęczał i czasami płakał w ten sposób, Chanyeol miał co do tego złe przeczucie.
– Powiedz mi, co się stało, Sehun – poprosił Chanyeol, jego wzrok był pewny, gdy wytrzymywał spojrzenie Sehuna. W końcu Sehun czknął.
– Ja… Lu Hana-hyunga tu wczoraj nie było… Nie mogłem spać bez nikogo… Więc poszedłem kogoś poszukać… – wyjąkał Sehun. Miał worki pod oczami.
Dlaczego on nie wraca? Pomyślał Sehun, wpatrując się w ciemność. Nie słyszał nic. Ściany muszą być dźwiękoszczelne, skoro nic nie słychać z drugiej stron. Lu Han-hyung, pospiesz się…
Po jakichś dziesięciu minutach, Sehun zrezygnował z czekania. Nigdy nie lubił spać sam. Myślał, że po tylu latach będzie w stanie w końcu zmężnieć i być w pokoju samemu, ale dzisiejsza noc, udowodniła mu, że nie może tego zrobić.
Usiadł. Z początku chciał wybiec, poszukać Lu Hana i powiedzieć mu, żeby wrócił. Mając w myślach ten cel, Sehun założył kapcie i wygramolił się z łóżka, przełknął ślinę z powodu ciszy, która zdawała się przepełniać pomieszczenie.
Otworzył drzwi i wyszedł na zewnątrz. Nie musiał być bardzo dyskretny, ponieważ ściany były dźwiękoszczelne, a drzwi nie skrzypiały. Szukał światła, które wylewało się ze szczeliny spod drzwi i naprawdę jedno znalazł – w pokoju obok niego. Przycisnął ucho do drzwi. Usłyszał śmiech i głośny jęk frustracji Krisa. Lu Han zdawał się dobrze bawić. Z jakiegoś powodu, będąc nieposłusznym jak to lubił być, Sehun nie chciał im przeszkadzać.
Więc poszedł dalej i zapukał do drzwi.
– P-Potem pierwszym pokojem, który znalazłem, był jego pokój… Obudził się i powiedział, żebym przyszedł do jego łóżka… Bardzo się ucieszyłem… bo ktoś pozwolił mi ze sobą spać…
– Kto tam?
– S-Sehun… – wymamrotał cicho Sehun. – Lu Han-hyung gra gdzieś indziej, a-a ja nie mogę spać sam. M-Mogę dziś spać z tobą?
Spodziewał się odmowy. Spodziewał się odrzucenia. W końcu kto przy zdrowych zmysłach chce się dzielić własnym łóżkiem?
–…Chodź tutaj. – Głos był łagodny i miły, a jednak coś było nie tak. Brzmiał na spięty. Brzmiał wymuszenie. Co więcej brzmiał na zaniepokojony. Sehun z wdzięcznością zamknął za sobą drzwi i pospieszył w stronę łóżka, a potem wszedł do niego.
– To wszystko… wszystko na początku było dobrze, a potem… potem zaczął jęczeć przez sen. Pomyślałem, że dzieje się coś złego i… pytałem go, dlaczego to robi… Pomyślałem, że p-próbuje mnie przestraszyć… ale nie odpowiedział… tylko jęczał i szamotał się… i zaczął krzyczeć… – Sehun ukrył twarz w dłoniach. Chanyeol miał co do tego złe przeczucie.
Sehun spodziewał się prawdopodobnie miłej pogawędki przed snem, ale on nie wydawał się na to chętny. W końcu ogarnęła ich cisza, a jego oddech wyrównał się, więc Sehun wiedział, że już śpi.
Kiedy Sehun też już miał zapaść w sen, usłyszał nienaturalne poruszenie.
– Hyung?
–…Mmh… – Jęk był cichy, a potem zdawał się przybierać na sile. – Mmph… Nnh… N-Nie…
– Hyung? – Teraz serce Sehuna biło mocno. Podniósł się nieco, próbując dostrzec coś w ciemności. Ale nie mógł, ponieważ jego wzrok się nie przyzwyczaił. – T-To nie jest śmieszne, hyung… – Jęki jedynie stały się głośniejsze i bardziej podenerwowane.
– Nie… przestań…
– P-Proszę, przestań…
– Proszę…
– N-Nie…
– To boli…
– Pomocy…
– Proszę… pomóż mi…
– Potem zdałem sobie sprawę, że śpi, w-więc usiłowałem go obudzić… Ale ciągle mnie odpychał… Dalej krzyczał… Powtarzał „Nie, odejdź ode mnie!”, „Przestań…” i… „P-Proszę, nie…” – Sehun podniósł wzrok, miał łzy w oczach. Chanyeol nigdy w życiu nie widział go tak przestraszonego. – Chanyeol… co jest nie tak z Baekhyunem-hyungiem? Dlaczego taki jest?
Ciężar w sercu Chanyeola spadł do jego żołądka. Wstał na drżących nogach tak gwałtownie, że Lu Han i Sehun wzdrygnęli się, zaalarmowani. Bez żadnego słowa Chanyeol wytoczył się z pokoju.





Podczas śniadania Chanyeol odciągnął Chena na stronę.
– Czy dziś w nocy mógłbyś dzielić pokój z Baekiem? – szepnął Chanyeol. Chen uniósł brew i już miał zaprotestować. – W tym tygodniu będzie zachowywał się zabawnie.
Chen wyżej uniósł brew.
– Pamiętasz, co mi powiedziałeś? Jak zniknął na tydzień? – syknął Chanyeol. Chen zrozumiał, a jego usta przybrały kształt litery „O”. – Będzie miał koszmary. N-Nie wiem, jak pomożesz mu dziś w nocy, nie pokazując, że wiesz, że się szarpie, ale bądź dla niego, co?
–…Myślałem, że wolałby ciebie-
– Nie. Prawdopodobnie jestem ostatnią osobą, której teraz chce – przyznał Chanyeol. – Chcę tylko sprawić, by myślał, że się nie przejmuję, wiesz? – Chen pokiwał głową.
– Czy… – zaczął Chen, a potem urwał, wyglądając niepewnie. – Czy… czy on ci powiedział? Wiesz… co się stało i w ogóle? – Chen podniósł na niego wzrok.
– Tak… – odparł Chanyeol. – Tak, powiedział.
– Och… – Chen znowu urwał. Kolejny raz Chanyeol widział w oczach Chena poczucie winy, gdy ten patrzył na swoje stopy.
– Nie stresuj się. – Chanyeol poklepał go po plecach. – Jedynym sposobem, by mu to wynagrodzić będzie to, że będziesz przy nim teraz, prawda? – Chen podniósł wzrok i uśmiechnął się słabo.
– Tak.
– To nie była niczyja wina – odpowiedział Chanyeol. Tylko tych pojebów. – Więc przestań się obwiniać.
Z jakiegoś powodu uśmiech Chena stał się żywszy i skierowali się z powrotem do stołu ze śniadaniem.




Po śniadaniu wyszli razem na plażę. Chanyeol patrzył, jak Jongin ze wszystkich sił stara się dogonić Kyungsoo. Yi Xing, Kris i Lu Han szli razem i szybko rozmawiali po chińsku, Sehun zdawał się dojść do siebie, najwyraźniej dzięki śmiesznym minom Tao, kiedy próbował pocieszyć swojego współlokatora. Minseok i Chen zdawali się dość oddaleni od siebie, jakby Chen nadal był trochę zły o to, że nie mógł dzielić z Minseokiem pokoju ostatniej nocy. Joonmyun szedł i rozmawiał z Baekhyunem, a Baekhyun nieznacznie się uśmiechał.
– Plaża!!! – krzyknął Tao, kiedy ich stopy dotknęły miękkiego piasku, oderwał się od wszystkich pozostałych, biegnąc w stronę brzegu z rękami w powietrzu. Wszyscy śmiali się, gdy Tao zdjął koszulkę, a potem zanurzył się w wodzie.
– Myślałem, że chciał pospacerować po plaży? – odezwał się Baekhyun.
– Wygląda na to, że zdał sobie sprawę, że plaża nie jest tylko do spacerowania. – Kris uśmiechnął się.
– Dobra! Myślę, że powinniśmy coś porobić, nie wydaje wam się? – Joonmyun spojrzał na wszystkich.
– Chcę pograć w piłkę! – wrzasnął Lu Han.
– Czy nie możemy po prostu zrelaksować się na plaży? – zapytał Kyungsoo.
– Nie! To czas naszej młodości! – sprzeczał się Lu Han. – Musimy robić coś aktywnego! – Wielu z nich jęknęło.
– Dobrze, mamy dwie opcje, siatkówka plażowa i relaks na plaży – powiedział Joonmyun. Lu Han i Kyungsoo wyglądali na zadowolonych. – Siatkarze stają za Lu Hanem. Reszta ustawia się z Kyungsoo. – Chanyeol patrzył, jak Baekhyun przesuwa się, by stanąć z Kyungsoo, więc poszedł za nim. Kiedy dyskutowali o tym, co będąc robić, a Chanyeol nadal kierował się w stronę Baekhyuna, ktoś złapał go za ramię. Odwrócił się. Po raz kolejny Sehun wyglądał poważnie.
– W-Wszystko w porządku, prawda? – Przerażony wyraz znów pojawił się w oczach Sehuna, gdy teraz nie było Tao. Odzwierciedlał uczucia Chanyeola, ale Chanyeol jedynie mógł zebrać całą swą odwagę i zmierzwić Sehunowi włosy.
– Wszystko w porządku. Nie martw się – zapewnił Chanyeol, mnóstwo czułości wezbrało w nim, gdy widział, jak Sehun tak bardzo się o kogoś troszczy. – Baek… nie miał dobrego życia, więc to naturalne, że śni o tych sprawach. – Sehun milczał, poruszając stopami z piaskiem.
– Co było tak okropne, że sprawiło, iż… brzmi na takiego przestraszonego? – szepnął Sehun.
– Nic, czym miałbyś się przejmować – odrzekł Chanyeol, poklepując najmłodszego po plecach. – Słuchaj, Sehun, teraz najlepiej będzie, jak nikomu innemu o tym nie powiesz i tylko będziesz czuwał nad hyungiem, dobrze? – Sehun słabo skinął głową. – I zachowuj się przy nim normalnie. Tak?
–…Tak – mruknął Sehun.
– I powiedz Lu Hanowi-hyungowi, żeby też nikomu nie mówił, dobrze? – Sehun pokiwał, uśmiechając się lekko, a potem pobiegł do drużyny siatkarzy. Chanyeol odwrócił się w drugą stronę i poszedł za plażowiczami. Pobiegł i dogonił ich, odnajdując Baekhyuna pochłoniętego rozmową z Kyungsoo.
– Nie mam nawet szansy. – Jongin westchnął, wlokąc się za tą dwójką, kiedy Chanyeol dołączył do niego. – Nie wiem nawet, co powiedzieć.
– Myślałem, że jesteście blisko? – zapytał wyzywająco Chanyeol. Jongin posłał mu spojrzenie. – Mam na myśli to, że jesteście bardzo blisko, więc czemu pozwalasz, żeby głupia gadka weszła ci w drogę?
– Ale hyung i Soo… muszą być bliżej – mruknął Jongin. Chanyeol zaśmiał się.
– Jongin, oni byli współlokatorami jedynie przez kilka tygodni. Nie znali się długo.
– My nigdy nie byliśmy współlokatorami!
– Ale jesteście bliskimi przyjaciółmi – powiedział Chanyeol. – Baek nie rozmawiał z Kyungsoo za wiele, kiedy zmienił pokój.
– Ale-
– Och, no idź, co? – Chanyeol popchnął Jongina. Niższy z początku się wahał, szedł chwiejnie, ale w końcu podszedł do nich, pojawiając się obok Baekhyuna, by dołączyć do ich rozmowy. Baekhyun zdawał się rozumieć i powoli, stopniowo zwolnił kroku, aż nie byli tuż przed nim, zwolnił jeszcze bardziej, by Chanyeol do niego dołączył.
– Byłoby miło, gdyby się zeszli – powiedział cicho Baekhyun. Chanyeol zerknął na niego – jak Baekhyun mógł być tak rozkosznie przystojny? Zwalczył chęć złapania mniejszego za rękę. W końcu Jongin i Kyungsoo znaleźli miłe miejsce w cieniu drzewa i cała czwórka usiadła.
Właśnie wtedy Tao wynurzył się z wody i przybiegł do nich.
– Hej, chłopaki! – przywitał się entuzjastycznie, dołączając do nich pod drzewem. – Woda jest świetna, powinniście spróbować!
– Może później – powiedział Baekhyun. – Nadal jest wcześnie.
– Jasne. – Tao uśmiechnął się. Kyungsoo położył się na piasku, wyjął okulary, zanim założył je sobie na nos. – To jest prawdziwa definicja relaksu – zauważył Tao. Wszyscy zaśmiali się.
Kiedy Joonmyun i Sehun dotarli z arbuzem, Jongin i Kyungsoo już spali.
– Chodźcie tu – zawołał Baekhyun do Sehuna, poklepał piasek obok siebie, kiedy zdał sobie sprawę, że Sehun szuka dobrego miejsca do siedzenia. Sehun wzdrygnął się, wyglądał na podenerwowanego, kiedy rzucił się, aby usiąść obok Chanyeola. Baekhyun zachichotał.
– Musiałem mocno go kopnąć, kiedy spałem – szepnął Baekhyun, lecz Chanyeol jedynie mógł spojrzeć na Sehuna, który wyglądał, jakby miał wielkie poczucie winy.
Baekhyun już miał wyciągnąć rękę po arbuza, ale Chanyeol zauważył, że kilka ziarenek piasku przykleiło mu się do palców. Instynktownie sięgnął dłonią i złapał rękę Baekhyuna, strzepując piach. Baekhyun natychmiast się wyrwał, choć jego twarz nic nie wyrażała, gdy sięgał po arbuza.
Joonmyun to zauważył. Uniósł brew na Chanyeola. Wyższy jedynie ponuro wzruszył ramionami.




Po obiedzie stłoczyli się w wielkim przedpokoju, który teraz był udekorowany dużymi poduszkami oraz ogromnymi matami, które zajmowały większość marmurowej podłogi. Przez resztę wieczoru grali w mafię i wszyscy mieli swoją kolej, by opowiedzieć historię.
Tym razem była kolej Yi Xinga.
– Pamiętajcie o rolach, chłopaki. Mafia to ci, którzy zabijają ludzi w nocy – będzie ich trzech. Błazen to ten, który chce zostać zlinczowany przez mieszkańców w ciągu dnia – jeśli tak się stanie, on zabija jedną osobę w nocy. Jeśli jednak zostanie w nocy zabity przez mafię, przegrywa. Doktor może w ciągu nocy uleczyć jedną osobę, a Detektywi wybierają jedną osobę, by każdej nocy ją sprawdzić. Będzie jeden Doktor, trzy Mafie, jeden Błazen i dwóch Detektywów.
– Dobra, ludzie. Jest noc! – powiedział z radością, a wszyscy zniżyli głowy i zamknęli oczy. – Mafia, proszę się obudzić. – Cisza. – Wybierzcie ofiarę do zabicia… Dobrze. Idźcie dalej spać. …Uch, Błaźnie, powiedz mi, proszę, kim jesteś… Dobrze… Doktorze, wybierz kogoś do uleczenia… W porządku… Detektywi, wybierzcie kogoś do przeprowadzenia śledztwa… To podejrzane, to nie jest… W porządku.
– Niech wszyscy się obudzą. – Chanyeol otworzył oczy i wszyscy inni zrobili to samo. Już patrzył na każdego podejrzliwie. – Wczorajszej nocy… uch, Jongin umarł.
– Co?! – Jongin wyglądał jak kopnięty szczeniak, był sfrustrowany, że zginął jako pierwszy.
– Ujawnij swoją tożsamość, Jongin.
– Byłem detektywem! – Jęki słychać było wszędzie. – Jak mogliście?! – Wzdychając, odsunął się z kółka. Lu Han wyglądał na niezwykle skwaszonego.
– Dobrze, jak myślicie, kto go zabił?
– Chen! – Chanyeol od razu wskazał palcem na uśmiechającego się Chena, który otworzył szeroko oczy z zaskoczenia i podniósł ręce. – To ty, wiem o tym!
– Co, do kurwy? Dlaczego? – Chen wyglądał na zirytowanego i marudnego. – Bez powodu?
– Śmiał się! – Teraz Chanyeol klęczał, wyglądał na poruszonego. – tylko patrzcie, jaki sprytny jest!
– Chanyeol, tak bardzo cię dopadnę! – mruknął Chen.
– Uważam, że jest niewinny! – odezwał się Lu Han.
– Dlaczego?
– Nie wiem… – Lu Han siedział i myślał. – Ja… nie wiem…
– Więc musisz być mafią razem z nim! – oskarżył Kris. – Inaczej nie odezwałbyś się bez powodu!
– Czy możemy już na kogoś głosować… – mruknął Sehun.
– Dlaczego ty jesteś taki szybki, by mieć już to z głowy? – spytał podejrzliwie Tao. – Chcesz się pospieszyć i zabić kilka osób, co?
– Co? Jak mogłeś-
– Dobra! – Yi Xing przerwał im wszystkim. – Czas na oskarżenie. – W ciszy każdy wskazywał na kogoś palcem. Chanyeol pokazał na Chena, który odpowiedział tym samym, Sehun też wskazywał na Chena, podczas gdy Tao wskazywał Sehuna. Minseok pokazywał na Lu Hana, a Lu Han wskazywał na Chanyeola, podczas gdy Kris, Kyungsoo i Joonmyun pokazywali na Lu Hana, a Baekhyun wskazywał Chanyeola.
– Jak mogłeś? – Chanyeol gapił się na swojego chłopaka, który wzruszył ramionami, ukrywając tajemniczy uśmiech.
– Wygląda na to, że najwięcej osób zagłosowało na Lu Hana. Lu Han, jakieś słowa obrony?
– Będziecie tego żałować. – Lu Han usiłował brzmieć groźnie, ale było to nieprzekonujące, kiedy uśmiech rozciągnął jego wargi.
– Tak, tak, powiedziałeś to ostatnim razem, kiedy byłeś mafią. – Kris przewrócił oczami.
– Wszyscy, którzy są za zlinczowaniem Lu Hana, podnieście dłonie. – Teraz niemal wszyscy, poza Chenem, Tao i Chanyeolem, podnieśli ręce. Lu Han jęknął. – Ujawnij swoją tożsamość, Lu Han.
– Byłem doktorem, pojeby! – wrzasnął Lu Han. Wszyscy jęknęli, a Chanyeol ukrył twarz w dłoniach.
– Co ja mówiłem, frajerzy? – krzyknął Chen. – Zagłosowaliście na złą osobę!
– Ty prawdopodobnie wewnętrznie zrywasz boki – odparował Chanyeol. Patrzyli na siebie groźnie, na moment stali się wrogami.
– Jeśli ja zostanę zabity dziś w nocy, wszyscy dowiemy się, kto jest mafią… – mruknął Chen, gdy szli spać.
– Jeśli ja zostanę dzisiejszej nocy zabity, nie musimy zgadywać, kto jest mafią… – odmruknął Chanyeol.
–…Dobrze. Detektywie, wybierz kogoś do przesłuchania… To jest podejrzane, to nie jest podejrzane, twoje wyniki… Dobrze… Niech wszyscy podniosą głowy. Jest dzień. – Wszyscy unieśli głowy. – Ostatniej nocy, w niefortunnym wypadku, Tao został zabity. – Tao rozdziawił usta, a pierwszą osobą, którą wskazał, był Sehun. Sehun wyglądał na zszokowanego, ale w końcu uśmiech wyrwał się z jego ust.
– Sehun, zabiję cię! – wrzasnął Tao. – Byłem, kurwa, niewinny!
– Martwi nie mówią – powiedział spokojnie Yi Xing. Wzdychając, Tao wyszedł z kółka, by dołączyć do Jongina, który wyglądał na dość zaskoczonego, gdyż był świadkiem wydarzeń ostatniej nocy. Lu Han jednak uśmiechał się jak szaleniec.
– Wow, nie jestem martwy… – mruknął Chanyeol.
– Ja też nie… – wymamrotał Chen.
– Tak, jestem pewien, że my- to znaczy, oni chcą zatrzymać się przy życiu dla zabawy – powiedział Baekhyun, ale wszyscy w porę go przyłapali.
– Co powiedziałeś?
– „My”? Co to znaczy?
– Baekhyun…
– Nie, naprawdę miałem na myśli ich! – powiedział szybko Baekhyun, otwierając szeroko oczy, by udowodnić swoją niewinność. Było za późno – wszyscy zamierzyli się na niego. – Poważnie! Musicie mi uwierzyć. Nie kłamię! Utknąłem z ostatniej rundy… Nie miejcie mi tego za złe!
– Za późno, hyung… – Sehun wskazał na niego. – To ty.
– Równie szybko podniosłeś rękę na zlinczowanie Lu Hana…
– To zbyt oczywiste, Baekhyun. Przepraszam. – Joonmyun wzruszył ramionami. Kris, widząc decyzję Joonmyuna, poparł go.
– Nie- Zaraz, pozwólcie mi wyjaśnić… – Baekhyun wyglądał na zdesperowanego. Chanyeol potrząsał głową.
– Jak mogłeś zabić swojego najlepszego przyjaciela, Baek? – Chanyeol westchnął. Baekhyun posłał mu groźne spojrzenie i uderzył go.
– Słowa obrony, Baekhyun?
– Ja… – Baekhyun rozejrzał się, zatrzymując wzrok na niewinnie wyglądającej twarzy Lu Hana. – Będziecie tego żałować. – Lu Han zrywał boki.
– Tak, tak, zawsze tak mówią. – Kris przewrócił oczami.
– Kto jest za zlinczowaniem Baekhyuna? – Wszyscy podnieśli ręce. – Ujawnij swoją tożsamość.
Baekhyun patrzył w dół, kiedy wszyscy na niego głosowali, jakby był przybity. Ale w chwili, gdy Yi Xing to powiedział, złośliwy śmiech wyrwał się z jego ust. Wszyscy byli przerażeni.
– Jestem Błaznem, pojeby. – Baekhyun zaśmiał się jeszcze głośniej. – Przygotujcie się, bo nadchodzę.
– Nieeeeeeeeeeee… – Chanyeol jęknął, uderzając się w głowę. Dlaczego musiał być taki głupi? Oczywiście, że to była tylko gra! Powinien był wiedzieć!
– Dobrze, jest noc. – Gładki głos Yi Xinga wpadł do ich uszu, gdy zamknęli oczy. – Błaźnie, wybierz osobę, którą zabijesz.
– O tak! – odezwał się Baekhyun. – Mogę wybrać nawet mafię do zabicia, prawda?
– Tak – odrzekł Yi Xing.
– Chen.
– Co kurwa? – odrzekł Chen. – Nie jestem, kurwa, mafią.
– Ha, ha, a masz! – krzyknął Chanyeol. – Skończyły się dni twojej gry!
– Cicho, mieszkańcy. Błaźnie, masz wskazać, nie mówić na głos – powiedział Yi Xing. – Teraz, niech obudzi się Mafia i wybierze kogoś do zabicia.
– Cóż, cholera – powiedział prosto Baekhyun.
– Co to ma, do kurwy, znaczyć? – Chanyeol panikował.
– Że nie jestem pieprzoną mafią – odpowiedział Chen, brzmiąc na poirytowanego jak cholera.
– Detektywie, wybierz kogoś na przesłuchanie – ciągnął Yi Xing. Po chwili chichot rozszedł się ze strony martwych. – To jest podejrzane, to nie jest podejrzane, twój wynik to…
– Co jest takie śmieszne? – zapytał Chanyeol.
– Nic, tylko że już dwa razy zostałeś wybrany na przesłuchanie. – Zachichotał głos Jongina.
– Tak, Kris-hyung, nie mógłbyś-
– Cii! – wciął się Yi Xing, ale było za późno – teraz wszyscy wiedzieli.
– Rany, dzięki, Tao – powiedział sarkastycznie Kris. Yi Xing westchnął i kazał się wszystkim obudzić.
– Zabiję cię! – wrzasnął Chen na śmiejącego się Baekhyuna.
– Cóż, wydaje mi się, że nie jest niespodzianką to, iż Chen umarł – oznajmił Yi Xing. – Och, i Chanyeol też.
– Co?! Ja?! – Chanyeol rozdziawił usta. – Dlaczego? Nic nie zrobiłem!
– Ha, ha, przynajmniej umarłeś ze mną. – Chen uśmiechał się radośnie.
– Ujawnijcie swoją tożsamość.
– Jestem, kurwa, niewinny!
– Ja też! – Chen i Chanyeol spojrzeli na siebie.
– To dlaczego w ogóle byliście przeciwko sobie? – Obaj westchnęli, wychodząc z koła, a potem przytulili się jak starzy przyjaciele.
– Wy… naprawdę zdajecie sobie sprawę, że mafia nadal żyje, prawda? – zauważył Lu Han z uniesioną brwią. Wszyscy, którzy byli wciąż żywi, westchnęli, przypominając sobie o tym.
– Cóż, wszyscy wiemy, dlaczego Tao został zabity tak wcześnie. – Kris wskazał na Sehuna. Oczy Sehuna rozszerzyły się do rozmiaru spodków.
– Co?! Nie! – Sehun posłał groźne spojrzenie Tao, który wystawił język. – Myślę, że mafia to są ci, którzy siedzą cicho… wiecie, jak Joonmyun-hyung…
– Jak śmiesz?! – krzyknął Kris. – Joonmyun nie jest mafią! Jak mógłby?
– Czy przesłuchałeś go? – sprzeczał się Sehun. – Spędziłeś cały głupi wysiłek przesłuchując Chanyeola, prawda?
– Cóż… J-J-Ja musiałem być pewien! – odpowiedział Kris. – Poza tym Joonmyun jest za dobry, by być mafią! Tylko grasz!
– Nie masz pojęcia, kto jest niewinny, a kto nie, prawda? – ciągnął Sehun. – Marnowałeś czas jako detektyw, w kółko wybierając tę samą osobę!
– Ta gra jest stracona – mruknął Chanyeol. Chen się zgodził.
– Kto głosuje na Sehuna? – Wszyscy unieśli ręce. Chanyeol uderzył się dłonią w twarz. Każda martwa osoba westchnęła.
– Ujawnij swoją tożsamość.
– Niewinny. – Sehun posłał groźne spojrzenie Krisowi, a potem wyszedł z koła. Kris był zszokowany ponad miarę.
– Niech wszyscy ujawnią swoje role.
– D-Detektyw – powiedział głupio Kris.
– Mafia – powiedzieli na raz wszyscy trzej, którzy przetrwali, włączając w to Joonmyuna.
– Mafia wygrywa.
– Nie wierzę ci! – Wszyscy naskoczyli na najcichszą trójkę z całej grupy, której udało się skutecznie wygrać i ani jeden z nich nie zginął. Chanyeol był zszokowany – był bardzo pewny, że byli niewinni!
– Dlaczego nie zabiliście Chena? Albo Chanyeola? – ktoś zapytał.
– Bo pomyśleliśmy, że odwrócą od nas uwagę – powiedział Minseok. Chanyeol i Chen jęknęli. Zawiedli swoją drużynę.
Po grze wszyscy przygotowali swoje łóżka do snu. Chanyeol przypomniał Chenowi o jego zadaniu, a Chen się zgodził.
Chanyeol położył się spać po raz kolejny z Joonmyunem u boku, tym razem jednak nie zasnął, mając w sercu zmartwienia.




Następnego ranka Chanyeol obudził się bardzo wcześnie i zakradł się do pokoju Baekhyuna, napisał do Chena pięć minut wcześniej, by go o tym powiadomić.
Chen wyszedł z rozczochranymi włosami. Wyglądał na bardziej zmęczonego niż zwykle. Chanyeol wiedział, że to nie jest dobry znak.
– Bardzo się szamotał tej nocy. – Chen westchnął. – Ciągle krzyczał- J-Ja próbowałem go obudzić, ale nie budził się, nie mógł… Więc w końcu pomyślałem, że w jego głowie to było okropniejsze niż fizycznie, więc… zepchnąłem go z łóżka.
– Co się stało potem?
– Przestał. Myślałem, że się obudził, bo nie wydawał żadnego dźwięku. Nie wiem… był na podłodze tak długo, że zasnąłem. Jednak gdy się przed chwilą obudziłem, z powrotem był na łóżku. – Chen spojrzał na drzwi, a potem wzruszył ramionami i odszedł. Chanyeol poszedł naprzód, uchylił drzwi i zajrzał do środka.
Baekhyun rzeczywiście spał na łóżku. Nie ruszał się. Zwykle obudziłby się wcześnie, ale dlatego, że nawiedzały go koszmary, sprawiały, że był bardziej zmęczony, więc Chanyeol był pewien, że będzie za bardzo zmęczony, by wstać.
Jeśli pozwolę zrobić to komuś innemu, będę tylko martwił się bardziej. Chanyeol w końcu zdecydował. Zrobię to sam.




Tej nocy miała być najgorsza noc, Baekhyun był tego pewien.
Wiedział, że już nie powinien się tak czuć, a jednak to wciąż powracało. Czuł się żałośnie. Był sfrustrowany. Co więcej był zawstydzony, ponieważ Chanyeol zrobił dla niego tak wiele, a jednak on pozwolił przeszłości wrócić.
Może dlatego tak bardzo bał się mu powiedzieć. Ponieważ wiedział, że Chanyeol będzie zbyt miły, by powiedzieć mu, jak żałosny jest, zbyt miły, żeby powiedzieć mu, że nie starał się wystarczająco. Był zdeterminowany nie pozwolić Chanyeolowi się dowiedzieć.
Ale kiedy noc mijała, naprawdę miał coraz wyraźniejsze koszmary, gorsze niż kiedykolwiek wcześniej. Baekhyun pamiętał, że był przerażony we śnie, choć wiedział, że to tylko sen. Czuł wielki ból, prawie tak dotkliwy jak wtedy, gdy to rzeczywiście się stało.
Ale nagle ból zniknął, został zastąpiony przez gorące ciepło przykrywające go do dna. Otaczało go, chroniło go, formując barierę, która powstrzymywała kogokolwiek przed dotknięciem go. Baekhyun nie wiedział, co to jest, ale sprawiało, że czuł się bezpiecznie i pewnie.
Tej nocy spał lepiej.
Następnej nocy wydarzyło się to samo. Działo się to przez trzy noce i Baekhyun nawet w dzień przestał odsuwać się od ludzi.
Noce stały się łatwe, a Baekhyun był mniej zmęczony. Może to dlatego obudził się w środku nocy, gdy usłyszał ciche otwieranie i zamykanie drzwi. Z początku myślał, że to tylko omam słuchowy, więc niemal znowu zapadł w sen, ale potem usłyszał głuchy łomot na podłodze, który obudził go.
Z pędzącym sercem Baekhyun zamrugał kilka razy, zastanawiając się, co właśnie spadło na podłogę. Brzmiało jak coś wielkości ciała.
Ale przestało się ruszać. Baekhyun chciał wierzyć, że to coś przypadkowego, ale nieważne, jak bardzo starał się na nowo zasnąć, myśl, że ktoś mógł upaść na jego podłogę, przeszkadzała mu i sprawiała, że nie spał.
W końcu Baekhyun usiadł, wyszedł z łóżka na lekkich nogach, przeszedł całą drogę, by zaświecić światło. Kiedy to zrobił, nic nie przygotowało go na to, co poczuł w tamtej chwili.
Chanyeol głęboko spał na podłodze, skulony na małej przestrzeni obok łóżka. Baekhyun natychmiast zrozumiał.
Ciepło, które czuł podczas koszmarów, pochodziło z uścisku Chanyeola. Teraz Baekhyun pamiętał, na wpół śpiący, na wpół rozbudzony, jak ktoś przyciągał go do siebie i trzymał mocno. Z początku uznał to za przerażające i dalej się szamotał (w końcu w jego snach byli ludzie, którzy próbowali go przytrzymać), ale wkrótce czuł bezpieczeństwo i ciepło, więc przestał, ponieważ było szczere i miłe. To uściski Chanyeola odpychały wszystkie koszmary. To ciepłe ciało Chanyeola chroniło go przed traumami z przeszłości.
Chanyeol wiedział przez cały czas.
Baekhyun był tak poruszony, że przysięgał, iż łzy już miały wypełnić jego oczy, ale odepchnął je. Zupełnie nie zauważył zmęczenia Chanyeola, ponieważ za dnia spędzał więcej czasu z przyjaciółmi, myśląc, że dla nich dwóch będzie lepiej, jeśli spędzą trochę czasu z dala od siebie. Chanyeol musiał być wyczerpany, że zakradł się i zasnął w momencie, w którym upadł na podłogę.
– Ty idioto – szepnął. Bez słowa opuścił pokój, by odkryć, że Chen i Joonmyun odbywali nocną pogadankę w pokoju, który Joonmyun dzielił z Chanyeolem. Natychmiast opuścili pokój, by pomóc podnieść Chanyeola na łóżko Baekhyuna, robili to ostrożnie, żeby nie obudzić biednego chłopaka. Baekhyun podziękował im, zastanawiał się, jak mogli wyglądać na takich rozumiejących, skoro nawet nie wiedzieli, co się dzieje, za co był im dozgonnie wdzięczny, zamknął drzwi, kiedy wyszli.
Długie rzęsy Chanyeola spoczywały na jego policzkach, gdy spał. Baekhyun poczuł, jak coś wewnętrznie go ogarnia, ale nie wiedział, co to jest. Nawet kiedy zgasił światło, a jego oczy przyzwyczaiły się do ciemności, obserwował Chanyeola. Nagle, kiedy pewna Myśla wpadła mu do głowy, Baekhyun wyciągnął rękę i wyjął telefon swojego chłopaka, i, jak oczekiwał, znalazł tam budzik, mówiący Chanyeolowi, żeby wrócił do swojego pokoju we wczesnych godzinach rannych, żeby Baekhyun nigdy się nie dowiedział. Natychmiast to skasował i odłożył komórkę na szafkę nocną. Biorąc oddech odwagi, przysunął się bliżej i objął Chanyeola w talii, chowając głowę w piersi wyższego, wdychając jego zapach oraz ciepło, które dawał.
Chanyeol był dla niego bardzo dobry, nawet kiedy tego nie chciał. Za to Baekhyun był wdzięczny. Baekhyun czasami zastanawiał się, jak zasłużył na kogoś tak uprzejmego, tak troskliwego i tak miłego.
Chanyeol często pociągał nosem. Baekhyun uśmiechnął się i naciągnął kołdrę na nich obu, chociaż było lato.
Dziękuję.
Pozwól, że też będę cię chronił.